Lublinowi grozi bankructwo?

Konferencja Jakuba Kuleszy, kandydata KWW Kukiz na prezydenta Lublina, na placu Litewskim

Trzeba ratować Lublin przed bankructwem. Jego widmo jest realne – uważa poseł Jakub Kulesza, kandydat na prezydenta z list KWW Kukiz, Wolność, Lubelscy Patrioci i Ruchy Miejskie. – To kłamstwo, miasto zachowuje płynność finansową – odpowiada urzędujący prezydent Krzysztof Żuk, który ubiega się o reelekcję.


Skąd wzięła się teza, którą przedstawił J. Kulesza? – Gmina Lublin zajmuje dziesiąte miejsce w Polsce, jeśli chodzi o skalę zadłużenia. W przyszłym roku „awansujemy” na dziewiątą pozycję, bo najbardziej zadłużona gmina Ostrowice w województwie zachodniopomorskim zostanie zlikwidowana – powiedział poseł Kukiz 15. J. Kulesza przypomniał, że „na świecie bankrutują o wiele większe miasta od Lublina”, podając przykład amerykańskiego Detroit, które ogłosiło upadłość w 2013 roku. – 3/4 karetek wówczas nie jeździło, 40 procent oświetlenia ulicznego nie funkcjonowało, a populacja Detroit z 2 milionów zmniejszyła się do 700 tysięcy osób. To samo może spotkać Lublin, jeśli nie pohamujemy wzrostu zadłużenia – uważa poseł Jakub Kulesza i przytacza liczby: dług miasta wynosi prawie półtora miliarda złotych, odsetki 35 mln złotych, a zobowiązania lubelskich spółek wynoszą prawie pół miliarda złotych.

Dzień po wystąpieniu posła, w środę 3 października konferencję w tej sprawie zwołał Krzysztof Żuk. W zdecydowany sposób odniósł się do zarzutów. – Są granice, których nie powinno się przekraczać, a pan Kulesza to zrobił. Oskarżenia są kłamliwe, miasto zachowuje płynność finansową i na bieżąco obsługuje swoje długi – przekonywał Żuk. Nie zdecydował się jednak pozwać Kuleszy do sądu. Mógłby to zrobić w tzw. trybie wyborczym. – Takie rozwiązanie traktuję jako ostateczność. Nie chcę w ten sposób dowartościowywać moich konkurentów – stwierdził.

Żuk tłumaczył, że prawie półtoramiliardowy dług jest w znacznej mierze pochodną realizowanych w mieście inwestycji. – Kredyty, które zaciągaliśmy np. w Banku Gospodarstwa Krajowego, są do nich przypisane jako wkład własny, dzięki któremu mogliśmy pozyskać fundusze europejskie – tłumaczył. Zwrócił też uwagę, że na wysokość długu wpływa niedoszacowana, jego zdaniem, subwencja oświatowa. – Państwo przerzuca na nas część swoich obowiązków. Do oświaty cały czas musimy dokładać – przekonywał.

Grzegorz Rekiel