Lublin rozpalony przez uchodźców

Konferencja za konferencją, oświadczenie za oświadczeniem. Nieco uśpiony wakacyjny Lublin obudziła awantura o przyjmowanie muzułmańskich uchodźców. Przedstawiciele wszystkich partii chcą, by wyborcy usłyszeli ich głos w tej sprawie, bo to kwestia mająca wpływ na słupki poparcia w sondażach.

Początek awanturze dała wypowiedź lidera PO Grzegorza Schetyny, że miasta, w których rządzi Platforma, powinni przyjąć uchodźców. – Jesteśmy w stanie zorganizować przyjazd i pobyt kilkudziesięciu osób, żeby pokazać, że Polska nie wyklucza się z Unii Europejskiej – stwierdził Schetyna pod koniec czerwca w wywiadzie dla telewizji Polsat . Lubelscy parlamentarzyści PiS: senator Andrzej Stanisławek oraz posłowie Sylwester Tułajew i Artur Soboń od razu wezwali prezydenta Lublina, Krzysztof Żuka (PO), by opowiedział się, czy też zaprosi do Lublina imigrantów. Prezydent unikał odpowiedzi, twierdząc, że sprawa przyjmowanie imigrantów to zadanie rządu, a nie samorządu. – Dlatego nie będę komentował politycznych zaczepek polityków PiS. Jeśli mają uwagi, to mogą w parlamencie pytać Grzegorza Schetyną oraz premier Beatę Szydło, jaka jest polityka rządu – odpierał ataki Żuk.
Ale kilka dni później prezydent Lublina wraz z prezydentami jedenastu innych miast wojewódzkich podpisał się pod deklarację, w której zobowiązują się krzewić idee otwartości i integracji nowych i dotychczasowych mieszkańców i .wyrażają gotowość przyjęcia m.in. uchodźców z Bliskiego Wschodu jeśli tacy trafią do naszego kraju. Przeciwko temu niezmiennie jest rząd Beaty Szydło.
Nawałnica pytań,
lawina konferencji
Natychmiast zareagowali na to lubelscy radni PiS. – Jakimi zasobami, organizacyjnymi, mieszkaniowymi, bezpieczeństwa dysponuje miasto? Jak ta deklaracja ma być wprowadzana w życie? Jak mają ją odbierać mieszkańcy Lublina od lat zmagający się z biedą, separacją i wykluczeniem? Zwłaszcza ci, którzy obawiają się o stan pękających kamienic i trzeszczących stropów pod swoimi stopami? – mówił Tomasz Pitucha, szef klubu radnych miejskich PiS, na zwołanej naprędce 4 lipca konferencji prasowej. – Od 75 do 90 procent lublinian nie chce przyjęcia imigrantów muzułmańskich. Do dziś nie wypowiedzieli się w tej sprawie radni koalicji PO-Wspólny Lublin – dodawał radny Zbigniew Ławniczak
– Jakie logiczne przesłanki powodują, że PO godzi się na przyjmowanie „islamskich nachodźców”, wbrew woli naszego społeczeństwa? Czy w takim razie chodzi o działania w interesie kogoś innego? Czy może chęć przypodobania się lewicowym elitom europejskim jest ważniejsza od dobra i bezpieczeństwa naszej wspólnoty? – dopytywał radny Stanisław Brzozowski, przywołując historiozofa Feliksa Konecznego, który głosił niemożność pogodzenia dwóch obcych kulturowo społeczności na jednym terytorium.
– Doskonale widzimy, co dzieje się na Zachodzie. Poderżnięte gardła, przejeżdżanie obywateli ciężarówkami. Tych dowodów dostarczają nam, aż nadto, każdego dnia media. Czy PO chce powielać cudze błędy, za które płacimy wszyscy? – grzmieli radni PiS.
Wyborcom przypomnieli się również lubelscy kukizowcy. Poseł Jakub Kulesza na konferencji zwołanej na minioną sobotę przypomniał, że jego ugrupowanie już dawno wystąpiło z wnioskiem o przeprowadzenie ogólnopolskiego referendum w sprawie przyjmowania uchodźców i właśnie zaczyna zbieranie podpisów w tej sprawie. Jego partyjny kolega Piotr Jarzyna poszedł krok dalej, zapowiadając wniesienie do rady miasta obywatelskiego projektu uchwały „zabraniającej przyjmowania i osiedlania w Lublinie emigrantów i uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki”. Teraz członkowie i sympatycy ruchu będą zbierali podpisy pod projektem, jednak nawet uzyskanie poparcia 1000 lublinian i tak nie przesądzi, czy radni w ogóle zajmą się dokumentem o wątpliwej mocy formalnej.
Mocno wybrzmiało również stanowisko Młodzieży Wszechpolskiej, która w mediach społecznościowych zamieściła grafiki z… klepsydrami i aktami zgonu (politycznego) prezydentów miast, którzy podpisali deklarację proimigrancką. „Parszywą jedenastkę” (ostatecznie z deklaracji wycofał się prezydent Katowic, przyp. aut.) wciąż można zobaczyć w sieci…
Żuk i radni PO: PiS dzieli Lublin
Prezydent odniósł się do wypowiedzi radnych PiS błyskawicznie. Tego samego dnia na swoim profilu na portalu Facebook napisał: „Nigdy z moich ust nie padło stwierdzenie, że Lublin przyjmie uchodźców. Takie decyzje należą wyłącznie do rządu polskiego. Posłowie PiS doskonale o tym wiedzą. Trzymajmy się faktów. Podpisana przez prezydentów deklaracja miast jest propozycją wsparcia rządu w przypadku sformułowania przez niego polityki migracyjnej. Deklaracja ta jest też wyrazem otwartości w stosunku do studentów zagranicznych, którzy chętnie wybierają Lublin do studiowania i późniejszego zamieszkania. Posłowie PiS, przez swoje wystąpienia i budowanie wrogości do obcokrajowców działają na szkodę Lublina i jego dobrej opinii, którą jako miasto akademickie cieszy się w Polsce i na świecie. Ta mowa nienawiści jest w efekcie kierowana w szczególności przeciwko studentom zagranicznym z Uniwersytetu Medycznego, KUL czy UMCS”.
Na stanowisko rajców PiS odpowiedzieli również radni PO. – Wyrażamy oburzenie wobec tych wypowiedzi. Radni i posłowie PiS dzielą mieszkańców Lublina. Słowa przewodniczącego klubu o możliwości wzrostu zachorowań stoją w sprzeczności z wartościami chrześcijańskimi, na które powołuje się partia. Takie słowa nie mogą padać w roku 700-lecia praw miejskich Lublina – skomentował radny Michał Krawczyk (PO).
Jego kolega partyjny, radny Bartosz Margul, przypomniał, że przyjmowanie cudzoziemców trwa w Polsce w najlepsze. – Ze statystyk wynika, że w roku poprzednim wojewodowie wydali cudzoziemcom ponad 9 tys. zezwoleń na pobyt stały, w tym około 470 dla imigrantów muzułmańskich. Dlatego niech politycy PiS apelują, ale do rządu i wojewody, nie do prezydenta, który nie przyjął ani jednego uchodźcy – wskazywał radny.
A innych radny PO Piotr Dreher zaapelował o powstrzymanie przez PiS ksenofobicznej narracji. – Na co dzień prowadzę zajęcia z anglojęzycznymi studentami. Wprowadzają oni pozytywny koloryt do miasta, w którego krajobraz się wtopili. Unikajmy takich sytuacji. Docierają do mnie sygnały z Białegostoku, że po incydencie ze studentem-obcokrajowcem przyjeżdża tam mniej cudzoziemców. Nie chcemy tego w Lublinie – zaapelował Dreher.
Wojewoda punktuje na Twitterze
Po konferencji radnych PO i zamieszczeniu stanowiska prezydenta swoje zdanie w sprawie wyraził także wojewoda Przemysław Czarnek. Zaczął od ostrych wpisów na Twitterze. – „Mentalność radnych PO i prezydenta – manipulować, manipulować, manipulować. Prezydent Żuk zaprzecza, że chce przyjmować imigrantów i mówi, że to sprawa rządu, a za kilka dni podpisuje oświadczenie” – natarł wojewoda.
Szerzej do sprawy odniosły się jego służby prasowe. – Wojewoda podkreśla, że przyjmowanie na wschodniej granicy kraju małych grup uchodźców, głównie z Czeczenii, to trwająca od wielu lat codzienność służb, m.in. na  terenie województwa lubelskiego. Będzie ona zapewne miała kontynuację w latach kolejnych. To zwykła realizacja prawa międzynarodowego i  krajowego – zakomunikował Radosław Brzózka, rzecznik prasowy wojewody lubelskiego.
Rzecznik stwierdził, że wojewoda dziwi się, że w lokalnej prasie atakuje się Nadbużański Oddział Straży Granicznej za „stanowczość na granicy wschodniej” (m. in. za odesłanie już z Polski poszukiwanego obywatela Czeczeni, przyp. aut.) i dodał, że nie można łączyć imigrantów zarobkowych z wojennymi uchodźcami. – Wojewoda przypomina, że LUW codziennie przyjaźnie obsługuje wszystkich przybywających tu cudzoziemców – w  zdecydowanej większości zarobkowych imigrantów z Ukrainy. Zbędna jest deklaracja samorządów o współpracy w tej mierze – zakończył wystąpienie Brzózka.
BARTŁOMIEJ CHUDY