Listopad 1918 roku w Chełmie

Obchody 102. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości przebiegały w cieniu epidemii. Z uwagi na reżim sanitarny w Chełmie nie było hucznych uroczystości, defilad czy koncertów z udziałem publiczności. Ale warto pamiętać, co 102 lata temu wydarzyło się w Chełmie. Informacje te przygotowali pracownicy Muzeum Ziemi Chełmskiej. To wspomnienia Gustawa Orlicz-Dreszera dotyczące wydarzeń, mających miejsce w Chełmie w listopadzie 1918 roku.

„Listopad 1918 roku w Chełmie”: „Po powrocie z niewoli niemieckiej w Werlu, w Westfalii, skąd zwolniono nas nagle, mimo że starania poprzednie pozostawały zawsze bez wyniku, przyjechaliśmy do Warszawy około 20 października 1918 r. i tu zorientowaliśmy się, iż najwyższy czas rozbrajać Austriaków, by potem – jak to projektowaliśmy podówczas – bronią w ten sposób zdobytą rozbrajać Niemców. Po przyjeździe gen. Rydza-Śmigłego do Warszawy, zameldowawszy się u niego, postanowiliśmy objąć całą okupacje austriacką. Ja osobiście postanowiłem objąć Chełm, a to ze względu na niedawne wydzielenie Chełmszczyzny z ziem etnograficznie polskich i celem zapobieżenia irredencie, jaka by tam powstać mogła.

Chełm przy tym należał do etapów armii austriackiej, były tam więc niezmiernie zasobne magazyny, które by łatwo wpaść mogły w ręce czynników niepowołanych. Dnia 27 października wyjechałem więc do Chełma wraz z porucznikiem naówczas Grzmotem-Skotnickim, dziś pułkownikiem, porucznikiem, dziś pułkownikiem Kmicicem -Skrzyńskim, podporucznikiem armii rosyjskiej Rakmanem i ówczesnym podrotmistrzem armii rosyjskiej Dreszerem, moim bratem. Prócz oficerów było wraz z nami kilku żołnierzy legionowych, podoficerów z ukończoną szkołą oficerską, którzy posłużyć mogli do sformowania kadr oficerskich.

Po przyjeździe do Chełma dokonaliśmy wywiadu o siłach austriackich. Siły te były duże, były również ogromne i zasobne magazyny sprzętu wojskowego, a wreszcie obozy jeńców. Porozumieliśmy się też niezwłocznie z Czechami, a major czeski przyrzekł nam swą pomoc w rozbrajaniu Austriaków, obiecując na nasz rozkaz skoncentrować 900 z górą Czechów. Istotnie ludzie ci potem stawili się do naszej dyspozycji. Nawiązaliśmy wreszcie, jeśli chodzi o prace przygotowawcze, stosunki z ludnością, a to przez ówczesnego komisarza z ramienia Rady Regencyjnej, Felicjana Lechnickiego i jego dwu braci (jeden z nich jest podporucznikiem artylerii), obecnego wicemarszałka Sejmu p. Jana Dębskiego i dyrektora gimnazjum p. Ambroziewicza.

Dnia 31 października wyjechałem do Lublina celem ostatecznego porozumienia się z ówczesnym majorem, dziś gen. bryg. Burhardt-Bukackim, który wówczas był dowódcą okręgu lubelskiego z naszego ramienia. W Lublinie mieliśmy cały szereg spraw do załatwienia, wskutek czego nie zdążyliśmy wyjechać wieczornym pociągiem, a nagle zawiadomiono nas, że na dzień następny zwołano w Chełmie zebranie b. wojskowych polskich formacji; zebranie to organizowali bolszewicy. Ponieważ pociąg odszedł, jedynym więc środkiem lokomocji, którym na czas dostać byśmy się mogli do Chełma, był samochód, a jedyny samochód prywatny w Chełmie posiadał późniejszy minister aprowizacji p. Śliwiński.

Dzięki jego właśnie uprzejmości wyjechaliśmy w nocy z Lublina, chcąc zdążyć na zebranie do Chełma, ale samochód był nieco „chory”, przybyliśmy też na miejsce w pół godziny po rozpoczęciu zebrania. Sytuacja jednak nie przedstawiała się tak tragicznie, jak przypuszczaliśmy. Przybywszy na miejsce, stwierdziliśmy, że na zebranie stawili się pozostali w Chełmie moi oficerowie i na wniosek por. Skrzyńskiego powołali na przewodniczącego mojego brata. Mowy jednak miały charakter agitacyjny i brat mój był w położeniu dość trudnym. Dałem więc znać przewodniczącemu, by zarządził 15-minutową przerwę, w czasie której zawiadomiłem go, by mi udzielił głosu, z pominięciem innych. Pozyskawszy w ten sposób głos, oznajmiłem zgromadzonym, że w imieniu Naczelnego Wodza i z rozkazu jego zastępcy obejmuję dowództwo nad wszystkimi b. wojskowymi wszystkich b. formacji polskich i że nie pozwalam na dyskusje nad dalszymi naszymi działaniami.

Tymczasem – zakończyłem – wszyscy obecni mają się zarejestrować, po czym złożą przysięgę i będą oczekiwali na mój rozkaz. Sprzeciwu nie było. Wszyscy obecni podali swe nazwiska i adresy, po czym uformowaliśmy się czwórkami, ja stanąłem na czele i w szyku tym przemaszerowaliśmy przez miasto pod krzyż Kościuszki, gdzie złożyliśmy przysięgę na wierność Rzeczypospolitej i jej władzom. Następnie poleciłem wszystkim rozejść się do domów. Ten niezwykły pochód sprawił wśród Austriaków niebywałą konsternację. Dowódca garnizonu „Oberkreiskommandant”, jak brzmiał jego tytuł urzędowy, płk Schwach, wezwał do siebie wszystkich swych podkomendnych oficerów i zwróciwszy im uwagę na niebezpieczeństwo polskie, zarządził pogotowie.

Na wieść o tym major czeski zgłosił się do mnie i ponowił swe przyrzeczenie, stwierdzając, że Czesi niezwłocznie stawią się z bronią w ręku, gdyby Austriacy mieli się bronić. Tymczasem z Lublina nadjechał dyr. Ambroziewicz i zawiadomił, że nadeszły tam wiadomości o rozbrajaniu Austriaków w Małopolsce. Wówczas też postanowiliśmy działać niezwłocznie i rozbroić wojsko okupacyjne w dniu 2 listopada.

W nocy więc pojechaliśmy do Serebryszcza, majątku komisarza na powiat chełmski z ramienia Rady Regencyjnej p. Felicjana Lechnickiego i wraz z nim wróciliśmy nad ranem do Chełma, gdzie obsadziliśmy jedną z drukarń, by wydrukować tam odezwę o objęciu władzy cywilnej przez komisarza Lechnickiego i wojskowej przeze mnie. O świcie odezwa rozplakatowana została na mieście. O godzinie 8 nowozaciężni zgromadzili się na mój rozkaz przed kościołem naprzeciwko którego mieszkałem. Jednocześnie wysłałem do POW [z prośbą] o dostarczenie nam posiadanej broni.

Otrzymaliśmy też na czterdziestu kilku ochotników… 7 karabinów. Zanim jednak doczekaliśmy się owej tak upragnionej broni, wysłałem por. Skotnickiego i podrotmistrza Dreszera do płk. Schwacha z zawiadomieniem, by się przygotował do oddania władzy w moje ręce i ażeby przyjął mnie osobiście za pół godziny. Oficerów mych, którzy stawili się w mundurach i z rewolwerami, płk Schwach przyjął i wysłuchawszy, zapytał, czy posiadają legitymacje. Por. Skotnicki, nie tracąc kontenansu, odrzekł mu na to, że obowiązany jest legitymować się jedynie władzom polskim (bo zresztą żadnej legitymacji nie posiadał). O 11.30, wziąwszy z sobą 2 b. legionistów szeregowych z karabinami, udałem się wraz z komisarzem Lechnickim do płk. Schwacha, zamieszkałego w pałacu biskupa prawosławnego Eulogiusza.

Naprzeciwko pałacu był skład broni, który poleciłem objąć w posiadanie por. Skotnickiemu, powierzając mu dowództwo i upoważniając go w razie potrzeby do użycia gwałtu. Miał on zdobyć broń i uzbroić swoich ludzi. Sam wraz z komisarzem Lechnickim i b. legionistami Iwonem Moraczewskim i Kędzierskim postanowiłem wejść do płk. Schwacha i w razie potrzeby nie dopuścić do jakiejkolwiek interwencji. Wchodząc do płk. Schwacha zauważyłem, że w przedpokoju na wieszadłach wisiały prócz płaszczy szable, pasy i rewolwery.

Broń tę poleciłem oczywiście skonfiskować. W gabinecie austriackiego komendanta zastaliśmy wraz z komisarzem Lechnickim wszystkich wyższych dowódców garnizonu chełmskiego, zgromadzonych na naradzie. Podeszliśmy więc do nich, a żołnierze z karabinami stanęli przy drzwiach. Płk Schwach zawiadomiony przeze mnie, w jakim przybyłem celu, zwrócił się do mnie z widocznym zdenerwowaniem i oświadczył mi, że nie wie, kim jestem. Jednocześnie komisarzowi Lechnickiemu zagroził konfiskatą majątku, oświadczając, iż jeśli władze austriackie mnie później nie odnajdą, to za wszystko on jedynie będzie odpowiadał; na nim, na jego rodzinie i na tym, co posiada, będą Austriacy dochodzić winnych. Pogróżki te jednak nie wywarły wrażenia na komisarzu Lechnickim.

Odparł on z całą stanowczością, że działa w porozumieniu ze mną, że na rozkaz swych władz przełożonych ma wojsko okupacyjne rozbroić, że ma dość sił, by to uczynić nawet gwałtem, wreszcie, że całą odpowiedzialność bierze na siebie. Wezwał też płk Schwacha, by ten poddał się niezwłocznie rozkazom władz polskich, przez nas reprezentowanych. Płk Schwach oświadczył nam wówczas, że musi się porozumieć z Lublinem i w tym celu podszedł do telefonu.

Minęła dłuższa chwila, potem, nim się zorientował zwrócił do nas z wyrzutem w głosie: – „Panowie, przecięliście druty…” Potwierdziłem to przypuszczenie, po czym zaproponowałem mu, by siadł i napisał rozkazy o oddaniu broni. „Wzywam panów do obrony!”, ozwał się na to płk Schwach, zwracając się po niemiecku do swych podkomendnych. Na to ja wyjąłem rewolwer i przypomniawszy im, że żaden z nich nie ma broni, oświadczyłem, że wszyscy są pod moją władzą. W tej chwili właśnie wpadł do gabinetu porucznik austriacki i stanąwszy na baczność, zameldował po niemiecku płk. Schwachowi, że legioniści, usunąwszy warty, rozbijają magazyn broni. Zapytał też, co on ma wobec tego robić.

Płk Schwach rozłożył ręce bezradnie, wskazał na mnie i nie ozwawszy się ani słowem, padł bezsilnie na krzesło. Tak abdykowała najwyższa w Chełmie władza austriacka. A wówczas porucznik austriacki stanął przede mną na baczność i zameldował, tym razem po polsku: „Porucznik Zieliński, dotychczas w służbie austriackiej, prosi o przyjęcie go do wojska polskiego i zapytuje o rozkazy”. Powierzyłem mu, oczywiście, pełnienie nadal dotychczasowych obowiązków, polecając wydawać broń zgłaszającym się polskim żołnierzom; broń w dobrym stanie i ostre naboje. Por. Zieliński rozkaz wykonał. Broń mieliśmy doskonałą.

Następnie według opracowanego poprzednio planu obstawiliśmy wszystkie urzędy, w szczególności kasę (tę w porozumieniu z władzami cywilnymi) i rozpoczęliśmy rozbrajać oddziały wojskowe. Czesi według układu zgromadzili się w seminarium nauczycielskim, którego dyrektorem był obecny wicemarszałek Jan Dębski. Wszystko w ogóle szło sprawnie, toteż pierwszego dnia odebraliśmy etapowym formacjom austriackim i kompanii niemieckiej w pełnym składzie bojowym z górą 5000 karabinów.

Niezwłocznie też komisarz Lechnicki począł organizować władze cywilne, ja zaś – wojsko i policję, której komendantem mianowałem por. Skotnickiego. Następnie ze wszystkich stron poczęto od nas żądać wojska, wszędzie bowiem staczano drobne utarczki z bolszewikami. Tworzyliśmy też wojsko i zarządziwszy pobór 3 roczników rozpoczęliśmy organizację l pułku szwoleżerów, którego szwadron pod por. Skrzyńskim odebrał niebawem Niemcom Włodawę; nadto organizowaliśmy też oddziały piesze, które potem weszły w skład 35 pułku piechoty. Oba te pułki dziś mają krzyże „Virtuti Militari” na swych sztandarach.

Z siłami tymi zajęliśmy wnet Hrubieszów i całą Chełmszczyznę, a po tygodniu ruszyliśmy na Wołyń, gdzie podówczas komuniści w Lubomlu utworzyli respublikę sowiecką. Stolicę owej respubliki zdobyła po walce kompania czeska z naszego rozkazu i tak się tam dała ludności we znaki, że bezpośrednio potem przybyła do nas delegacja miejscowa z rabinem na czele, by prosić o przyłączenie Wołynia do Polski. „Byle nie do Czech”, błagali lubomlanie. Czesi owi w dwa dni potem zbuntowali się i odjechali. A że mieliśmy wojska mało, uciekliśmy się więc o pomoc do jeńców włoskich, których było około 600 w obozie chełmskim.

Jeńcom tym rozdaliśmy broń i oddział włoski pod dowództwem znającego ich język ś.p.ppor. Szyllera pełnił potem służbę wartowniczą, sprawując się wzorowo, aż dopóki nie został odesłany do ojczyzny Dodać też muszę, że rozbrojenie władz austriackich w Chełmie miało duże znaczenie. Przez Chełm przechodziły wszystkie transporty austriackie z Rosji; transporty te rozbrajaliśmy, a broń i sprzęt konfiskowaliśmy, dostarczyliśmy też Rzeczypospolitej wiele broni, a gotowizną dziesięć milionów koron, które przydały się bardzo podówczas zasobnemu skarbowi.

Wreszcie po zorganizowaniu l pułku szwoleżerów wyjechaliśmy w pierwszych dniach grudnia do Wschodniej Małopolski na front”. Wspomnienia Gustawa Orlicz-Dreszera z czasów rozbrajania władz austriackich w Chełmie Listopad 1918 we wspomnieniach i relacjach, wybór, oprac. i wstęp Piotr Łosowski, Piotr Stawecki, s. 79-84; Listopad r. 1918 w Chełmie, „Polska Zbrojna”1926, nr 310, 311, 312, s. 3. (opr red, fot. Muzeum Ziemi Chełmskiej)

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here