Lata wyrzeczeń strawił ogień

– Gdy w nocy uciekliśmy z domu, odwróciłam się, żeby nie patrzeć jak płonie cały nasz dobytek, lata wyrzeczeń, inwestowania i odmawiania sobie wszystkiego – mówi ze łzami w oczach Ewa Pawluk, sołtys z Bakus-Wandy. – Musimy zacząć wszystko od nowa.


Za kilka dni pani Ewa, sołtys Bakus-Wandy, nauczycielka szkoły w Świerszczowie, miała obchodzić 19. rocznicę ślubu. Zamiast tego, jak grom z nieba, spadła na nią i jej rodzinę tragedia. W ubiegłym tygodniu, w nocy z wtorku na środę w domu Pawluków wybuchł pożar. – Nie wiem, co by się stało, gdyby nie nasza córka, Marcelina – opowiada pani Ewa.

Dziewięciolatka usłyszała dziwne trzaski. Zbudziła mamę, żeby sprawdziła, co się dzieje. – Myślałam, że mąż podłożył do pieca. Poszliśmy sprawdzić a kotłownia była już cała w płomieniach – opowiada sołtyska.

Rodzice zerwali z łóżka 16-letniego Kacpra i matkę, która z nimi mieszka. W tym, co mieli na sobie, wybiegli na podwórko. – Próbowaliśmy gasić pożar w kotłowni, ale w domu już nie było wody, bo rury popękały – mówi mąż pani Ewy. – Ze studni wiadrami nosiliśmy, ale nie daliśmy rady pokonać ognia. Przestraszyliśmy się wybuchu, bo w domu była butla z gazem. Wsiedliśmy do samochodu, żeby nie było nam zimno, i wyjechaliśmy z podwórka na ulicę.

– Stanęliśmy tyłem do domu, odwróciłam się, żeby nie patrzeć, jak płonie cały nasz dobytek, lata wyrzeczeń, inwestowania i odmawiania sobie wszystkiego – mówi ze łzami w oczach pani Ewa.

Pożar szybko trawił wnętrze domu. Spłonęła większość mebli, drewniana boazeria na ścianach i suficie, podłoga, schody. Okna w dachu popękały a plastykowe uchwyty roztopiły się. I chociaż elewacja domu od ulicy zdradza tylko niewielkie oznaki pożaru, to środek jest doszczętnie wypalony.

– Mieszkam tutaj od urodzenia – mówi pani sołtys. – Od 19 lat, od kiedy jesteśmy małżeństwem, powoli remontowaliśmy i rozbudowywaliśmy nasz dom. Każdą wolną chwilę, każdy grosz wkładaliśmy w ten remont. Odmawiając sobie wszystkiego. Nie chcieliśmy zaciągać kredytów, bo różnie było w życiu. Czasem brakowało na podstawowe rzeczy. Ale jakoś się udało. Tę szafę (pani Ewa pokazuje na spalone szczapy w koncie korytarza na piętrze) zamontowaliśmy kilka dni przed pożarem. Teraz nie mamy nic.

Po pożarze Pawlukowie zamieszkali na chwilę u siostry pani sołtys. – To piętnaście kilometrów stąd – mówi pani Ewa. – Trochę daleko, bo mamy gospodarstwo, którego musimy na co dzień doglądać.

Do spalonego domu pani Ewa nie chce wrócić. – Nie mamy do czego, musimy zrównać go z ziemią i stawiać od nowa – mówi. – Środek to pogorzelisko. Ogień i dym wniknął w ściany, drewniana konstrukcja stropu i dachu może być naruszona. Nie damy rady przechodzić kolejnego remontu. Jedyne z czego się cieszymy to, że nic nam się nie stało. Dom jakoś da się odbudować, a życia nic nie wróci.

W minionym tygodniu rodzina, sąsiedzi i strażacy pomagali sprzątać wnętrze budynku po pożarze. Wynosili spalone szczątki i resztki dobytku. Sąsiedzi mówią, że rodzina Pawluków to bardzo porządni ludzie i trzeba im pomóc. – Gdyby nie byli porządni, to pani Ewy nie wybralibyśmy na sołtyskę – mówią.

Czego będą potrzebować najbardziej? To materiały budowlane i pieniądze na budowę nowego domu. Wspierać rodzinę można poprzez internetowy serwis zrzutka.pl (po wejściu na stronę wystarczy w wyszukiwarce wpisać nazwisko Pawluk aby odnaleźć „zrzutkę” na rodzinę). Można tam na bieżąco śledzić przebieg akcji i zobaczyć jak wiele osób pospieszyło już z pomocą. W pomoc zaangażowało się także Stowarzyszenie „Tak Niewiele” z Chełma.

Wolontariusze Stowarzyszenia oraz sołtysi z gminy Wierzbica przeprowadzą zbiórkę do puszek na rzecz rodziny. O pomoc dla rodziny apeluje także Zdzisława Deniszczuk, wójt Wierzbicy. Gdyby ktoś chciał wesprzeć rodzinę Pawluków, może to zrobić za pośrednictwem pracowników urzędu – Beaty Kołodziej-Greszty i Magdaleny Kozickiej (ich numery telefonów dostępne są na stronie internetowej urzędu ugwierzbica.pl w zakładce „aktualności”). (bf)