Komunikacyjna wyprzedaż

Największy publiczny przewoźnik autobusowy – Lubelskie Linie Autobusowe (następca dawnych PKS-ów) został sprzedany, podobno, za równowartość dawnych rocznych zysków na jednej tylko, warszawskiej trasie. Tej samej, z której wcześniej dobrowolnie zrezygnowano, oddając także kosztowny, świeżo wylizingowany sprzęt.
Wyodrębnione z należącej do samorządu województwa spółki Lubelskie Dworca LLA powstały od razu ze stratą i długiem, który z czasem tylko rósł. Firmę sprzedano (wcześniejszych pięć prób nie powiodło się choć w kontrowersyjnych okolicznościach) akurat w momencie, kiedy wreszcie wygrała przetarg na obsługę miejskich linii nr 12, 33, 39, 78, 79 i 85 w ramach tzw. konopnickiego pakietu komunikacyjnego. Pracownicy nie mogą tego zrozumień, tym bardziej, że jak twierdzą, do transakcji za śmiesznie małe pieniądze (nie większe zapewne niż 1,04 mln zł) doszło w momencie, kiedy Linie podpisały kontrakt zapewniający stały dochód w wysokości 17,6 mln zł w ciągu najbliższych sześciu lat z tytułu wygranego miejskiego przetargu.

I co dalej?

Reprezentujący stronę sprzedającą Mariusz Grad (eksposeł PO i były członek zarządu województwa), prezes Lubelskich Dworców, usiłuje utajnić kwotę transakcji, jakby nie pamiętając, że reprezentuje kapitał publiczny, bo w całości należący do samorządu województwa). W przesłanym do mediów komunikacie informuje jedynie, że „doprowadziliśmy do zbycia udziałów w Lubelskich Liniach Autobusowych i to za kwotę przewyższającą rekomendowaną wycenę wartości tej spółki, przygotowaną przez niezależnego eksperta”.
Ciekawi są również nabywcy – konsorcjum powołane przez TRAF-LINE z Pszczyny, przewoźnika działającego dotąd głównie na Śląsku oraz lubelską spółkę GP-Rental Car Beaty i Marka Berdzików, prowadzących także działalność jako BMP sp. z o.o. – zabudowa samochodów dostawczych i ciężarowych. LLA poinformował co prawda, że nowi właściciele „zapowiedzieli utrzymanie działalności i dofinansowanie LLA”. Nie wiadomo jaki są szczegółowe plany co do przyszłości przedsiębiorstwa, jego załogi oraz realizowanych połączeń, a zatem i pasażerów. Grunt, że regionalna władza pozbyła się wreszcie kłopotu i resztek działalności przewozowej, którą przez laty przejęto bez wizji celu i pomysłu co z nią robić. Ot, problem marszałkowie mają z głowy…KT