Kontrowersyjny minister z Lublina

Przemysław Czarnek w ciągu zaledwie kilku lat stał się jednym z bardziej rozpoznawalnych i budzących skrajne emocje polskich polityków

Przykład błyskawicznej kariery politycznej, mistrz ciętej riposty i niedokończonych akcji PR-owych – taki obraz nowego ministra edukacji i nauki wyłania się z analizy jego dotychczasowej działalności. Choć obecnie Przemysław Czarnek wydaje się jednym z najwyrazistszych polityków w składzie odnowionego rządu Mateusza Morawieckiego, a jego nominacja budzi szczególne emocje zwłaszcza w środowiskach lewicowo-liberalnej opozycji, to znajomi byłego wojewody lubelskiego tylko uśmiechają się na zarzuty, że oto resortem oświaty pokieruje jakiś skrajny prawicowiec o czarnym podniebieniu. – Przemek jest inteligentny, elokwentny i niczego nie mówi i nie robi na poważnie, poza dbaniem o własną karierę – mówią dawni koledzy, jeszcze z KUL-owskich czasów.

– Taki miał pomysł na siebie, być czymś pomiędzy Palikotem prawicy, a nowym Dominikiem Tarczyńskim [skandalizujący europoseł PiS znany z agresywnych ataków na opozycję], tylko takim z habilitacją. I udało się, zawsze chciał być ministrem, – no i został – śmieją się w lubelskim PiS-ie. Trochę zazdrośnie, bo choć działaczem był najkrócej, to prof. Przemysław Czarnek karierę spośród regionalnych działaczy zrobił póki co najszybszą i największą.

Plecak i dekoracja z parciem na ekran

Zaczynał od roli plecaka posła Sławomira Zawiślaka, wówczas wszechwładnego lidera PiS-u z Zamojszczyzny. Byłemu kierowcy imponowało, że doradza mu aż sam doktor habilitowany po KUL-u, stąd akcje Czarnka rosły. A kiedy po wygranych przez PiS w 2015 roku wyborach parlamentarnych potrzebny był ktoś z rekomendacją okręgu zamojsko-chełmskiego na wojewodę – Zawiślak nie wahał się wskazując, że to jego pomocnik ma najlepsze papiery. I nikt jakoś szczególnie nie polemizował, zwłaszcza, że przecież funkcja wojewody uchodzi, a w istocie i jest raczej dekoracyjna w systemie władzy w województwie.

Ha, może i wg ustaw wojewoda faktycznie jest mniej ważny od marszałka i nie ma do dyspozycji takiego budżetu, jak choćby prezydent Lublina – Czarnek jednak od razu zorientował się, że ma w rękach dwa znakomite instrumenty. Po pierwsze – prezes Jarosław Kaczyński nie znosi samorządności i tylko urzędy wojewódzkie uważa za godne swego zainteresowania w terenie, co od razu dawało Czarnkowi przewagę choćby nad marszałkiem Jarosławem Stawiarskim, PiS-owskimi prezydentami mniejszych miast, nie mówiąc o PiS-owskich radnych różnych szczebli. Po drugie zaś – urząd wojewody może być bardzo medialny, jeśli tylko pełniący tę funkcję jest wyrazisty, ma parcie na ekran i umiejętność przykucia uwagi. A Czarnek to wszystko miał.

Mistrz spraw niedokończonych

Wojewoda błyskawicznie postanowił ustawić się w głównej kontrze do PiS-owskiego wroga publicznego numer 1 – Krzysztofa Żuka, wielokrotnie strasząc uchylaniem miejskich uchwał i sugerując podejmowanie rozlicznych działań w trybie nadzoru, a faktycznie grubo poza jakimkolwiek trybem, byle przeciw projektom realizowanym przez lubelski Ratusz. Lubelski PiS szybko zaczął więc widzieć w Czarnku swego prawdziwego lidera, znacznie dynamiczniejszego niż zurzędniczały Krzysztof Michałkiewicz (dziś niemal już zapomniany szef PiS w Lubelskiem za czasów wczesnego Czarnka). W wyrobieniu sobie takiej opinii wojewodzie nie zaszkodziło nawet, że… zazwyczaj za głośno komentowanymi w mediach jego wystąpieniami nie szły konsekwentne działania i jedyną z nielicznych spraw jaką udało się mu doprowadzić do końca, było dowiedzenie, że prezydent Żuk zasiadając i pobierając wynagrodzenia w radzie nadzorczej PZU Życie złamał ustawę antykorupcyjną. Tyle, że wyrok NSA, w zainicjowanej przez Czarnka sprawie o wygaszenie mandatu Żuka, zapadł już po zakończeniu kadencji prezydenta Lublina i nie miał dla niego żadnych konsekwencji.

– Taki lubelski Duda – dowcipkowano. Duda czy raczej Ziobro? – pytali inni wskazując, że podobnie jak tamci dwaj krajowi politycy, wojewoda Czarnek traci zainteresowanie każdą niemal sprawą, kiedy tylko zdąży ogłosić na konferencji prasowej, że na pewno się nią zajmie i doprowadzi do zwycięskiego końca. W efekcie nawet Najwyższa Izba Kontroli zmuszona była wytknąć Lubelskiemu Urzędowi Wojewódzkiemu brak konsekwencji, zaniedbywanie terminów i nieprawidłowe realizowanie trybu nadzoru nad stanowieniem prawa lokalnego. Jak na doktora habilitowanego prawa konstytucyjnego – zarzuty to poważne…

Zabłysnął w mediach…

Czarnka jednak nie obeszły, dalej bowiem brylował w prawicowych mediach, ale nie tylko. A to głośno zaatakował uczestników manifestacji LGBT (a potem po cichu przeprosił – po czym znowu próbował to odkręcać), a to nagle brał się za deklaratywną walkę z banderyzmem (atakując Bogu ducha winnych z dziada pradziada lubelskich członków społeczności ukraińskiej), by po chwili zapewniać o swej strategicznej przyjaźni dla wschodniego partnera Polski i Lubelszczyzny. – Przemek miał zawsze parcie na karierę i doskonale wiedział, że by ją zrobić trzeba być głośnym, zauważonym. Już na studiach taki był i potem próbując awansować na uczelni – wspominają koledzy. Robił to na tyle dobrze, że wkrótce stał się ulubieńcem PiS-owskiego betonu.

Pomogły mu także częste występy w Radiu Maryja, gdzie lansował się między innymi jako niezłomny obrońca dyrektor Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, Elżbiety Starosławskiej. Wiedział doskonale, że jako naturalny kandydat twardego elektoratu, nie będzie mógł zostać zlekceważony przy układaniu list w wyborach do sejmu. I faktycznie, gdy lubelska spółdzielnia Michałkiewicza spróbowała mu w tym przeszkodzić, było już za późno. W odstawkę poszedł… Michałkiewicz, a z woli ponoć samego prezesa Kaczyńskiego Czarnek dostał drugie miejsce na liście i pewny mandat poselski. Szansę wykorzystał z nawiązką. Zdobył ponad 87 tysięcy głosów – najwięcej w całym okręgu.

Nagroda za przestraszenie Ziobro?

W sejmie Czarnek szybko stał się jedną z twarzy Zjednoczonej Prawicy przejmując po Stanisławie Piotrowiczu rolę rzecznika reformy sądownictwa oraz obrońcy tradycyjnego modelu polskiej rodziny i wartości chrześcijańskich. Poseł kontrowersyjnymi wypowiedziami (np. o tradycyjnej roli kobiety, czy stwierdzeniem, że ludzie LGBT nie są równi ludziom normalnym, co były komentarzem do zdjęcia przedstawiającego roznegliżowaną osobę w barze dla osób LGBT w Los Angeles) drażniącymi liberalną opozycję na stałe zagościł również w mediach krytycznych wobec obozu władzy i zaczął być rozpoznawalny na forum ogólnopolskim. Kiedy ostatnio przyszła pora postraszyć Zbigniewa Ziobrę oddaniem stołka ministra sprawiedliwości – sięgnięto właśnie po Czarnka, który umiejętnie odegrał rolę „nie potwierdzam – nie zaprzeczam”.

Zadziałało, Ziobro i jego Solidarna Polska podkulili ogony i ukorzyli się przed Kaczyńskim, została jednak kwestia nagrody dla Czarnka. No i widać uznano, że skoro dostał uczelnianą profesurę, to będzie pasował na fachowca od nauki, a jako minister edukacji będzie wystarczająco drażniący dla opozycji, coś jak niegdyś Roman Giertych, przyciągnie elektorat spoglądający w stronę Konfederacji, a przy tym skutecznie odwróci uwagę od innych kadrowych wpadek rekonstrukcji. I tak się też stało. Media i liberalny internet zawyły, Czarnek z dumą obnosi się z miną pogromcy gejów, a w efekcie nikt nie zajmuje się np. pseudoanimalsem powołanym na ministra rolnictwa czy innymi dziwnymi rotacjami personalnymi w obrębie Zjednoczonej Prawicy.

Palikot prawicy?

Dla Przemysława Czarnka to rola życia, stąd zapewne postara się z niej nie wypaść, nie zawieść ani nadziei swego betonowego fanklubu, ani tym bardziej prezesa, utwierdzającego go tylko w roli nowego Palikota prawicy. Paradoksalnie zresztą, mimo występów medialnych, część środowiska akademickiego patrzy na nowego ministra z pewną nadzieją, jako jednak bądź co bądź swojaka i w przekonaniu, że po tragicznej w założeniach, realizacji i skutkach reformie Jarosława Gowina na uniwersytetach może być już tylko lepiej. Jeśli więc z jednej strony będzie nadal robił szopki pod prezesa, mediów i wyborców, a z drugiej strony po cichu przeprowadzi degowinizację – Czarnek może okazać się całkiem trwałym epizodem tej ekipy. TAK