Miała być najlepsza szkoła, są gorsze wyniki

Ratując się przed kompromitacją, dyrektor szkoły w Wierzbicy ukarała trójkę wychowawców za błędnie wypisane świadectwa ósmoklasistów? – Całą odpowiedzialność zrzuciła na nauczycieli, chociaż wcześniej zarzekała się, że nie da powiedzieć o nich złego słowa – zwracają uwagę nasi Czytelnicy. Najwidoczniej to, co mówi i robi pani dyrektor, to dwie różne rzeczy, co wydają się potwierdzać kolejne sprawy sądowe z powództwa nauczycieli i wyniki egzaminów. A miało być tak pięknie…

Szkoła Podstawowa w Wierzbicy będzie najlepszą szkołą w powiecie, a być może i w Polsce – tak rok temu zapowiadała na posiedzeniu rady gminy Marzanna Jakuta, nowa dyrektor szkoły. Na razie z zapowiedzi nie tylko się nie wywiązała, ale wygląda na to, że prowadzi szkołę w wyjątkowo specyficzny sposób i – zdaniem części rodziców, nauczycieli oraz radnych – w niepokojącym kierunku. Już dzisiaj wiadomo, że wyniki egzaminów na koniec ósmych klas są gorsze niż przed rokiem. A czy to nie wtedy szkoła miała być w jakimś dołku czy kryzysie i wymagała naprawy?

Ciekawe, jaki wpływ na wyniki egzaminów miały decyzje dyrektor M. Jakuty? Po objęciu stanowiska dyrektor m.in. obniżyła do minimum dodatki motywacyjne nauczycielom (wyniosły one 23 zł). Dużo w gminie mówiło się o specyficznym sposobie komunikowania się z nauczycielami – wzywaniu na rozmowy, wyczekiwaniu pedagogów pod gabinetem i ich rozliczaniu. Po jednym z takich spotkań opiekunka samorządu uczniowskiego zasłabła i trafiła do lekarza. Osób, które rozchorowały się, po tym, jak dyrektor zaczęła wprowadzać swoje rządy, było zresztą więcej. A apogeum zamieszania wywołało tworzenie arkusza organizacyjnego na kolejny rok szkolny.

Dyrektor chaotycznie wręczała i wycofywała wypowiedzenia, zmieniała liczbę godzin. Tłumaczyła się malejącą liczbą uczniów i koniecznością ograniczania etatów i cięcia kosztów, ale w tym samym czasie zatrudniła np. kierownika gospodarczego. Gdy po perypetiach z tworzeniem arkusza organizacyjnego (który nie został pozytywnie zaopiniowany ani przez związki zawodowe ani kuratorium oświaty) wydawało się, że będzie spokój, wybuchła kolejna bomba. Sześćdziesięciu uczniom ósmych klas błędnie wypisano świadectwa na koniec szkoły.

Na cenzurkach zabrakło oceny z przyrody. Rodzice uczniów zorientowali się dopiero, gdy ich pociechy złożyły świadectwa do szkół średnich. Dokumenty trzeba było wycofywać i wymieniać. Udało się to zrobić w trakcie trwania rekrutacji, więc poza ogólnym zamieszaniem i fatygowaniem rodziców nie wpłynęło to na przyjęcie uczniów z Wierzbicy do szkół średnich.

Dyrektor Jakuta tłumaczyła nawet, że pomyłki się zdarzają i że były już przypadki, że wymieniano świadectwa wszystkim uczniom w szkołach. Na naszych łamach zapowiadała wówczas, że nie zamierza wyciągać wobec wychowawców żadnych konsekwencji i że dla niej nauczyciele są najważniejsi i nie da powiedzieć o nich złego słowa. – Nie będę tutaj nikogo rozliczać ani strofować. To czynnik ludzki, stres, presja czasu, pośpiech. A to są sprawy, które wpływają na każdego – powiedziała wtedy.

Ale co innego mówiła oficjalnie, a co innego zrobiła po cichu. – Całą odpowiedzialność zrzuciła na nauczycieli i ukarała ich – powiedział nam jeden z rodziców z Wierzbicy. – Chociaż ich wina jest w tym wypadku wątpliwa. To dyrektor zatwierdza świadectwa, podpisuje je przecież na koniec i nie zauważyła błędu. Dziwne jest też to, że tę samą pomyłkę zrobiło troje wychowawców. Może zostali źle poinstruowani?

Zapytaliśmy dyrektor czy rzeczywiście ukarała nauczycieli. W odpowiedzi napisała, że „oczywistym jest, iż to wychowawca prowadzi całą dokumentację szkoleniową swojej klasy, a świadectwa wypełnia na podstawie prowadzonych przez siebie arkuszy ocen. Nauczyciele zostali poinstruowani o prawidłowym sposobie wypełniania świadectw. Ponadto, w dniu 7 czerwca 2020 roku, wzory świadectw zostały wysłane każdemu nauczycielowi drogą elektroniczną. Biorąc pod uwagę fakt, że nauczyciele nie są w szkole osobami funkcyjnymi, nie mogę udostępnić Panu informacji, czy zostali ukarani a tym bardziej, jaki rodzaj kar został nałożony na poszczególnych pracowników, ponieważ byłoby to pogwałcenie ich praw do ochrony danych osobowych jako osób prywatnych. Organ prowadzący słusznie uznał, że moje zachowanie w zaistniałej sytuacji było zgodne z Rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z dnia 27 sierpnia 2019 roku w sprawie świadectw, dyplomów państwowych i innych druków (Dz.U. z 2019 r. poz. 1700 ze zm.) – pisze dyrektor Jakuta.

Dyrektor chyba znowu się pogubiła w tym, co mówi i co robi, bo w innej gazecie nie miała oporów, by „pogwałcić prawo do ochrony danych osobowych” i pochwalić się przyznaniem upomnień dwóm wychowawcom i nagany trzeciej nauczycielce. Twierdzi też, że instruowała nauczycieli, jak wypełniać świadectwa a wzory wysłała im 7 czerwca. Pomijając fakt, że 7 czerwca wypadał w niedzielę, to rada klasyfikacyjna, na której omawia się takie rzeczy, odbyła się dopiero 19 czerwca. Ale i podczas niej nauczyciele wcale nie otrzymali konkretnych wytycznych, dlatego wypełniając dokumenty opierali się na tym, co sami wiedzieli. Nie bez znaczenia była zapewne zmiana systemu dziennika elektronicznego z Librusa na bardziej skomplikowany Wulkan. Ale najciekawsze jest to, dlaczego jedna z nauczycielek otrzymała naganę, chociaż pozostali dostali tylko pisemne upomnienie. Tajemnicą poliszynela jest, że chodzi o gminną radną Martę Kozak. To ona podczas jednej z sesji Rady Gminy poruszała temat sytuacji w szkole w Wierzbicy. I od tamtej pory spotykają ja za to różne nieprzyjemności.

– W momencie otrzymywania nagany dowiedziałam się, że mam jeszcze dwa inne upomnienia, o których nic nie wiedziałam – twierdzi M. Kozak.

Jedno z nich miała dostać za „poruszanie spraw oświatowych na sesji rady gminy”. – Nikogo nie obrażałam, miałam prawo jako radna powiedzieć to, co leży mi na sercu, co chciałabym zmienić i poprawić – tłumaczy M. Kozak, która jest też członkiem komisji oświaty.

Z racji pełnienia swojej funkcji radna nie tylko miała prawo, ale i obowiązek o takich rzeczach mówić. A zachowanie dyrektor zakrawa o wywieranie wpływu na czynności urzędowe, o których mówi artykuł 224 Kodeksu Karnego. Pani dyrektor powinna przeczytać, jaka kara grozi komuś, kto „przemocą lub groźbą bezprawną” chce zmusić funkcjonariusza publicznego (a takim jest radny) do przedsięwzięcia lub zaniechania czynności służbowej. Sprawę nagany nauczycielki będzie rozstrzygał sąd, do którego radna się odwołała. I to kolejna, prawdopodobnie piąta już sprawa, jaka toczy się przed wymiarem sprawiedliwości, odkąd dyrektorem szkoły w Wierzbicy jest M. Jakuta.

Wracając do wyników egzaminów zapytaliśmy dyrektor czy wie, że są gorsze niż przed rokiem i jak to się ma do zapowiedzi, że szkoła w Wierzbicy będzie najlepsza w powiecie, a nawet w Polsce. Dyrektor bardzo niechętnie przyznała, że wyniki rzeczywiście są gorsze. – Analizujemy je, przyglądamy się temu, ale weźmy pod uwagę sytuację nie tylko krajową, ale ogólnoświatową – starała się tłumaczyć i nadal zapewnia, że szkoła będzie najlepsza. (bf)