Kiedy będziemy mogli wyjść?

Odkąd wybuchła epidemia podopieczni chełmskiego Monaru nie opuszczają terenu ośrodka, chyba że w wyjątkowych sprawach. Coraz częściej pytają kierownictwo, kiedy to się zmieni.

Anna Adwent, kierownik chełmskiego Monaru, robi, co może, aby uniknąć zakażenia koronawirusem w placówce. Dotąd się to udawało, choć kilkoro nowych podopiecznych w ostatnich miesiącach przyjęto do Monaru i pewien niepokój z tego powodu był.

Kierownik Adwent mówi jednak, że zorganizowano miejsce, w którym nowo przyjęci przebywają w izolacji, kwarantannie i nie mają styczności z innymi. Epidemia wciąż trwa, ale obowiązuje coraz mniej restrykcji, a podopieczni to zauważają i coraz częściej pytają, kiedy będą mogli sami załatwić swoje sprawy w mieście. Na razie wciąż jest tak, że są dowożeni przez pracowników na pocztę czy do MOPR-u.

– Zarząd główny podjął decyzję, że jeszcze za wcześnie, aby podopieczni swobodnie mogli wychodzić w swoich sprawach z ośrodka, bo ryzyko zakażeniem wciąż istnieje – mówi kierownik Adwent. – Jesteśmy ostrożni i stosujemy się do wszelkich zaleceń, choć przyznaję, że podopieczni coraz częściej dopytują, kiedy będą mieli więcej swobody. Staramy się, aby mieli zajęcie na terenie ośrodka. Sortują żywność, porządkują magazyn, uprawiają ogród, rozładowują opał. (t)