Każdy liczy po swojemu

Sesje Rady Powiatu Świdnickiego mimo epidemii odbywają się w tradycyjny sposób, ale z zachowaniem dystansu między radnymi i w maseczkach

Radny Jakub Osina rozliczał, były starosta Dariusz Kołodziejczyk wyliczał z obecnym starostą i wicestarostą, ile gmina Trawniki powinna dołożyć się do przebudowy mostu w Biskupicach i każdemu wychodziło coś innego, czyli sytuacja na sesji Rady Powiatu Świdnickiego powróciła do normy sprzed czasów epidemii. Różnica tylko taka, że radni byli „zamaskowani”.


Wtorkowa sesja Rady Powiatu Świdnickiego, w odróżnieniu od sesji rady miasta, nie odbyła się online, ale tradycyjnie – w sali konferencyjnej ratusza, tyle że radni zgodnie z rygorami sanitarnymi obradowali w maseczkach. Nie przeszkodziły one samorządowcom w prowadzeniu emocjonujących polemik. Jedna z nich toczyła się wokół tabletów, jakie przed kilkoma tygodniami otrzymali radni.

Jak tłumaczył przewodniczący Rady Powiatu Świdnickiego Andrzej Mańka, mają być one pomocne w głosowaniach, a także ułatwiać kontakt pomiędzy samorządowcami a biurem obsługi rady. Mimo że w takie urządzenia zostali wyposażeni wszyscy radni, projekty uchwał i wszystkie materiały na sesję otrzymali oni nie tylko w wersji elektronicznej, ale również papierowej. Fakt ten wytknął opozycyjny radny Jakub Osina (ŚWS), który już przed obradami na swoim profilu na Facebooku zamieścił filmik, na którym nagrał ważenie koperty z dokumentami na sesję – waga wskazała dokładnie 2 kg.

– Mnożąc to przez liczbę kopii, daje to razem 38 kg niepotrzebnej sterty papieru. Nie mówiąc już o kosztach tuszu, zużycia kopiarki i zbędnej pracy Biura Rady Powiatu. Jak dostałem ten plik, to sam nie mogłem uwierzyć, że zostało zmarnowane tyle papieru, a przecież mamy jako radni tablety zakupione za publiczne pieniądze – mówił Osina.

Odpowiadając na ten zarzut, przewodniczący Mańka wyjaśniał, że aby radni mogli dostawać dokumenty tylko przez internet, należy wprowadzić pewne zmiany w statucie i dopracować całą procedurę komunikacyjną, a dokumentów na tę sesję było tak dużo, bo ostatnia planowa sesja odbyła się 3 miesiące temu.

– Co takiego stanęło na drodze tego, żeby przez ostatni kwartał przygotować odpowiednie zmiany w statucie czy w regulaminach, które umożliwiłyby nam otrzymywanie tylko elektronicznych wersji? – nie odpuszczał Osina.

Dalszą dyskusję w tej materii uciął starosta Łukasz Reszka, stwierdzając, że radni dostali dokumenty w formie elektronicznej i papierowej, ponieważ nie było wiadomo, jak zadziała program e-sesja i czy wszyscy poradzą sobie z odbiorem materiałów.

Kto się myli w rachunkach?

Gorącą dyskusję wywołały również plany dotyczące modernizacji mostu w Biskupicach. – Między powiatem a gminą Trawniki prowadzone są rozmowy na temat partycypacji gminy w tej inwestycji – mówił Dariusz Kołodziejczyk, były starosta świdnicki, a dziś sekretarz gminy Trawniki. – W tym momencie stanowiska stron są rozbieżne. Mam pytanie, w jakiej wysokości subwencję na to zadanie z Ministerstwa Infrastruktury otrzymał powiat świdnicki i czy jeżeli nie doszłoby do zbliżenia stanowisk i powiat zrezygnowałby z tego remontu, to jaką inną inwestycję zrealizujemy w zamian. Pytam dlatego, bo jeżeli środki z subwencji nie zostałyby wydane, to najprawdopodobniej w kolejnym roku powiat nie mógłby występować o subwencję na tego typu inwestycje.

Wicestarosta Bartłomiej Pejo, poinformował, że rozmowy z wójtem gminy Trawniki trwają, a stanowisko powiatu jest takie, że gmina powinna pokryć połowę pozostałych kosztów inwestycji.

– Po przetargu jest to kwota niespełna 640 tys. zł. W tej chwili wójt deklaruje kwotę 500 tys. zł i nasze stanowiska są rozbieżne. Subwencja z ministerstwa wynosi 50 proc. wartości inwestycji, czyli 1,8 mln zł. Zakładaliśmy, że koszt remontu mostu wyniesie ok. 3,6 mln zł; po przetargu mamy oszczędność w wysokości ponad 1 mln zł. Jeżeli nie dojdzie do realizacji tej inwestycji, to będziemy tym obarczać gminę Trawniki, że nie zechciała uczestniczyć w 50 proc. wkładu własnego, który był ustalony z obecnym wójtem w styczniu poprzedniego roku – tłumaczył Pejo.

– Boję się, że powiat może stracić 1,8 mln zł subwencji – mówił Kołodziejczyk. – Most w przetargu „poszedł” za 2,5 mln zł, subwencji jest 1,8 mln zł, a więc brakuje 700 tys. Gmina chce dać 500 tys., a powiat na dobrą sprawę z własnej kasy musiałby wyłożyć tylko 200 tys. zł. To, że po przetargu są oszczędności, wcale nie musi oznaczać, że wartość subwencji zostanie zmniejszona, bo jest procedura, która pozwala wykorzystać tę pozostałą część na inne powiatowe zadanie drogowe – przekonywał były starosta.

Do dyskusji wtrącił się starosta Reszka. – Widzę, że jest jakiś problem w wyliczeniach. Wartość inwestycji to 2,5 mln zł; subwencja 1,8 mln zł, wysokość wkładu własnego – 1,25 mln zł., podzielona między dwa samorządy, co daje 625 tys. zł. Teraz wszystko rozstrzyga się o te brakujące środki z Gminy Trawniki. Rozmowy trwają cały czas. Ja bym nie przesądzał, że tego nie da się zrealizować. Wierzę w dobrą wolę pana wójta. Na sam koniec zacytuję pana Kołodziejczyka, wówczas starostę, z października, bodajże 2016 r., kiedy strofował mnie i wicestarostę, abyśmy jako radni powiatowi kierowali się przede wszystkim dobrem budżetu powiatu – mówił starosta.

– Właśnie dbam o to, żebyście nie stracili 1,8 mln – ripostował Kołodziejczyk. – Chętnie wezmę udział w najbliższym posiedzeniu zarządu i podzielę się swoim doświadczeniem, bo najwyraźniej panowie nie wiecie, jak wykorzystać całość subwencji i nie znacie schematu finansowania tego typu inwestycji.

O sytuacji epidemiologicznej, ale sprzed roku

W programie sesji znalazły się też punkty dotyczące przyjęcia sprawozdań za ubiegły rok z działalności jednostek podległych powiatowi, w tym DPS-ów i szpitala oraz przyjęcie informacji o stanie bezpieczeństwa epidemiologicznego na terenie powiatu w 2019 roku. Jak poinformował przewodniczący Mańka, ze względu na epidemię zwolnił z obowiązku przybywania na sesję dyrektorów i kierowników powiatowych jednostek, ale w razie potrzeby są oni „pod telefonem”. Ku rozczarowaniu radnego Osiny przy omawianiu tych tematów nie przedstawiono radnym aktualnych informacji związanych z trwającą epidemią, np. chociażby kosztów, jakie jednostki powiatu poniosły w związku z koronawirusem.

– Mamy punkt o sytuacji epidemiologicznej w powiecie i nie rozmawiamy o obecnej sytuacji związanej z epidemią, ale o sytuacji sprzed roku. Mamy punkt o DPS-ach, ale nie rozmawiamy o kwestiach zabezpieczenia pracowników i podopiecznych. Nie rozmawiamy, bo nie mamy z kim. Komu mamy zadawać pytania, kiedy nie ma interlokutorów? Rozumiem, że pan przewodniczący miał do zrealizowania punkty zapisane w planie pracy rady, ale jesteśmy w takiej wyjątkowej sytuacji, że mnie jako radnemu jest wstyd, że nie wykorzystaliśmy tej sesji, aby np. dyrektor sanepidu mógł przedstawić nam ale i społeczności podstawowe zagadnienia tej sprawie – zarzucił na „dzień dobry” Osina.

– Z jednej strony narzeka pan na niebezpieczeństwo; że jesteśmy w trakcie epidemii, a z drugiej strony chciałby pan na sesję sprowadzać ludzi, którzy mieliby panu szczegółowo relacjonować informacje, które może pan otrzymać od zarządu. Chciałby pan tu ściągnąć zapracowanego szefa inspekcji sanitarnej, który pracuje 24 godziny na dobę czy dyrektorów DPS-ów w sytuacji, kiedy domy te są szczególnie narażone na negatywne skutki koronawirusa? Jeśli jest jakiś temat, którym pana zdaniem powinniśmy się zająć, można było poprosić o rozszerzenie porządku albo o zwołanie sesji nadzwyczajnej. Zapomniał pan, jakie ma możliwości jako radny? – skontrował przewodniczący Andrzej Mańka.

Starosta Łukasz Reszka wyjaśniał, że wszelkie informacje na temat koronawirusa są na bieżąco aktualizowane na stronach powiatu, a każdy mieszkaniec, który zwrócił się do służb podległych powiatowi o jakąkolwiek dane związane z COVID-19, nie został odesłany z kwitkiem.

– Radny Osina nie jest w formie – orzekł Reszka. – Posuwa się do tanich chwytów pod publikę. Mówiliśmy dziś o sprawozdaniach poszczególnych jednostek za 2019, które były przedmiotem obrad komisji i na każdej z tych komisji można było zadawać szczegółowe pytania. Rozumiem, że na komisjach nie ma transmisji i nie można zabłysnąć w mediach elektronicznych i dlatego wtedy nie ma pytań, a pojawiają się one dopiero na sesji.

Pierwszy klub

Podczas sesji Dariusz Kołodziejczyk poinformował, że z radnymi Marcinem Najdą, Anną Pytką i Grzegorzem Osajkowskim zawiązali pierwszy w radzie powiatu klub radnych: PSL–Koalicja Polska.

– Od tej kadencji samorządu kluby radnych mają pewne przywileje. Mogą m.in. składać projekty uchwał. Na pewno będziemy chcieli aktywnie działać w tej sferze – mówi D. Kołodziejczyk, przewodniczący klubu. (w)