Myśliwy na wokandzie

Niedawno rozpoczął się proces Wojciecha Sz., prezesa koła myśliwskiego PZŁ „Kaczuszka”. Przed włodawskim sądem mężczyzna tłumaczy się, skąd w jego domku myśliwskim w Zbereżu wzięła się profesjonalna kusza, na którą nie miał żadnego pozwolenia. W rozmowie z nami myśliwy przyznał, że służyła mu ona za ozdobę kominka.

Posiadanie kuszy w Polsce jest niedozwolone. Trzeba mieć na nią odpowiednie zezwolenie. Takiej broni pod żadnym pozorem nie mogą posiadać myśliwi, bo polowanie za pomocą takiego sprzętu jest bezwzględnie zakazane. Do tych przepisów nie stosował się Wojciech Sz. z Lublina, prezes PZŁ Kaczuszka – jednego z największych i najbogatszych kół łowieckich w regionie. W swojej myśliwskiej daczy w Zbereżu trzymał profesjonalną, włoską kuszę. O tym, że ją ma, nikt by nie wiedział, gdyby nie podpalenie, którego w ubiegłym roku dopuścił się 28-letni mieszkaniec gminy Włodawa.

Broń widzieli gaszący pożar strażacy. Początkowo nie badano tego wątku, ale po sprawdzeniu pod względem formalno-prawnym przez komendę w Niemcach sprawę przekazano do Włodawy. – Prowadziliśmy śledztwo w sprawie nielegalnego posiadania broni przez tego pana – mówi Bożena Szymańska z KPP we Włodawie. – Jego wynikiem jest skierowanie jej do Sądu Rejonowego we Włodawie, przed którym podejrzany będzie odpowiadał m.in. z art. 51 Ustawy o broni i amunicji, tj. kto bez wymaganej rejestracji posiada broń pneumatyczną albo zbywa osobie nieuprawnionej broń pneumatyczną albo miotacz gazu obezwładniającego lub narzędzie albo urządzenie, którego używanie może zagrażać życiu lub zdrowiu, podlega karze aresztu albo grzywny – tłumaczy Szymańska.

Jeśli sąd przychyli się do podejrzeń mundurowych, Wojciechowi Sz. będzie grozić też utrata zajmowanego stanowiska oraz wykluczenie z szeregu myśliwych. (bm)