„Kaszojad” dusił sprzedawczynię

Spod kościoła ukradł rower, założył kominiarkę i pojechał nim na „robotę”. Celem była apteka nieopodal parku. Gdy buszował po zapleczu, został nakryty przez aptekarkę. Rzucił się na nią, dusił, ale na szczęście kobiecie udało się wyrwać i wezwać pomoc. Za ten wyczyn słynnemu „Kaszojadowi”, bo o nim mowa, grozi aż 18 lat więzienia.

Artur K. jest doskonale znany włodawskim (i nie tylko) organom ścigania. Jego „domeną” są kradzieże z włamaniem. Włodawianin zapisał się w annałach włodawskiego sądu jako jedyny przestępca, którego na salę rozpraw wprowadzono nie tylko z zakutymi rękami i nogami, ale też w specjalnej masce na twarz, niemal identycznej jak ta, którą w legendarnym „Milczeniu owiec” nosił Hannibal Lecter. „Kaszojad”, bo taką ma ksywkę na mieście i w więzieniu, był wielokrotnie karany za pobicia, przestępstwa narkotykowe, grożenie śmiercią i rozboje. W ubiegłym tygodniu znowu trafił przed oblicze włodawskiej Temidy.

– W poniedziałek (24 września) po godzinie 17 włodawscy policjanci zostali powiadomieni o próbie rozboju na właścicielce apteki – mówi Bożena Szymańska z KPP we Włodawie. – Ze zgłoszenia wynikało, że nieznany mężczyzna w kominiarce wszedł do apteki wykorzystując chwilową nieobecność kobiety w pomieszczeniu sprzedaży, a następnie przedostał się za ladę w celu kradzieży znajdujących się tam przedmiotów. Gdy został zauważony przez aptekarkę rzucił się na nią, dusił i groził zabójstwem. Kobiecie udało się wyswobodzić i wydostać z apteki oraz wezwać pomoc. Sprawca nie zdążył niczego zabrać i uciekł z miejsca zdarzenia. Powiadomieni o zdarzeniu policjanci niezwłocznie udali się w kierunku, w którym oddalił się sprawca. Wiejący napastnik został ujęty przez męża pokrzywdzonej i przechodzącego nieopodal 19-latka.

Młody mężczyzna zauważył uciekającego sprawcę i razem z mężem pokrzywdzonej pobiegł na nim. Podczas ujęcia sprawca groził 19-latkowi i szarpał go. Na miejsce przyjechali policjanci, którzy zatrzymali agresywnego rabusia. Sprawcą okazał się doskonale znany włodawskiej policji 31-latek. Przy nim mundurowi odnaleźli kominiarkę, rękawiczki, jak również dodatkowe ubrania na zmianę. Pod apteką znaleźli też rower, którym przyjechał sprawca – jak się okazało został on skradziony poprzedniego dnia spod kościoła. 31-latek będzie odpowiadał w warunkach powrotu do przestępstwa. Grozi mu nawet 18 lat pozbawienia wolności – dodaje Szymańska.

„Kaszojad” przez jakiś czas nosił o wiele bardziej poważną ksywkę. Swego czasu wołano na niego Hannibal Lecter. Wzięło się to stąd, że kiedy przed kilku laty oczekując w sądowym areszcie na jedną w wielu spraw, udało mu się przemycić malutki nożyk z maszynki do golenia. Gdy na chwilę został sam, wyjął ostre narzędzie i poprzecinał sobie nadgarstki, zamieniając pomieszczenie w krwawą łaźnię. Na szczęście w porę zdołano mu odebrać żyletkę, jednak rozprawę przełożono. Dlatego, kiedy po tych wydarzeniach Artur K. znowu pojawił się we włodawskim sądzie, przedsięwzięto wobec niego wyjątkowe środki bezpieczeństwa.

Nie tylko zakuto go w kajdany krępujące ręce i nogi, ale założono mu też na twarz specjalną maskę, która miała zapobiegać ewentualnym ugryzieniom oraz chronić jego nos przed złamaniem, gdyby przypadkiem chciał uderzyć głową np. w ścianę. Identyczne środki ostrożności zastosowano wobec Hannibala Lectera, psychopatycznego mordercy z filmu „Milczenie owiec”. Tym samym legendą stał się i Artur K., bo na razie jest on jedyną osobą w historii włodawskiego sądu, która na rozprawę została doprowadzona z zachowaniem tak radykalnych środków bezpieczeństwa. (bm)