Kto ustrzeli bobra?

Walka z bobrami to dla rolników prawdziwa udręka. Nawet, gdy uda im się dostać pozwolenie na odstrzał – co nie jest proste – to myśliwi nie garną się do polowania. Bóbr to sprytne zwierzę, za którego utrzelenie myśliwy nie dostaje pieniędzy. Nie tak jak w przypadku dzików, za które płacono po kilkaset złotych.

Będące przez lata pod ochroną i nie mające praktycznie żadnych naturalnych wrogów bobry rozmnożyły się, przysparzając wielu rolnikom kłopotu. Zwierzęta niszczą młodniki i sadzawki a przez swoje budowle doprowadzają do zalewania pól. – Zainwestowałem w łąkę sporo pieniędzy. Wydałem ponad siedem tysięcy złotych na nasiona, wapnowanie i pracę – mówi Mirosław Bartosz z Iłowy w gminie Ruda-Huta. – Przy łące bobry założyły żeremie. Zaraz potem zaczęło mi zalewać łąkę. Cała praca poszła na marne.

Bartosz chce złożyć wniosek na odstrzał. Ale w sąsiednim Łukówku jeden z rolników wniosek złożył i nawet dostał pozwolenie na odstrzał 40 sztuk. Co ciekawe także do celów konsumpcyjnych.

– Bobry całkowicie zniszczyły mi staw i wycięły spory kawał młodnika – mówi Czesław Fura. – Mam pozwolenie na odstrzał, ale myśliwi nie są chętni do polowania na bobry.

Z 40 sztuk, na których odstrzał gospodarz dostał pozwolenie, myśliwi ubili trzy bobry. Wcale nie kwapią się do kolejnych odstrzałów. I nic dziwnego. Polowanie na bobry wcale nie jest prostym zajęciem. Zwierzęta żerują w nocy, są bardzo ostrożne i mają wyczulone zmysły. Polowanie nie jest dla myśliwych też opłacalne. Za poświęcony czas nie dostają pieniędzy. Inaczej było w przypadku polowania na dziki w związku z afrykańskim pomorem świń. Wtedy za ustrzeloną sztukę myśliwy dostawał ponad 500 zł. Rolnikom pozostaje staranie się o odszkodowania za zniszczenia.

– Ale co to za pieniądze? – zżyma się M. Bartosz. – Za mój zniszczony zagajnik dostałem tysiąc złotych odszkodowania. A drzewa sam sadziłem lata temu, pielęgnowałem, podcinałem. Jaka to rekompensata? Może gdyby zamiast wypłaty odszkodowań płacono za redukcję populacji, problem byłby mniejszy?

Gmina Ruda-Huta składała już do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska wniosek o pozwolenie na odstrzał redukcyjny bobrów. – Wcale nie jest łatwo na nie polować. Myśliwi mówią, że to przebiegłe zwierzęta – twierdzi Kazimierz Smal, wójt Rudy-Huty. – Teraz w zasadzie nie mamy z bobrami kłopotu. Może przez panującą suszę rolnicy nie odczuwają zalewania pól tak, jak to było kiedyś. W zasadzie to teraz bobry, przez to, że budują tamy i zatrzymują wodę, robią dobrą robotę.

RDOŚ nie ma jeszcze zbiorczych danych za 2019 rok na temat szkód wyrządzonych przez bobry. Rok wcześniej do dyrekcji wpływały wnioski od rolników z gminy Chełm, Wierzbica, Ruda-Huta, Sawin i Dorohusk. Gospodarze mogą wystąpić o pozwolenie na odstrzał w celach pozyskania (do celów konsumpcyjnych, kolekcjonerskich lub edukacyjnych) oraz odstrzał w celu redukcji populacji. (bf)