Mieszkańcy sami sobie winni?

W poniedziałek delegacja urzędników i wykonawca rozmawiali z niezadowolonymi mieszkańcami

Budowa nowej ścieżki rowerowej w Żółtańcach-Kolonii odbiła się czkawką urzędnikom. Mieszkańcy wsi się zbuntowali, na placu budowy interweniowała policja, a problemy zaczęły się piętrzyć. Władze gminy zapewniają, że na bieżąco starają się je rozwiązywać, ale kłopot w tym, że ludzie postawili ogrodzenia w pasie drogowym.

Tydzień temu pisaliśmy, że głosy o zasadność ścieżki rowerowej, prowadzącej od granic miasta do zalewu przez Żółtańce-Kolonię, są wśród mieszkańców gminy mocno podzielone. Jedni cieszą się z inwestycji, drudzy wskazują, że jest ona bezsensowna i wytykają, że władze zapomniały o obietnicy dokończenia chodnika w samych Żółtańcach, na co jest przecież gotowa dokumentacja projektowa. Jak się okazało, atmosfera we wsi jest na tyle gorąca, że kilka dni temu musiała interweniować policja.

– W domu są dwie niepełnosprawne osoby. Jak mamy się wydostać? Ustawili wysokie krawężniki i zasypali nam cały wjazd. Mieli to uprzątnąć do soboty (15 czerwca – przyp. red.), ale tego nie zrobili. Przy policjancie kierownik budowy też obiecywał, że udostępni nam przejazd. I co? Mało tego, zabetonowali studzienkę na ulicy i zasypali rowy – uskarżają się na robotników mieszkańcy Żółtaniec-Kolonii. – Po co ta ścieżka? Przy wjazdach rosną krzaki, które zasłaniają widoczność. Co rusz będą tylko wypadki z rowerzystami. Mówiliśmy, żeby chociaż lustra ustawili, to usłyszeliśmy, że mamy napisać podanie. Mąż był w urzędzie, to usłyszał od wójta, że „ścieżka jest ważniejsza od mieszkańców” – dodaje kobieta.

Wójt gminy Chełm, Wiesław Kociuba, zapiera się, że takie słowa na pewno nie padły z jego ust względem mieszkańca Żółtaniec-Kolonii. Z kolei jego zastępca, Lucjan Piotrowski, zapewnia, że wszelkie kwestie sporne rozwiązywane są z wykonawcą na bieżąco (w ub. poniedziałek odbyło się nawet w tym celu zebranie z mieszkańcami wsi), a tak, gdzie trzeba, krawężniki zostały obniżone. Jak wyjaśnia, problem w tym, że ogrodzenia niektórych posesji stoją tam, gdzie nie powinny, czyli w pasie drogowym. W dwóch przypadkach mieszkańcy będą musieli zatem we własnym zakresie przesunąć kolidujące ze ścieżką bramy wjazdowe.

– Do końca lipca prace powinny się zakończyć – mówi Piotrowski.

– To fajna i przyszłościowa inwestycja – dodaje Iwona Wnuk-Gregorczyk, radna gminna. – Gdy rok temu był u nas budowany chodnik, też były utrudnienia. Stawialiśmy samochody u sąsiadów, na polnej drodze. Niestety, nie od razu Kraków zbudowano. (pc)

Uwięzili mnie w domu – mówi niepełnosprawny, u którego robotnicy zasypali cały wjazd