Milionerzy dobrej zmiany

Początek lubelskiej kampanii PO piętnującej wysokie zarobki samorządowców PiS w państwowych spółkach

„Konwoje wstydu”, tym razem ujawniające wysokie wynagrodzenia polityków PiS w spółkach Skarbu Państwa, ponownie ruszyły w kraj. W Lublinie „twarzą” tej kampanii, prowadzonej przez regionalne władze PO, został były prezydent miasta, a dziś szef klubu radnych PiS w sejmiku województwa – Andrzej Pruszkowski, który jako członek zarządu spółki PGE Dystrybucja w niespełna trzy lata zarobił niemal milion złotych.


Pierwszy „konwój wstydu” wyruszył w Polskę po tym, jak na jaw wyszła wysokość nagród, przyznanych ministrom przez ówczesną premier Beatę Szydło. Teraz na pierwszy ogień poszli samorządowcy z Prawa i Sprawiedliwości, zasiadający w spółkach Skarbu Państwa. Lubelscy posłowie Platformy Obywatelskiej mówili o tym na zwołanej na ubiegły poniedziałek specjalnej konferencji prasowej, która odbyła się na placu Zamkowym w Lublinie.

Przez trzy lata rządów PiS „wybrani” mieli zostać milionerami. Całą listę ich nazwisk umieszczono na stronie premiepis.pl/milionerzy.

Politycy PO uzyskiwali informacje o wynagrodzeniach rządzących głównie dzięki odpowiedziom na zapytania posła Krzysztofa Brejzy. Wynika z nich, że politycy PiS desygnowani do spółek Skarbu Państwa stali się w krótkim czasie milionerami lub właśnie się nimi stają. Obliczono, że od momentu powołania trzy lata temu do zarządu PGE Dystrybucja radny wojewódzki Andrzej Pruszkowski zarobił 993 tys. zł, a jego klubowego kolega z zarządu PGE Dystrybucja, Jan Frania – 990 tys. zł. Były prezydent Lublina (czy to chodzi o Pruszkowskiego?) oświadczył w mediach, że nie ma sensu komentować wysokości jego wynagrodzenia, które pobiera zgodnie z przepisami.

– Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby były to osoby kompetentne, po weryfikacji choćby w konkursach. Dziś jedyną ich kompetencją jest posiadanie legitymacji partyjnej. To bardzo niedobra dla gospodarki praktyka, którą odczujemy w swoich gospodarstwach domowych, m. in. w cenach energii. Na rynku hurtowym już skoczyły one o sto procent – mówił Włodzimierz Karpiński, poseł PO, były szef regionalnych struktur tej partii.

– Od momentu „dobrej zmiany” ponad 40 radnych PiS w całym kraju zarobiło prawie 20 milionów złotych. Słowa prezydenta Andrzeja Dudy o „ojczyźnie dojnej” wróciły. To bezprecedensowe zawłaszczanie majątku publicznego przez partię rządzącą. Skala jest porównywalna z czasami PRL – dodał Karpiński.

Zaznaczył, że za rządów Platformy partia nie powoływała polityków do zarządów i rad nadzorczych państwowych spółek. Przestrzegł też przed podobnym procederem w spółkach komunalnych samorządów. – Jeśli PiS wygra najbliższe jesienne wybory samorządowe, mogą przenieść te praktyki na spółki komunalne. Tam będzie dokładnie to samo – ocenił.

– Mamy do czynienia z karuzelą stanowisk. Odprawy, olbrzymie apanaże za zakaz konkurencji to zwykłe „dojenie” państwa – atakowała poseł Joanna Mucha. – Wisienką na torcie jest sytuacja w CBA. Instytucja ma ścigać mechanizmy korupcjogenne, a zakazuje publikacji listy nagród przyznanych w tej instytucji. BACH