Jubileuszowa fotka z olimpijczykiem

Na zdjęciu drużyna KTS Weszło Warszawa przed jednym z meczów rundy wiosennej rozgrywek B klasy warszawskiej. Wojciech Kowalczyk – drugi z lewej w dolnym rzędzie

Niezwykła kolekcja Jacka Kosierba, sportowego pasjonata ze Śwdnika, powiększa się z miesiąca na miesiąc. Na naszych łamach staramy się na bieżąco śledzić najnowsze sukcesy świdniczanina, który od 1982 roku gromadzi zdjęcia drużyn piłkarskich z całego świata. Na czym polega niezwykłość tej kolekcji? Przede wszystkim w tym, że trafia do niej tylko jedno zdjęcie konkretnej drużyny.


Ostatnio kolekcjoner i pasjonat futbolu ze Świdnika przekroczył następną okrągłą liczbę zebranych w ten sposób fotografii. W jego zbiorach pojawiła się fotka nr 25 000. Jej bohaterem jest srebrny medalista igrzysk olimpijskich z Barcelony – Wojciech Kowalczyk. W sezonie 2019/2020 czynnie na boisku pomógł drużynie KTS Weszło Warszawa awansować do A klasy czyli na siódmy szczebel ligowych rozgrywek w naszym kraju.

Wojciech Kowalczyk urodził się 14 kwietnia 1972 roku w Warszawie. Od najmłodszych lat był związany z drużynami warszawskimi. Ukończył zaledwie sześć klas szkoły podstawowej. Zaczynał w Olimpii, po czym przez kilka lat występował w Polonezie. W listopadzie 1990 r. trafił do warszawskiej Legii. Przełomowym wydarzeniem w karierze tego zawodnika był występ w rewanżowym meczu 1/4 finału Pucharu Zdobywców Pucharów z Sampdorią 20 marca 1991 r. Zdobył wówczas dwie bramki, zapewniając Legii awans do półfinału. Wkrótce trafił do reprezentacji Polski, w której zadebiutował 21 sierpnia 1991 r. w meczu ze Szwecją.

W pierwszej reprezentacji rozegrał 39 meczów, w których strzelił 11 bramek. Zdobył tysięcznego gola dla biało-czerwonych w historii oficjalnych meczów naszej reprezentacji. Wydarzyło się to dokładnie 10 lutego 1999 roku w 1. minucie zremisowanego 1:1 towarzyskiego meczu z Finlandią w miejscowości Ta’ Qali na Malcie.

W 1992 wraz z olimpijską reprezentacją Polski wywalczył srebrny medal na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie.

Podczas tego turnieju został wicekrólem strzelców, ustępując pola jedynie partnerowi z ataku Andrzejowi Juskowiakowi. Po przegranym dwumeczu z Hajdukiem Split – po którym Legii nie udało się awansować do Ligi Mistrzów – został wystawiony na listę transferową, a we wrześniu 1994 – w trakcie sezonu 1994/1995 – za 1 750 000 USD przeniósł się do hiszpańskiego Realu Betis.

Później występował także w hiszpańskim UD Las Palmas (1998–1999), ponownie w Legii (2001) oraz na Cyprze w drużynach Anorthosis Famagusta (2001–2003) i APOEL Nikozja(2003–2004). W sezonie 2004/2005 nie był związany z żadnym klubem. Od początku sezonu 2005/2006, wraz z innym byłym gwiazdorem Legii – Krzysztofem Iwanickim, występował w grającym w rozgrywkach A klasy klubie AZS Absolwent UW Warszawa.

Kowalczyk największe sukcesy odniósł w barwach Legii. Ogółem wystąpił w drużynie Legii w 151 meczach i zdobył 54 bramki. Wywalczył mistrzostwo Polski w 1994, 1995 i 2002, Puchar Polski i Superpuchar w 1994. W barwach drużyny Anorthosis Famagusta zdobył Puchar Cypru i tytuł króla strzelców ligi w 2002, a z kolei wraz z zespołem APOEL Nikozja mistrzostwo Cypru w 2004 roku. Uważany za błyskotliwego napastnika, świetnie spisywał się w meczach Legii, jednak nie udało mu się zrobić międzynarodowej kariery. Znany był z niepokornego charakteru. W 1993 po odebraniu Legii tytułu mistrza Polski zrezygnował na pewien czas z występów w drużynie narodowej.

Dwukrotnie, w 1996 i 1997 wchodził w ostry konflikt z trenerem kadry narodowej Antonim Piechniczkiem. Uważa się, że najlepiej rozumiał się z trenerem Januszem Wójcikiem, z którym współpracował w olimpijskiej reprezentacji Polski (1991–1992), w Legii (1992–1993) oraz w reprezentacji Polski seniorów (1997–1999).

Wraz z dziennikarzem sportowym Krzysztofem Stanowskim napisał książkę „Kowal. Prawdziwa historia”. Początkowo była dostępna w odcinkach na łamach Przeglądu Sportowego i Tempa. W całości została wydana w 2003 roku nakładem wydawnictwa „Zysk i s-ka”. Książka wzbudziła wiele kontrowersji, gdyż autor szczerze ukazał kulisy funkcjonowania środowiska piłkarskiego w Polsce. Popularność piłkarza, bezpośredniość, szczerość i jego cięty język sprawiły, że książka była jednym z bestsellerów w 2003 roku, a w 2012 została wznowiona nakładem wydawnictwa „Buchmann”. Wojciech Kowalczyk współpracował z redakcją stacji telewizyjnej o profilu sportowym Polsat Sport, w której zajmował się analizą i komentarzem wydarzeń piłkarskich.

W 2017 roku telewizja Polsat zakończyła z nim współpracę. Powodem tej decyzji były wulgarne wpisy piłkarza na jednym z portali społecznościowych odnoszące się do spraw politycznych. W 2018 roku rozpoczął publikację felietonów na portalu Weszło.com W tym samym roku został grającym menadżerem Klubu Towarzysko-Sportowego Weszło Warszawa. Drużyny, która jesienią 2018 roku wystartowała w rozgrywkach grupy III warszawskiej klasy B. 46-letni Kowalczyk zagrał w kilku spotkaniach zdobywając nawet parę bramek, czym znacząco przyczynił się do awansu KTS Weszło do A klasy.

Drużyna w 20 meczach zanotowała 18 zwycięstw i 2 remisy oraz imponujący bilans bramkowy: 94-19. – Naprawdę nie sądziłem, że w wieku blisko 50 lat, spotka mnie coś tak fajnego i ekscytującego. A KTS jest cholernie ekscytujący i fajny. Nie lubię fałszywej skromności, nie będę przekonywał sam siebie, że nie ma się czym jarać. Taki mamy czasem klimat – ktoś zrobi coś ponad przeciętność, to reszta chce go wciągnąć z powrotem. Trudno. Uważam, że wszyscy, którzy złożyli się na projekt KTS-u, nawet kibic będący na jednym meczu, złożyli się na coś kozackiego. Choć oczywiście najważniejsza jest drużyna.

Można było się zastanawiać, czy nie przyjdą do tego projektu ludzie, którzy owszem, chcieliby pograć w piłkę, ale dopiero w drugiej kolejności. W pierwszej będą chcieli ogrzać się w marce Weszło, pogadać przed kamerą, zyskać jakieś ułamki sławy, fragmenty życia piłkarza z topu. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Udało nam się zebrać ludzi, którzy przede wszystkim chcą grać, zapieprzać, gryźć trawę, robić wyniki. Dlatego powstała taka szatnia, którą można nazwać wręcz rodziną. Powstały przyjaźnie, ci goście spędzają ze sobą sporo czasu również poza murawą. Gdyby nie KTS, pewnie nigdy by się nie spotkali.

Fajne jest to, jak wielu w ten projekt uwierzyło. Sponsorzy, bez których żyłoby się nam trudniej, a tak możemy sobie pozwolić na wiele treningów, sparingów, przyjeżdżają do nas trójki sędziowskie, kiedy w B-klasie normą jest jeden arbiter. Gdy ktoś dozna kontuzji, to nie leczy się wpychając ząbek czosnku w pępek, tylko ma zapewnioną fachową opiekę. Uwierzyli też kibice, mamy swój oddział ultras, wspierający nas co mecz i zdzierający gardła. Uwierzyli piłkarze z przeszłością w wyższych ligach, gdybyśmy odstawiali cyrk, daliby sobie spokój, a jednak dalej są z nami – przyznał na www.kts.weszło.com podczas fety z okazji awansu do A klasy Wojciech Kowalczyk.

* * *

Kolekcja Jacka Kosierba jest podzielona na trzy kategorie: drużyn z Polski, drużyn zagranicznych oraz reprezentacji narodowych. Aktualnie największą część stanowią zdjęcia ekip spoza granic naszego kraju. To 22720 drużyn z 288 państw, terytoriów zależnych, państw nieuznawanych, autonomicznych jednostek administracyjnych czy mniejszości etnicznych. Fotografii zespołów polskich jest obecnie 1303, a reprezentacji narodowych, w tym seniorów, juniorów, młodzieżowych, olimpijskich, oldbojów czy kobiet w różnych kategoriach wiekowych dokładnie 977 egzemplarzy.

Kolekcja bez wątpienia jest największą w Polsce. Potwierdziło to Biuro Rekordów wydając mu w 2016 roku stosowny certyfikat. Świdniczanin w dniu swoich 40 urodzin rozpoczął autorski projekt pod nazwą „50 tysięcy zdjęć na 50-lecie”. Na swoje 50. urodziny chciałby zgromadzić 50 tysięcy fotografii. Ma na to jeszcze prawie pięć lat. Już dziś, oczywiście w przypadku powodzenia projektu, kolekcjoner zapowiada wydanie albumu z reprodukcjami najcenniejszych i najciekawszych fotografii.

„Postępy” w kolekcji pasjonata piłki nożnej ze Świdnika można śledzić na jego stronie internetowej pod adresem internetowym www.kolekcjajack74.futbolowo.pl  BAS