Lubelski król pszczół

Otwarcia Alei dokonali m.in. Józef Jasina – pszczelarz i Barbara Jasińska – córka patrona

Stanisław Jasiński, wybitny działacz gospodarczy, światowej klasy pszczelarz, żyjący w XX wieku w Lublinie, doczekał się po latach symbolicznego upamiętnienia. 12 stycznia nad Zalewem Zemborzyckim, odsłonięto tablicę poświęconą jego pamięci oraz nadano jego imię alei spacerowej opasującej Słoneczny Wrotków.

Stanisław Jasiński w swojej pasiece

Z domku, w którym mieszkał uhonorowany pszczelarz, leżącego nieopodal tej alei, przybyła jego rodzina: córki – Barbara i Bożenna Jasińskie oraz wnukowie: Małgorzata Jurkiewicz i Paweł Saternus. W mroźne południe witali tu serdecznie liczne grono lubelskich pszczelarzy, wśród nich inicjatorów tego aktu upamiętnienia, m.in.: prof. Teresę Szczęsną – kierownik Zakładu Pszczelnictwa w Instytucie Ogrodnictwa w Puławach, Mirosława Borowika – dyrektora Zespołu Szkół Rolniczych w Pszczelej Woli, Kazimierza Pawłowskiego – skarbnika Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Lublinie, prof. Wojciecha Skowronka – emerytowanego szefa Zakładu Pszczelnictwa w Instytucie Ogrodnictwa w Puławach, dr Bogusława Kacperka – dyrektora Biblioteki Głównej UMCS w Lublinie, prof. Jerzego Demetraki-Paleologa z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, prof. Mariana Durdę – emerytowanego ordynatora Okręgowego Szpitala Kolejowego w Lublinie, także Edwarda Guza z Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy mocno zaangażowanego w to upamiętnienie.
Jego idei patronował radny miejski Leszek Daniewski reprezentujący dzielnicę Zemborzyce. W uroczystości wziął udział wiceprezydent Lublina Artur Szymczyk. Mowę prezentującą sylwetkę Stanisława Jasińskiego wygłosił prof. inż. Paweł Surdacki z Wydziału Elektromechaniki i Informatyki Politechniki Lubelskiej. On także, już po spotkaniu w lipowej alei Stanisława Jasińskiego, poprowadził poświęconą mu sesję w nieodległej Pszczelej Woli. Jej gospodarzem była Bożena Stępień – dyr. Zespołu Szkół Rolniczych.

Bardzo skuteczny organizator

– Już w czasie przed II wojną, stosując metody marketingu i zarządzania pszczelarstwem, o pół wieku wyprzedzał epokę w której działał – tak o Jasińskim mówi Maria Witt-Michałowska, adwokat, a jednocześnie biograf wybitnego pszczelarza. Jest autorką internetowych publikacji o tym niezwykle skromnym człowieku. – W ciągu minionych stu lat w Polsce dotąd nie powtórzył się taki sukces organizatorski. To on w 1932 roku założył spółdzielnię branżową, która do września 1939 liczyła 11 500 osób. Wyśmiewana przez komunistów jako „Rzeczpospolita pszczelarska”, uległa likwidacji za czasów stalinizmu w PRL.
Był on człowiekiem wysokiej kultury, znał kilka języków. Sprzeciwiał się siłowemu rozwiązywaniu konfliktów. Przejawiał inny rodzaj patriotyzmu: propagował suwerenność gospodarczą, która wprost prowadzi do wolności politycznej państwa. W tym sensie Jasiński nie pasował do otoczenia, w którym żył.
Podkreśla się, że był to zwolennik demokracji wyborczej i sprawnego zarządzania na powierzonych stanowiskach, także pasjonat kompleksowego kształcenia młodzieży w pszczelarstwie od podstawówek po szkoły wyższe, także ustawicznego kształcenia dorosłych.
– Społeczność międzynarodowa poznała i doceniła dorobek tego pasjonata. Najpierw był to złoty medal przyznany Spółdzielni Związek Pszczelarzy na Wszechsłowiańskiej Wystawie w Belgradzie w 1934 roku, później medal na podobnej imprezie w San Antonio (1936). Wśród rodaków nie zyskał takiego uznania.

Niesprawiedliwy los bohatera

– Rodzinne miasto, województwo nadal nie zna Jasińskiego i dotąd praktycznie nic dla niego nie czyni, mimo że on tak wiele zrobił dla swojej małej ojczyzny – ubolewają bliscy mu ludzie. – To niesłychane, że przez kolejnych 60 lat dwie lubelskie organizacje pszczelarzy korzystają z dorobku i majątku, który on zgromadził, a na temat twórcy dobrobytu w tym środowisku gremia te dotąd milczały.
Urodzony w 1900 roku w Lublinie był pszczelarzem z zamiłowania i zawodu. Podczas nauki w Liceum im. Staszica przyjaźnił się z kolegami, których rodzice mieli pasieki. Wzorował się na nich i pierwszą, własną założył… w domu swego dziadka, Kacpra Jasińskiego. Lecz nie mógł kultywować swej pasji – najpierw pomagał wyzwalać Polskę od napaści bolszewickiej – był uczestnikiem wojny 1920 roku.
Tajniki zawodu Jasiński poznał w Studium Ogrodniczym KUL. W 1923 r. pracował już jako instruktor pszczelarski (w Związku Kółek Rolniczych w Lublinie). W 1932 r. przyczynił się do powstania Spółdzielni Pszczelarzy, która skupowała miód od rolników, dystrybuując go w swoich sklepach.
Wkrótce potem w tej spółdzielni powstało laboratorium naukowe do badania jakości miodu. Jego dokonaniem była m.in. wprowadzona i upowszechniona w Polsce standaryzacja miodu. Od 1938 roku lubelski pasjonat zaczął wydawać miesięcznik „Bartnik”. Był też organizatorem i jednym z założycieli Okręgowego Towarzystwa Pszczelniczego w Warszawie oraz jednym z pomysłodawców, sponsorów i uczestników unikatowego filmu o pasiecznictwie. Zrealizowany w 1939 roku przez organizacje pszczelarskie w Polsce, brawurowo przyjęty na Kongresie Apimondia miał służyć jako narzędzie promocji tej branży.

To był boom lubelskich pszczelarzy

Jednak przerwał go wybuch II wojny. Ich lider Stanisław Jasiński brał udział w kampanii obronnej, a po jej fiasku powrócił do Lublina i nadzorował pracę Spółdzielni – w skrajnie trudnych warunkach narzuconych przez okupanta. Niemcy planowali bowiem odbierać pszczelarzom niemal cały miód na potrzeby swojej armii, zaczęli nakładać na nich zabójczy kontyngent. Plany te zniweczył nasz bohater. W czasie okupacji uratował on od głodu ponad 850 rodzin – narażając własne życie.
Po 1945 roku Stanisław Jasiński podjął współpracę z naukowcami lubelskich uczelni (prof. Konstanty Strawiński, prof. Zofia Demianowicz, prof. Zofia Warakomska, prof. Stanisław Surdacki), której przedmiotem była wydajność różnych odmian lip. W jej efekcie stworzono lubelskie kolekcje lip o najwyższej wydajności nektaru do potrzeb pszczelarstwa. Ich sadzonki sprowadził do Lublina z Niemiec i obsadził nimi teren dzisiejszych ulic Zemborzyckiej i Osmolickiej tworząc swoistą aleję lip. W tej okolicy na ok. 10 ha powstał park, a w nim poletka roślin i drzew miododajnych. Służyły obsadzaniu dróg, otoczenia kościołów, rozdawano je pszczelarzom by upowszechnić botanikę użyteczną dla pszczół. Zamysłem Jasińskiego było stworzenie miejsca, gdzie kwitła nowatorska nauka oraz była gromadzona wiedza pszczelarska, tworząc tym samym jedyny w swym rodzaju kompleks naukowy na terenie Europy.

Jego kariera legła w gruzach

Nowe władze komunistyczne przerwały okres prosperity w życiu Jasińskiego. Dokładnie nie wiadomo w czym zawinił władzom PRL. Był jedynie i aż prezesem Spółdzielni Pszczelarzy w Lublinie, którą zlikwidowano, podobnie jak całą Lubelską Izbę Rolniczą, w której był instruktorem, zrzeszającą 54 wybitne postaci z czasu II RP. Obie te struktury samorządowe tworzyły system demokratyczny. Wdrażane tam rozwiązania podważały sowiecki system centralnego sterowania gospodarką. W ramach tych zmian od 1 lipca 1949 r. przejęto majątek pszczelarzy na rzecz nowo utworzonej Spółdzielni Ogrodniczo-Pszczelarskiej. Majątek jego organizacji bez pardonu wywieziono do siedziby nowej spółdzielni bez jakiegokolwiek spisu. Jasińskiego i 6 członków władz jego spółdzielni przez 2,5 roku więziono w UB-ckiej kaźni na Zamku na czas śledztwa. Wszyscy usłyszeli wyroki więzienia, a najdłuższy – 3 i pół roku – nasz bohater. Swą karę odbył do 1952 roku w katorżniczych warunkach. Za ratowanie majątku pszczelarzy był też więziony w katowni gestapo ,,Pod Zegarem”. Nikt nie potrafi powiedzieć, za co przyszło mu tak cierpieć.
Przez kolejne 32 lata nie dopuszczano go do stanowisk w organizacjach branżowych. Dopiero przez 3 ostatnie lata przed emeryturą zyskał tam zatrudnienie. Cóż miał czynić… We własnej pasiece na Wrotkowie (70 pni) wytwarzał miód najwyższej klasy – w latach 1961-63 zdobywając nagrody na Targach Poznańskich.
Niedoceniony w kraju, odsunięty od wszelkiej publicznej działalności Stanisław Jasiński w pewnym sensie był „męczennikiem” własnego środowiska, podlegającego wewnętrznym konfliktom. Już jako nestor pszczelarstwa został zaproszony do wygłoszenia referatu podczas XXV Międzynarodowego Kongresu Apikultury w Grenoble (Francja, 1975). Kongres przyznał mu wówczas srebrny medal za całokształt osiągnięć w pszczelarstwie. Jasiński zmarł 27 lipca 1984 roku w Lublinie, nie będąc należycie uhonorowany.
– Nigdy nie czuł się dygnitarzem, był bliski zwykłym rolnikom, opiekował się nimi. Mozolnie podnosił na wyżyny wiedzy całe rzesze pszczelarzy, uważając, że jest to najtrudniejsza specjalizacja rolnicza – pszczoły to zwierzęta nie dające się oswoić. By mieć w tym sukces, potrzebna jest duża wiedza. Jasiński widział, jak jego praca przynosi sukcesy i konsekwentnie wiedzę pszczelarską upowszechniał – podkreśla Maria Witt-Michałowska.
Marek Rybołowicz