Lekarz się popisał

„Szpital to nie guma z majtek i się nie rozciągnie”- takie słowa od lekarza miała usłyszeć przy przyjęciu do szpitala starsza, schorowana pacjentka. Jak na wykształconego lekarza, który dzięki takim pacjentom ma co miesiąc sowitą pensję, to wyjątkowo marny żart.

Ordynator tłumaczy, że lekarz nie miał zamiaru nikogo obrazić. Ale laurkę sobie i oddziałowi wystawił wyśmienitą. Ciekawe, co na takie zachowanie powie NFZ i nadzorujący szpital Urząd Marszałkowski. Bo dyrekcja szpitala najwyraźniej sobie z SORem nie radzi.
– Zawsze sądziłam, że lekarze to ludzie na poziomie i można od nich oczekiwać kultury oraz szacunku, ale to, co usłyszałam na SOR-ze w chełmskim szpitalu sprawiło, że w to zwątpiłam – mówi pani Teresa z Chełma (nazwisko do wiadomości redakcji). Matka kobiety ma 72 lata i cierpi na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc. Przez większość doby musi być podłączona do aparatu tlenowego. Kilka dni temu jej stan pogorszył się.
– Mama nie była w stanie nic przełknąć. Ciągle miała odruch wymiotny. Lekarstwa nie pomagały. Bardzo się martwiłam, bo waży zaledwie 32 kg – mówi pani Teresa.
Rodzina wezwała lekarza rodzinnego, a ten po zbadaniu pacjentki stwierdzał wycieńczenie organizmu i skierował chorą do szpitala. Obie kobiety pojechały na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Pani Teresa autem, a jej mama karetką przysłaną przez lekarza rodzinnego.
– Mamę zabrano do badania, a ja czekałam, aż będę mogła do niej wejść. Kiedy już byłyśmy razem, doktor który ją badał powiedział, że skoro lekarz rodzinny wypisał nam skierowanie do szpitala, najpierw powinien obdzwonić wszystkie oddziały i zapytać, czy są miejsca. Powiedział też – co mnie najbardziej ubodło – że szpital to nie guma z majtek i się nie rozciągnie. Rozumiem, że może miał dużo pracy, że był czymś zdenerwowany, ale to chyba nie zwalnia z kultury. Ogólnie wszyscy na SOR-ze byli bardzo mili i pomocni. Z wyjątkiem tego pana doktora – skarży się kobieta.
W końcu mama naszej Czytelniczki została przyjęta do szpitala.
– Nie na oddział wewnętrzny, jak zalecił lekarz rodzinny, ale na pulmonologiczny. Mama jest wieloletnią pacjentką tego oddziału. Pani kierownik się nad nami zlitowała i wzięła ją do siebie – mówi chełmianka.
Od kierownictwa SOR-u usłyszeliśmy, że pani Teresa nie powinna czuć się dotknięta.
– Jeśli takie słowa padły, to jest mi przykro, ale proszę też zrozumieć lekarza – mówi Rościsław Muratov, kierownik SOR-u. – Jest tylko człowiekiem i na pewno jego celem nie było urażenie kogokolwiek. Pacjentka trafiła nie tylko z wyniszczeniem organizmu, ale także poważnymi problemami płucnymi. Z dokumentacji wynika, że lekarz podszedł do niej bardzo profesjonalnie. Zlecił wykonanie wszystkich potrzebnych badań, m.in. badania krwi czy prześwietlenia klatki piersiowej i umieścił na odpowiednim oddziale. Prędzej zrozumiałbym tę skargę, gdyby dotyczyła braku wiedzy lekarza, czy nietrafnej diagnozy, ale nie tego, że był niemiły.
Kierownikowi SORu coś się chyba pomieszało. Zamiast wyrozumiałości od pacjentów Muratov powinien wymagać od swoich podwładnych przestrzegania kodeksu etycznego, jaki obowiązuje pracowników szpitala. A gdyby sam go nie znał, to zacytujemy jego jeden mały fragment, który mówi, że pracownik szpitala w relacjach z pacjentem powinien: okazywać pacjentowi należny szacunek, życzliwość, wyrozumiałość, cierpliwość i nie nadużywać jego zaufania. Udzielać pacjentowi lub osobom przez niego upoważnionym wyczerpujących, rzetelnych i zrozumiałych informacji dostosowanych do jego wiedzy, wieku i stanu zdrowia.
Ponieważ skargi na SOR powtarzają się regularnie, a reakcji na zachowanie lekarzy nie ma, albo ich nie przyjmują, poprosimy o interwencję Narodowy Fundusz Zdrowia, który finansuje szpital oraz Urząd Marszałkowski, który jest jednostką nadrzędną chełmskiego szpitala. Może ich reakcja przyniesie jakiś efekt. (kw)