Krzywdził chłopców wcześniej

Wzywani na plebanię chłopcy uciekali z niej z krzykiem – tak księdza Tomasza F. wspomina jedna z mieszkanek Liszna pod Rejowcem Fabrycznym. To tam zaraz po święceniach w połowie lat dziewięćdziesiątych miał trafić kapłan, którego aresztowano za wykorzystywanie seksualne chłopców. Przed tygodniem pisaliśmy, że służył także w parafii w Podgórzu pod Chełmem.

Przed tygodniem pisaliśmy o bulwersującej sprawie 50-letniego kapłana Tomasza F., którego aresztowano w Opolu Lubelskim za wykorzystywanie seksualne dwóch chłopców. Jednego z chłopców duchowny wykorzystywał przynajmniej kilka razy, dopuszczając się obcowania płciowego oraz innych czynności seksualnych. Wobec drugiego miał dopuścić się tych czynności przynajmniej raz. Szybko okazało się, że kapłan w 2016 i 2017 roku służył w parafii w Podgórzu, pod Chełmem i uczył religii w szkole w Stołpiu.

– To ten sam ksiądz – dzwonili do nas mieszkańcy Stołpia i pytali, jak można było dopuszczać go do pracy z dziećmi. – Przecież uczył religii, brał udział w imprezach, wycieczkach i pielgrzymkach. Kuria musiała wiedzieć o tym, że coś jest nie tak. Inaczej nie przenosiliby go tyle razy między parafiami. Ksiądz od 1997 roku był w sześciu plebaniach, w Podgórzu przez rok. Przecież skłonności pedofilskich nie nabiera się z wiekiem, tylko tkwią w człowieku.

Po artykule odezwała się do nas mieszkanka gminy Rejowiec Fabryczny. – Ten ksiądz był też w parafii w Lisznie – mówi. – Trafił do nas zaraz po święceniach i już wtedy działo się z nim coś niepokojącego.

Kobieta, która miała córkę w podstawówce w Lisznie, powtarza to, o czym rozmawiały dzieci i co prawdopodobnie trafiało też do dorosłych i ówczesnego proboszcza parafii. Ale było przez wszystkich przemilczane. – Mam córkę, więc mogłam być o nią spokojna, bo ksiądz ewidentnie wołał chłopców – mówi. – Ksiądz zapraszał ich na plebanię, żeby zaliczali religię. Niektórzy chłopcy uciekali z krzykiem. Ten ksiądz stworzył katolickie stowarzyszenie. Miał kontakt z dziećmi. Jak można było do tego dopuścić?

Nie wiadomo czy to incydenty na plebanii czy coś innego przyczyniło się do przeniesienia księdza z Liszna. Ale nawet potem miał wracać do wsi.

– Jak można było zbagatelizować taką sprawę i przenieść go do innej parafii? – pyta nasza rozmówczyni. – Kto wie, ile dzieci w tym czasie skrzywdził? (bf)