Miejska spółka nad przepaścią

Miejskie Przedsiębiorstwo Robót Drogowych znalazło się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Nowy prezes Sebastian Łukowiec chce postawić firmę na nogi i ma program naprawczy firmy, na razie objęty tajemnicą. Miasto da spółce 2 mln zł i kilka miesięcy na wyjście z trwającego już ponad 6 lat kryzysu. Jeśli MPRD sobie nie poradzi, wszystko wskazuje na to, że prezydent może zdecydować się na naprawdę drastyczne kroki. Radny Mariusz Kowalczuk proponuje głęboką restrukturyzację firmy lub przejęcie jej przez MPGK…

Sebastian Łukowiec, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Robót Drogowych, ma nie lada twardy orzech do zgryzienia. Kierowana przez niego spółka przypomina ciężko chorego pacjenta, którego tylko cud może uratować. Łukowiec w ten cud wierzy, ale liczba osób dających nadzieje MPRD na przetrwanie maleje z każdym rokiem. Konkurencja na rynku robót drogowych jest olbrzymia. Spółka nie jest w stanie skutecznie rywalizować z firmami, które nie mają tak dużego majątku na utrzymaniu, czy też kilkudziesięcioosobowej załogi przez cały rok. Jednym słowem potężnych co miesięcznych stałych kosztów.
Na ostatniej sesji chełmscy radni zgodzili się na przekazanie spółce z budżetu Chełma aż 2 mln zł w formie dopłaty do wykonywanych usług na rzecz miasta, a nie dokapitalizowania spółki. Te pieniądze mają pomóc MPRD wyjść z długów i dać szanse, by firma skutecznie zabiegała o zlecenia. Zanim jednak rada podjęła decyzję o przekazaniu pieniędzy, na komisji budżetu i rozwoju gospodarczego odbyła się dość gorąca dyskusja nad przyszłością firmy.
– Oczekiwania są takie, by spółka na rzecz miasta wykonywała usługi tanio, szybko i dobrze – mówił prezes Łukowiec. – Realia są jednak inne. Dziś nie da się wykonać pracy dobrze za niską cenę. Mamy wysłużony sprzęt sprzed ponad 30 lat i trudno nim konkurować z firmami, wyposażonymi w nowocześniejsze maszyny.
Zdzisław Szwed, wiceprzewodniczący rady miasta, uważa, że spółkę na łopatki kładzie zimowe utrzymanie dróg. Jego zdaniem MPRD dokłada do interesu, bo dostaje za niski kontrakt z miasta. – Jaka w tym roku była kwota na odśnieżanie? – pytał Szwed. – Dlaczego miasto nie płaci za wykonaną usługę, tylko wylicza ryczałt. Jeśli spadnie śnieg i MPRD odśnieży drogi, za zrealizowaną pracę powinno dostać wynagrodzenie. Nie ma zimy, nie płacimy! Wyliczmy jedynie koszty stałe, a resztę spółka niech wypracuje sama.
Prezes Łukowiec przypomniał radnym, że MPRD nie zatrudnia 10 osób, a kilkadziesiąt i każdego miesiąca pracownikom należy wypłacić pensje. A na nie trzeba mieć pieniądze. Przy naliczaniu płatności za wykonaną pracę firma mogłaby popaść w jeszcze większe tarapaty, gdyby np. zimy były łagodniejsze, niż tegoroczna. – Mamy stałe koszty. Kontrakt jest na zimowe utrzymanie dróg w mieście i jeśli nie ma śniegu, zajmujemy się sprzątaniem ulic – podkreślał Łukowiec.
– Od miesiąca nie ma śniegu, więc jeśli mielibyśmy płacić za kilometr odśnieżonej drogi, MRPD nie przeżyłoby. Nasza umowa ze spółką jest ryczałtowa i zawiera bieżące utrzymanie dróg, w tym odśnieżanie i sprzątanie – wtórował Łukowcowi Krzysztof Tomasik, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich. – Rozliczenie w formie ryczałtu jest najlepszym rozwiązaniem.
Dwa wyjścia z trudnej sytuacji władzom spółki zaproponował z kolei radny Mariusz Kowalczuk. – Albo nastąpi głęboka restrukturyzacja, albo MPRD przejmie inna miejska spółka, np. MPGK – mówił. – Pierwsze wyjście wiąże się jednak z czynnikiem ludzkim i zwolnieniami, więc jest trudne do przeprowadzenia, ale wtedy nie musielibyśmy firmy dokapitalizować. A tak, dokładamy do spółki niemałe pieniądze, a efektów nie ma żadnych.
Nieoficjalnie w magistracie coraz głośniej mówi się, że jeśli MPRD w ciągu kilku miesięcy nie wyjdzie z kryzysu, prezydent może podjąć decyzję nawet o likwidacji spółki, przekazaniu sprzętu i części załogi do MPGK. Pozostałych pracowników natomiast miałyby zatrudnić inne miejskie spółki. Z kolei część osób odeszłaby na emerytury. O tym jednak nikt głośno na sesji nie mówił.
Radny Szwed stwierdził, że w pewnym stopniu problemy finansowe spółki nie powstały z jej winy. – Przy srogiej zimie, MPRD nie poradzi sobie w ramach kontraktu, jaki dostaje z miasta – mówił. – Spółka ciągle będzie dołowała.
Przewodniczący rady miasta Zygmunt Gardziński stwierdził, że rada nie dąży do likwidacji spółki, ale też skoro wyraża zgodę na przekazanie 2 mln zł z budżetu, to ma prawo oczekiwać skutecznego programu naprawczego. – Coś w firmie jest nie tak. Może jeszcze funkcjonują jakieś stare układy między pracownikami? Jest pan osobą z zewnątrz – zwrócił się Gardziński do prezesa Łukowca – może akurat będzie pan miał pomysł na spółkę?
Zdzisław Szwed z kolei z uporem drążył kwestię ryczałtu na zimowe utrzymanie dróg. – W jaki sposób jest on naliczany? Czy kwota nie zmieniła się od 20 lat?! – dociekał. – Wysokość ryczałtu jest na miarę możliwości finansowych miasta – odpowiedział Szwedowi Tomasik.
Dyskusję starał się podsumować wiceprezydent Józef Górny. – Program naprawczy już powstał, dzień wcześniej taki dokument otrzymałem. Jesteśmy po rozmowie z prezesem Łukowcem, w sprawie dalszych losów firmy. Samorządowi podmiot drogowy jest potrzebny – mówił Górny. – Przede wszystkim mamy zabezpieczone bieżące utrzymanie dróg. Poza tym miejska spółka drogowa studzi zapały prywatnych firm, startujących w przetargach na roboty w Chełmie. Ceny nie są przesadzone, choć w tym roku i tak poszły w górę, bo coraz więcej firm decyduje się na stałe zatrudnienie pracowników, a nie tylko sezonowe.
Radni chcieli zapoznać się z programem naprawczym spółki, ale Górny stwierdził, że sam nie zdążył go przejrzeć, nie ma też opinii rady nadzorczej MPRD, dlatego też uznał, że dokument póki co ma charakter roboczy. Zapewnił jednak radnych, iż na kolejną komisję budżetu materiał otrzymają. (ptr)