Koń, jaki jest…

Podczas spotkania „Środa z Ambasadorem” stadninę koni w Janowie promowały dwie klacze arabskie, skądinąd piękne, ale z hodowli w Bełżycach

Nie ma Prawo i Sprawiedliwość szczęścia do koni – po gorszących awanturach kadrowych nieomal na skraj upadku doprowadzono Stadninę Koni Janów Podlaski, by następnie chwalić się jej wynikami. Nie to jest jednak najśmieszniejsze. Na dużo zabawniejszą… końską minę pracownicy Departamentu Promocji, Sportu i Turystyki wpuścili marszałka Jarosława Stawiarskiego.

Oto w ramach wymyślonej przez marszałkowskich speców od PR-u akcji „Środa z Ambasadorem” marszałek Stawiarski miał ogrzać się w nieco już przybladłym, ale wciąż świecącym słoneczku sławy Janowa. Wprawdzie stadnina zasłużony tytuł Ambasadora Województwa Lubelskiego dostała… 19 lat temu, no ale w końcu okazja jest okazją, konferencję zawsze zrobić można i zapowiedzieć jubileuszową 50. aukcję Pride of Poland oraz  41 Narodowy Czempionat Koni Arabskich Czystej Krwi.

Biednego marszałka do skansenu jakoś ściągnąć się dało, jednak wciąż sporo wartych koni z Janowa szkoda było wieźć taki kawał. No ale przecież koń to koń, jaki jest – każdy widzi, kto bym tam jednego od drugiego odróżnił. W roli ogierów z Janowa wystąpiły więc… konie z prywatnej hodowli z… Bełżyc. Fakt, również piękne no i w sumie przecież nie było tak źle, panowie urzędnicy mogli przecież omyłkowo przywieźć na przykład krowy…

Reszta wydarzeń została dopasowana do surrealistycznego kontekstu. Konie z Janowa, a tak naprawdę z Bełżyc, w lubelskim skansenie, marszałek składający gratulacje za wyróżnienie sprzed 19 lat i do tego wszystkiego Tomasz Chalimoniuk, prezes Polskiego Klubu Wyścigów Konnych, mówiący, że „nie wiadomo, czy coś kupią, ale jak już wydają tyle piniendzy, żeby przylecieć z Australii, to pewnie, żeby wrócić z koniem, a nie tylko obejrzeć Janów Podlaski!”.

Cóż, jeśli to ma być nowa strategia promocyjna regionu, w dodatku w wymiarze międzynarodowym, to koń by się z niej tylko uśmiał… TAK