Koalicja się posypie?

Między wywodzącym się z Porozumienia Jarosława Gowina prezydentem Jakubem Banaszkiem a radą miasta, w której Prawo i Sprawiedliwość ma siedmioro swoich przedstawicieli, zaczyna brakować chemii.

Na ten temat jeszcze głośno nikt nie mówi, ale w lokalnych strukturach Prawa i Sprawiedliwości – jak ustaliliśmy nieoficjalnie – lekko wrze. Czołowi politycy tej partii nie tak wyobrażali sobie rządy młodego prezydenta Jakuba Banaszka, który przed wyborami samorządowymi dostał poparcie ze strony PiS. Są już osoby mocno zawiedzione sposobem sprawowania władzy przez prezydenta.

Lokalni działacze partii Jarosława Kaczyńskiego mieli nadzieje, że skoro Banaszek jest wspólnym kandydatem Zjednoczonej Prawicy, to po dwunastu latach siedzenia w opozycji przez najbliższe pięć lat będą mieli wpływ na podejmowanie ważnych dla miasta decyzji. W luźnych rozmowach nie zostawiają na Banaszku suchej nitki. O ile na samym początku obecnej kadencji wszystko wskazywało na to, że koalicja w każdej sprawie będzie mówiła jednym głosem, bo i Banaszek rzeczywiście dzielił się władzą, o tyle od kilku miesięcy podobno różowo już nie jest.

Jakub Banaszek uprawiania polityki nauczył się w Warszawie. Wprowadzone przez niego standardy nie wszystkim jednak pasują. Tam gdzie są sukcesy, Banaszek pierwszy, albo jeden z pierwszych o nich informuje, natomiast sprawy, które wymagają trudnych decyzji, czasami nieakceptowanych społecznie, są cedowane na jego zastępców, bądź dyrektorów departamentów. Prezydent nie zabierając w nich głosu, zdaniem jednych daje przyzwolenie, tak jak na przeprowadzkę Zespołu do Obsługi PFRON do MOPR, a w opinii innych – umywa ręce.

Jak mówi jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości, Banaszek liczy się tylko z głosem europosłanki Beaty Mazurek i członka zarządu województwa lubelskiego, Zdzisława Szweda.

Nie bez kozery na samym początku kadencji powstał klub radnych Porozumienie dla Chełma, w skład którego weszły osoby startujące do rady z różnych komitetów wyborczych. Prezydentowi bardzo zależało na zbudowaniu zaplecza w radzie na wypadek, gdyby jakaś nieprzewidziana sytuacja zachwiała koalicją. Jeśli zajdzie taka potrzeba, klub w każdej chwili może urosnąć w siłę, choćby kosztem PiS. Banaszek może też liczyć na wsparcie innych radnych, w pewnym stopniu zależnych od samorządowych władz. Ci, w przeciwieństwie do rajców Prawa i Sprawiedliwości, nie będą za wszelką cenę zabiegać o to, by mieć wpływ na strategiczne dla miasta decyzje.

O tym, że w Zjednoczonej Prawicy nie ma już jednomyślności, najlepiej świadczy ostatnia sesja rady miasta. Radna Edyta Rożek z PiS, wspierana m.in. przez Adama Kistera, w mocnych słowach skrytykowała zamiar przeniesienia Zespołu do Obsługi PFRON z gmachu do budynku przy ul. Kolejowej. Pozostali radni PiS, zwłaszcza Longin Bożeński i Mirosław Czech – najbardziej doświadczeni samorządowcy w klubie, sprawiali wrażenie, jakby zgadzali się z opinią Rożek. Co prawda prezydenta Banaszka nie było na sesji, ale głos radnej był skierowany również pod jego adresem. Zauważył to w swoim wystąpieniu radny Marek Sikora z Koalicji Obywatelskiej, który dał jasno do zrozumienia, że koalicja w ważnej dla osób niepełnosprawnych sprawie, nie może się porozumieć.

W poprzednich kadencjach nie do pomyślenia było, aby ktokolwiek z radnych koalicji rządzącej na forum skrytykował urzędującą władzę. Takie dyskusje toczyły się w zaciszu gabinetów, tam osiągano kompromisowe rozwiązania, a na posiedzeniach czy to komisji, czy też sesji, radni z opcji sprawującej władzę w mieście mówili już jednym głosem.

– Po dzisiejszej sesji chyba już nikt nie ma wątpliwości, że w koalicji rządzącej miastem nie dzieje się najlepiej – mówi jeden z radnych spoza Zjednoczonej Prawicy. – Jeśli prezydent Banaszek w szybkim czasie nie poprawi relacji z PiS, możemy być świadkami różnych scenariuszy. Nie mówię tutaj o jakimś przewrocie, ale na każdej sesji możemy być świadkami takich wystąpień, jak dzisiejsze radnej Rożek.

Działacze PiS, jak sami nieoficjalnie mówią, mają Banaszkowi za złe również to, że więcej czasu spędza poza Chełmem, a ostatnio coraz rzadziej uczestniczy w sesjach, nawet tych, które są zwołane w trybie nadzwyczajnym na jego wniosek. Rzekomo w ubiegłym roku jeden z radnych Prawa i Sprawiedliwości próbował kilka razy umówić się z prezydentem na spotkanie w ważnej dla mieszkańców sprawie, ale Banaszek nie znalazł dla niego czasu.

– Prezydent w ostatnim czasie nie jest też skory do odbierania telefonów, gdy dzwonią działacze PiS. Z oddzwanianiem również ma duży problem. Docierają do nas niepokojące sygnały od samych mieszkańców, którzy chcą bezpośrednio rozmawiać z prezydentem, ale nie mogą, bo nie ma go w urzędzie – mówi jeden z lokalnych polityków PiS.

Mimo że – jak mówią działacze PiS – w koalicji nie jest najlepiej, raczej mało prawdopodobne jest, że rządząca miastem koalicja może się rozpaść. No chyba, że doszłoby do rozpadu Zjednoczonej Prawicy w Warszawie. (s)