Kto będzie leczył nasze serca?

W tym tygodniu okaże się, jak potoczą się losy kardiologii w szpitalu i kto będzie leczył chełmskich pacjentów. Szpital ogłosił konkurs na kierownika oddziału i na udzielanie świadczeń w zakresie kardiologii. Podobno lekarze z Zamościa, którzy dyżurują na hemodynamice, obawiają się konkurencji z Lublina. Rzeczywiście mają się czego bać?

Po tym jak doktor Andrzej Grelecki, kierownik oddziału kardiologicznego, zapowiedział przejście na emeryturę dyrekcja szpitala ogłosiła konkurs na jego następcę. W tym samym czasie skończyły się lekarzom kontrakty na dyżury na oddziale i na hemodynamice, czyli kardiologii inwazyjnej.

To głównie medycy z Zamościa obsługiwali stół operacyjny kardiologii i to rzekomo oni poczuli się zagrożeni tym, że do szpitala wejdzie konkurencja z Lublina. Lekarze sugerowali, że dyrekcja mogła przedłużyć kontrakty bez niepotrzebnych formalności. Ale z „jakiegoś powodu” wolała ogłosić konkurs. Oczywiście tym powodem miało być otworzenie drogi do chełmskiego szpitala kardiologiom z Lublina.

– Nie wiem, z czego wynika to zamieszanie, bo ogłaszamy konkursy na różne świadczenia, na różnych oddziałach, a tylko konkurs na kardiologii wywołuje jakieś niepotrzebne niejasności – mówi Kamila Ćwik, dyrektor chełmskiego szpitala. – Skoro kierownik poszedł na emeryturę, to normalne, że musimy wyłonić nowego, a skoro kontrakty kończą się kardiologom 30 września, to także normalne, że chcemy podpisać nowe umowy. Nikomu nie zamykamy drogi i każdy może złożyć swoje oferty. Im więcej zainteresowanych tym lepiej dla szpitala i pacjentów.

Dlaczego? Szpital ma kłopot z niedoborem kadry. Rywalizacja między dwiema szkołami kardiologicznymi, tzw. zamojską i lubelską, i ogłoszony konkurs może pomóc w przyciągnięciu nowych specjalistów do Chełma. Tym bardziej, że i w Zamościu i w Lublinie kardiologom coraz trudniej o dyżury. Po tym, jak kilka lat temu procedury hemodynamiczne przestały być wyceniane bardzo wysoko, w szpitalu w Zamościu kardiologia przestała być oczkiem w głowie dyrekcji i lokomotywą tamtejszego szpitala. Kardiologów nie brakuje z kolei w Lublinie, przez co za dyżurami muszą jeździć ponad sto kilometrów, np. do Sandomierza. Do Chełma jest bliżej.

Po cichu w szpitalu mówi się, że miejscowi kardiolodzy boją się o to, kto zostanie kierownikiem oddziału i tego, że przyjdzie ktoś z zewnątrz. A. Grelecki nie doczekał się naturalnego następcy. Do konkursu, jak mówi się nieoficjalnie, zechce przystąpić doktor Ewa Ostrowska, która po kierowniku ma najdłuższy staż na oddziale. Lekarze mają czas na składanie ofert do 4 września.

Wszyscy zdrowi!

Są też i pocieszające wiadomości z kardiologii. Żaden z piętnastu pracowników oddziału i pacjentów, których poddano kwarantannie, nie ma koronawirusa. Oddział może już normalnie pracować. Kwarantannę wprowadzono po tym, jak u pielęgniarza oddziału potwierdzono Covid-19. Mężczyzna zaraził się od znajomej i trafił na oddział zakaźny szpitala w Tomaszowie Lubelskim. (bf)