Konieczne, ale zaniedbane

– Organizacja gospodarki lekami oraz funkcjonowania aptek szpitalnych i działów farmacji szpitalnej nie zapewniały pacjentom bezpiecznego procesu leczenia – stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli. W Lublinie ustalenia te biją przede wszystkim w dwa szpitale kliniczne – na Jaczewskiego i Staszica, choć obie placówki większość stwierdzonych nieprawidłowości usunęły jeszcze w toku prowadzonych postępowań sprawdzających.


Nie jest bezpiecznie

„Stwierdzone przez NIK nieprawidłowości, które zostały zidentyfikowane już na etapie kontroli rozpoznawczej, wskazują na zaniedbania szpitali w zakresie realizacji zarówno usług farmaceutycznych jak i pozostałych zadań aptek szpitalnych i działów farmacji szpitalnej oraz organizacji gospodarki lekami. Żadna z kontrolowanych 24 placówek nie prowadziła działalności w sposób zapewniający bezpieczeństwo farmakoterapii we wszystkich kontrolowanych obszarach” – czytamy w informacji pokontrolnej przedstawionej przez prezesa Izby, Krzysztofa Kwiatkowskiego. Choć lubelskie placówki grzeszyły przede wszystkim bałaganem papierologicznym, to i tak w przypadku farmacji jakoś to nie uspokaja…
W dodatku – jak w całej służbie zdrowia – mściły się oszczędności, jak choćby ograniczanie czasu pracy aptek szpitalnych do godz. 15 (sic!) – od czego akurat wolny był dysponujący całodobową obsługą farmaceutyczną SPSK nr 1 w Lublinie. Wymuszało to radzenie sobie przez poszczególne oddziały i pracownie – co dało się odczuć np. w SPSK nr 4. Z drugiej jednak strony, żeby jednak nie było tak optymistycznie, jednocześnie kontrolerzy ustalili, że w tej samej placówce „w magazynie płynów infuzyjnych, ściany wewnątrz budynku były brudne, widoczne były na nich zagrzybienia, zaś temperatura w budynku wynosiła 25,8 stopni Celsjusza. W magazynie opakowań do leków recepturowych oraz w magazynie opatrunków niejałowych i płynów infuzyjnych, mieszczącym się w piwnicy, na ścianach widoczne były zagrzybienia i plamy po zaciekach, a na podłodze jednego z pomieszczeń – dwie plamy po przeciekającej wodzie z instalacji wodno-kanalizacyjnej, tj. z rur przebiegających pod sufitem piwnicy (magazynu) i nad regałami, na których znajdowały się m.in.: opakowania do leków recepturowych, pudełka z opatrunkami niejałowymi oraz opakowania z płynami infuzyjnymi”.

Leczmy się sami?

Poza marnymi warunkami magazynowymi szwankowała ewidencja, zwłaszcza w przypadku leków wykorzystywanych w ramach realizowanych przez szpitale (w tym SPSK nr 4) badań klinicznych. O posługiwaniu się na Staszica przeterminowaną adrenaliną nawet chyba nie ma co wspominać…Zupełnym też drobiazgiem wydają się wielomiesięczne zaległości sprawozdawcze lubelskich jednostek wobec Wojewódzkiego Inspektoratu Farmaceutycznego – dotyczyły one bowiem głównie kwestii kadrowo-organizacyjnych.
Jak zresztą przyznaje NIK, większość stwierdzonych nieprawidłowości usunięto jeszcze w trakcie kontroli. Odrębna historia to znana polska skłonność do samoleczenia, w tym kurowania się, nawet w szpitalu, własnymi medykamentami. Z drugiej jednak strony czasem (zwłaszcza w przypadku mniejszych placówek) to tylko smutna konieczność, gdy opłacane składkami apteki przyszpitalne nie dysponują odpowiednimi specjalistycznymi środkami. NIK zwraca uwagę na brak uregulowań takich praktyk, a ponadto przede wszystkim na najpoważniejszy problem: że z jednej strony apteka szpitalna jest jedną z najważniejszych komórek organizacyjnych, bez której wszystkie pozostałe nie mogą funkcjonować, a z drugiej strony wydaje się ambarasującym dodatkiem do działalności wielu jednostek, spychaną na koniec kolejki potrzeb, zwłaszcza finansowych i lokalowych. A to tylko problemy kontrolowanych jednostek pogłębia. TAK