Już milion wpatrzonych w sztukmistrzów

Przedstawienia na placu Zamkowym w wykonaniu francuskich akrobatów oraz występy na placu Litewskim miały największe powodzenie wśród widzów podczas minionego, jubileuszowego Carnavalu Sztukmistrzów w Lublinie. Dziesiąta edycja „święta nowego cyrku”, jak nazywają tę niezwykła imprezę jej fani, która trwała w tym roku od czwartku 25 lipca do niedzieli 28 lipca br., miała – jak podliczyli organizatorzy – ok. dwustutysięczną publiczność.
Popisy artystów – „sztukmistrzów” można było obserwować w wielu miejscach ścisłego centrum Lublina, od ulicy Wieniawskiej aż po plac Zamkowy. Jak zwykle widać było duże grupy widzów wpatrujących się na lubelskim Starym Mieście w akrobacje na linach rozpiętych między Trybunałem a pobliskimi kamienicami. Nieodmiennie uwagę przyciągały popisy chodzenia po linie na odcinku wyglądającym na szczególnie niebezpieczny, tj. między Wieżą Trynitarską a archikatedrą. Chodzenie po linie, niemal zawsze przebiegające z kilkoma upadkami artystów, którzy są jednak odpowiednio zabezpieczeni, wywoływało doping ze strony obserwatorów i często gorące oklaski – oklaski za sukces, ale też oklaski pocieszenia, gdy akrobata nie utrzymał równowagi.

– W tym roku we wszystkich przedstawieniach – i tych głównych, tj. ulicznych, i tych odbywających się w zamkniętych przestrzeniach, wzięło udział ok. 200 tys. osób. Jest to liczba większa od liczby ubiegłorocznych uczestników Carnavalu Sztukmistrzów, porównywalna z liczbą uczestników w 2017 r – mówi Rafał Sadownik z Warsztatów Kultury w Lublinie, które są organizatorem imprezy. W sumie, w ciągu dziesięciu lat trwania Carnavalu Sztukmistrzów, prezentowane w jego ramach spektakle obejrzało już około miliona widzów.

Artyzm nowego cyrku

Od kilku edycji Carnavalu na niektóre spektakle obowiązują bilety. Jak tłumaczy R. Sadownik, ich wprowadzenie to konieczność w polityce zarządzania imprezą. W ciągu pierwszych edycji spektakle odbywające się w przestrzeniach zamkniętych były dostępne dla wszystkich, tj. bezpłatne. Jednak przed namiotami na placu Litewskim, gdzie się odbywały, ustawiały się ogromne kolejki, Zarówno obsługa czyli osoby wpuszczające na spektakl, a przede wszystkim potencjalni widzowie bardzo często denerwowali się, gdyż do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy uda się wejść na spektakl.

Przez kilka następnych sezonów próbowano problem rozwiązać, wprowadzając bezpłatne wejściówki, które należało odebrać wcześniej w punkcie informacyjnym festiwalu na placu Litewskim, Jednak szybko znów zaczęły się tworzyć ogromne kolejki, nawet 300-metrowe. Dodatkowym problemem stała się okoliczność, że część zainteresowanych brała po kilka wejściówek: dla znajomych, dla swojej rodziny. W efekcie zamieszanie i zdenerwowanie wśród „kolejkowiczów” szybko narastało. Część osób, które naprawdę długo czekały, i tak musiała odejść z kwitkiem. Stąd od kilku sezonów na imprezy w przestrzeni zamkniętej, co z reguły oznacza spektakl w namiocie na placu Litewskim, wprowadzono bilety. Są w przystępnych cenach – np. w tym roku 20 lub 40 zł. Sprzedaż odbywa się za pośrednictwem Internetu. Organizatorzy zawsze zostawiają jakąś pulę biletów, które można nabyć bezpośrednio przed spektaklem – podkreśla Rafał Sadownik.

Podczas tegorocznej edycji Carnavalu, spektakle, na które należało kupić bilet, obejrzało w sumie około 1500 widzów. Na wystawiony czterokrotnie spektakl Brama Graaflanda „The Yelling Kitchen Prince” przewidziano 220 miejsc bilety sprzedano niemal w całości. Holenderski artysta urzekał umiejętnością jednoczesnego grania na organach, na bębnach oraz … gotowania! Natomiast spektakl Kompanii Barolosolo „Plus Haut” był wystawiony dwukrotnie – za każdym razem widownia liczyła ponad 200 osób – bilety wyprzedano w całości. Spektakl w wykonaniu francuskich artystów wprowadzał w niezwykły świat, w którym odkryć można było elementy świata dziecięcej wyobraźni, który jednocześnie był kreowany przez sztukę rzeźbiarza Alexandra Caldera.

Język nowego teatru, język nowego cyrku

Rafał Sadownik podkreśla, że jeśli zwracać uwagę na walory artystyczne, to z tego punktu widzenia, wg niego, należy wyróżnić spektakl Kompanii Barolosolo. – Jak wyjaśnił, można go określić jako prawdziwy teatralny spektakl, w pełni teatralną opowieść, w której zastosowano artystyczny „język nowego teatru”, i „język nowego cyrku”.

Spośród spektakli odbywających się w otwartej przestrzeni na wyróżnienie zdecydowanie zasługuje Kompania Basinga. Główną artystką jest charyzmatyczna Tatiana-Mosio Bongonga, której sławę i uznanie przyniosły m.in. spektakularne popisy chodzenia po bardzo długiej linie, niejednokrotnie zawieszonej na bardzo dużych wysokościach.

W akrobacjach i popisach Tatia – Mosio, specjalizującej się w przejściach po linie w stylu klasycznym, dodatkową atrakcję odgrywa niezwykła uroda artystki.

Boska Tatiana – Mosio i inni

Natura takich festiwali, jak Karnawał Sztukmistrzów, jest jednak taką, że wśród publiczności największą uwagą i zainteresowaniem cieszą się występy, które są najbardziej widoczne i największe. Z tego punktu widzenia sukcesem były, wspomniane już na wstępie, spektakle na placu Zamkowym. Widzów: lublinian i turystów, przyciągnęły niebezpieczne ewolucje, które na wysokiej stalowej konstrukcji wykonały dwa francuskie zespoły: kampanie artystów – akrobatów Les Lendemains & Les Philébulistes. W kilkudziesięciominutowym spektaklu „La Tangente du bras tendu” zadbano o ciekawą fabułę – stanowiła ją historia fikcyjnego dyktatora. Dawny tyran, który żyje wspomnieniami swej politycznej kariery, do polskich widzów przemawiał… po polsku. Okazało się, że artysta odgrywający rolę owego dyktatora uczył się wytrwale tekstu w naszym języku przez dziesięć dni. Niemniej, mimo tego uprzejmego ukłonu w stronę polskiego widza, najważniejsze były cyrkowe, akrobatyczne popisy. W wykonaniu Francuzów widzieliśmy ewolucje m.in. na „latającym trapezie”.

Nieco mniej widzów, niż opisany „hit” lubelskiego Karnawału Sztukmistrzów, zgromadziły występy Tatiany – Mosio Bongonga z kampanii artystów Basinga na placu Litewskim. Artystka wykonywała szereg akrobacji na stalowej linie… bez zabezpieczeń.

W tym roku po raz kolejny odwiedzili nas członkowie austriackiej formacji „Theatre Irrwisch”, przebrani za sympatyczne starsze panie. W tych występach ważny był element komizmu, obecny w zabawnych scenkach, podczas których „sztukmistrze” próbowali nawiązać żywy kontakt z widzami.

Z inspiracji noblisty Singera

Jubileuszowa, 10. edycja Carnaval Sztukmistrzów przeszła już do historii. Przypomnijmy, że impreza pod powyższą nazwą trwa od 2010 r. i w założeniu ma być m.in. przypomnieniem o bogactwie kulturowym i duchowym Lublina. Jej nazwa nawiązuje do książki „Sztukmistrz z Lublina” Izaaka Singera, laureata literackiej nagrody Nobla. Główny bohater powieści jest iluzjonistą i akrobatą. Początki tej stającej się ważną wizytówką Lublina imprezy sięgają 2008 r. (czerwiec) i 2009 r. (lipiec-sierpień) kiedy po raz pierwszy zorganizowano tzw. Festiwal Sztukmistrzów

Monika Skarżyńska