Masowy strach przed biomasą

Kilkudziesięciu mieszkańców przyszło 2 sierpnia na ogłoszone przez Polską Grupę Energetyczną konsultacje w sprawie planowanej przez PGE na terenie Elektrociepłowni Lublin-Wrotków budowy nowego bloku energetycznego opalanego biomasą. Temperatura konsultacji, jak przystało na „fabrykę ciepła”, była wysoka, bo mieszkańcy nie tylko Wrotkowa, ale i sąsiednich dzielnic sprzeciwiają się tej inwestycji.
Wątpliwości, wręcz głosy oburzenia można było słyszeć na wtorkowym spotkaniu w Elektrociepłowni Lublin (ECL) na Wrotkowie. Zebranie ludzi przed bramą obiektu wyglądało jak pikieta. Kilkadziesiąt osób, małymi grupami, zostało jednak zaproszonych przez organizatorów do biurowca zakładu.
Spotkanie przy ul. Inżynierskiej 4 wyszło z inicjatywy inwestora w ramach drugiej tury konsultacji w tej sprawie. Chodzi o plan budowy bloku energetycznego, który – zdaniem PGE – obniży koszty mieszkańców Lublina związane z dostarczaniem ciepła. Z badań przytaczanych w projekcie PGE wynika, że bardziej opłaca się spalać pod nowym kotłem słomę i zrębki drewna (biomasę) niż węgiel. Dlaczego tutaj a nie poza miastem? ECL zapewnia bazową infrastrukturę i wystarczy ją tylko rozbudować – twierdzą inwestorzy.
Mieszkańcy dzielnicy Dziesiąta nie chcą jednak budowy nowego bloku przy Inżynierskiej, zwłaszcza opalanego w ten sposób. Przez pół wieku 150-metrowy komin otoczyły bowiem liczne bloki mieszkalne. Powstają też dalsze osiedla. Dziś kilkanaście tysięcy mieszkańców dzielnicy ma prawo z różnych przyczyn obawiać się tej inwestycji.
Ponad 1100 osób z Dziesiątej i Wrotkowa sprzeciwia się rozbudowie ciepłowni. Ich zdaniem, wpływ tej inwestycji na ich życie może być wyłącznie negatywny.

To dopiero początek drogi

– twierdzi dyrektor PGE Elektrociepłownia Lublin – Wrotków Jacek Miłosz. – Brakuje nam jeszcze decyzji Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Zadała ona dodatkowe pytania, na które udzielono odpowiedzi, więc RDOŚ winna być teoretycznie usatysfakcjonowana. Mamy już pozytywną opinię Sanepidu.
PGE zapewnia, że mieszkańcy nie powinni się niczego obawiać. Filtry przewidziane w projekcie gwarantują bezpieczeństwo, a do czasu oddania inwestycji (w 2021 roku) zostanie wybudowany specjalny odcinek tzw. wewnętrznej obwodnicy Lublina – połączenie ulic Dywizjonu 303 (w planach) i Wrotkowskiej, co ma odciążyć drogi tej dzielnicy. Bowiem w myśl założeń, drogami do ciepłowni ma przejeżdżać dziennie od 50 do 100 ciężarówek dowożących tam słomę i zrębki drzewne. Tego surowca (wraz z PKP) mają wozić aż 180 tys. ton rocznie.
Zebranych uspokajał Marek Mazur – dyrektor techniczny ECL: – Inwestycja nie wpłynie ani na wzrost zanieczyszczeń środowiska, ani na poziom hałasu w mieście. Na tym etapie, w którym ją przygotowujemy, powinna respektować wszelkie normy środowiskowe.
Biznesplan przedsięwzięcia jest imponujący i zostaje tu przedstawiony w niezwykle obszernej prezentacji. Wynikały z niej same zalety nowej ciepłowni.

Czy projekt nie ma wad?

– Rozumiemy konieczność wykorzystania źródeł bio-energii, ale nie w tej postaci – mówi Ryszard Petkowicz, prezes SM Kolejarz. – Przecież taką elektrownię można wybudować poza Lublinem. To absurdalne i szkodliwe przywozić słomę ze wsi do miasta, by ją spalić. Oczywiście, trzeba ją utylizować, ale w odpowiednim miejscu, poza ośrodkami ludzkimi. W procesie jej spalania uwalnia się tak wiele toksyn, że nie ma mowy o bezpieczeństwie mieszkańców.
Prezes Petkowicz w imieniu 3,5 tys. członków Spółdzielni przekazał prezydentowi Lublina i radnym miasta stanowisko podobnej treści. Do tego kolejnych 700 podpisów pod protestem złożyli m.in. Andrzej Szemro z SM Kolejarz oraz Władysław Mielnicki i Elżbieta Wiśniewska – mieszkańcy os. Kruczkowskiego. Bo przy ich ulicy jest szpital, są szkoły, przedszkola i żłobek a efekt spalenia słomy nie może pozostać bez wpływu na zdrowie – twierdzą. Ich obawy dotyczą też spadku wartości rynkowej mieszkań w tej okolicy. Gdy dojdzie do tej inwestycji, zapowiadają pozew zbiorowy w sądzie.
– Tu nie będzie normalnego życia – argumentują. – Najpierw rozjeżdżą nam drogi w czasie budowy, później wzmożony ruch ciężarówek z biomasą. Czekają nas remonty ulic. I spaliny. Na koniec wyziewy z dwóch kominów, które nie są wolne od szkodliwych substancji. Jak mogło dojść do pozytywnej opinii Sanepidu? – pytają.
Mieszkańcy dzielnicy są w szoku
…że PGE forsuje pomysł mimo tak licznych głosów sprzeciwu. Ich zdaniem, interes mieć tu może wyłącznie inwestor, nie miasto, tym bardziej nie tutejsi mieszkańcy. A konsultacje społeczne to formalność.
Przewodnicząca rady osiedla Kruczkowskiego Ewa Mateuszuk uważa, że spotkanie zorganizowano naprędce, bez należytego powiadomienia mieszkańców, których mogłoby tu przyjść wielokrotnie więcej. Aktywistka głośno wyraża obawy w imieniu swoim i wielu lokatorów, których reprezentuje. Cytując rzetelne ekspertyzy, dowodzi, że spalanie słomy (zawierającej wszak pestycydy) uwalnia groźne dla zdrowia i życia toksyny. To są węglowodory, tlenki azotu, dioksyny, furany – substancje rakotwórcze.
Ukazuje też perspektywę paraliżu dróg (i tak już zatłoczonych), wzrost emisji spalin z transportu biomasy. Przecież tego nie objęły testy Sanepidu, bo jakim sposobem?
– Nie chcemy tutaj karawany TIR-ów rozjeżdżających i tak kiepskie drogi tej dzielnicy. Nie chcemy dowozu biomasy koleją, bo to oznacza moc spalin z lokomotyw. To jest dzielnica mieszkaniowa, nie przemysłowa. Nie chcemy tutaj tej inwestycji. Czy PGE w ogóle interesują ludzie, czy tylko zysk ze sprzedaży energii? Skąd ta pozytywna opinia Sanepidu? – coraz głośniej pyta radna.
– Jakie filtry zatrzymają pestycydy po spaleniu resztek zboża? Mamy tu już dosyć toksycznych zakładów, jak: Sita, sortownia śmieci, „zafundowana” nam tu za czasu prezydenta Pruszkowskiego – mówi Hanna Burdon, radna dzielnicy Dziesiąta i radna osiedlowa.
– Widać, jak wielu z nas tutaj choruje, coraz częściej są to spray onkologiczne. Czym ta dzielnica wam się naraziła, że chcecie nas tu zatruwać? Pokazujecie nam jakieś plany, przeźrocza. Po co nam to? Szanujcie nasze zdrowie! – zżyma się sędziwy Tadeusz Urban, mieszkaniec ul. Młodzieżowej.
Radny Tomasz Pitucha (PiS) twierdzi, że Sanepid nie wziął tu pod uwagę sumy negatywnych działań na zdrowie mieszkańców. – Ciekawe, czy inne urzędy opiniodawcze to zainteresuje – powątpiewa radny. – Nie chodzi tylko o skażone powietrze. To także zniszczone drogi, a nawet szkody u rolników: bo jakie będą składniki gleb, gdy masowo zaczną sprzedawać słomę – akcentuje radny. Drugi radny PiS, Piotr Popiel, wcześniejsze konsultacje określił jako „ciche”. Dyrekcji „Wrotkowa” zadawał drobiazgowe pytania dotyczące m.in. tonażu pyłów i zanieczyszczeń, ilości emitowanych gazów, jak CO2, a zwłaszcza kwot trujących dioksyn i furanów. Interesował go poziom wilgotności biomasy. Wytykał PGE brak precyzji tych danych. Jej przedstawiciele zapewniali, że wszystko to mieści się w granicach norm.

Nerwy na sali

Zebrani co i raz podnosili głos na sali, aż do krzyku. Denerwowali się, że obszerna prezentacja omawiała zbędne detale, zabierając im czas. Bo na co im parametry produkcji i dane techniczne fabryki, której po prostu tutaj nie chcą. Pragnęli natomiast, by ich głos został wysłuchany i uwzględniony jako przejaw troski o zdrowie. Brak nagłośnienia sali sprawiał, że do wielu ludzi nie docierały wyjaśnienia dyrekcji ECL, rosła więc atmosfera niechęci wśród zebranych.
– Czujemy się sprzedani inwestorowi, który ponad naszymi głowami ubija z urzędnikami jakiś interes. Ale to nie nasz interes. Miasto z zielonego dotychczas osiedla wokół tej fabryki chce nam zrobić śmietnik – oburzali się zgromadzeni. Wszyscy obawiają się, że istniejące prawo stoi po stronie inwestora a zbyt mało uwzględnia czynnik ludzki.
Przedstawiciele zakładu uspokajają, że inwestycja wymaga jednak kompletu decyzji środowiskowych i pozwolenia na budowę. Ponadto tak rozbudowana ECL Wrotków musiałaby wygrać przetarg na dostawy energii – podkreśla dyrektor Miłosz.
Jeśli wszystko poszłoby po myśli inwestora z PGE, budowa jest planowana na lata 2021-23. Wymagane ustawowo konsultacje społeczne trwają do 8 sierpnia w Wydziale Ochrony Środowiska UM Lublin.
Marek Rybołowicz