Nadgorliwa drogówka?

Areszt, przesłuchania, doprowadzenie do prokuratury, w końcu sprawa karna w sądzie. Takie „atrakcje” przez zwykłą nieuwagę i zdenerwowanie zapewnił sobie pan Janusz z Chełma. I choć sprawa zakrawa na farsę, jemu do śmiechu wcale nie jest, bo dowiedzenie swojej niewinności przed sądem z pewnością będzie trudne i bardzo nerwowe.

Prokuratura Rejonowa we Włodawie oskarżyła pana Janusza o usiłowanie wręczenia łapówki policjantowi, o czym zresztą pisaliśmy w poprzednim numerze (artykuł pt. „Nie dali się przekupić”). Wszystko działo się 25 czerwca i tak wyglądało z perspektywy naszego rozmówcy. – W środku lasu, w pobliżu miejscowości Luta zatrzymali nas policjanci z włodawskiej drogówki – mówi pan Janusz. – Okazało się, że chwilę wcześniej przekroczyliśmy prędkość, co uwiecznił policyjny radar. Policjant wziął ode mnie dokumenty i odszedł do radiowozu. Gdy wrócił, zaprosił mnie do siebie. W tym czasie drugi funkcjonariusz stał pod lasem i rozmawiał przez telefon. Gdy tłumaczyłem się z popełnionego wykroczenia, bardzo mocno gestykulowałem. Pech chciał, że w ręku trzymałem etui na dokumenty i karty płatnicze. W pewnej chwili wypadły mi z niego pieniądze i wylądowały na kolanach policjanta. Było to 130 złotych przeznaczone na zatankowanie samochodu (jechaliśmy do Kodnia). Chciałem zabrać banknoty, ale policjant mi nie pozwolił. Od razu z kolegą mnie skuli i oskarżyli o łapówkarstwo, choć mi przez myśl nawet nie przeszło coś takiego – opowiada wzburzony mężczyzna. – Wcześniej policjant zaproponował mi mandat w wysokości 300 zł i 8 punktów karnych. Nawet gdybym chciał wręczyć łapówkę, to musiałby ona się zaczynać w okolicach 500-600 zł, a nie drobnych w kwocie 130 zł. Poza tym mam czyste konto, więc bez dyskusji przyjąłbym te 8 punktów karnych. Niestety, moje tłumaczenia nic nie dały i zostałem odwieziony na komendę, a z niej na dołek, podczas gdy moje auto z pasażerem bez prawa jazdy w środku zostało na leśnym parkingu z daleka od wszystkiego. Z aresztu zwolniono mnie dopiero w niedzielę rano (26 czerwca), po wpłaceniu 3 tys. zł poręczenia majątkowego. Co ciekawe, w trakcie konfrontacji obaj policjanci zgodnie twierdzili, że przez cały czas siedzieli w radiowozie i dopiero kiedy zażądałem sprawdzenia bilingu telefonicznego funkcjonariusza, który rozmawiał przez komórkę na zewnątrz radiowozu, ten ostatni zmienił zeznanie i przyznał się, że był na zewnątrz. Cała ta sprawa jest ewidentną grą mającą na celu tylko i wyłącznie poprawienie policyjnych statystyk i właśnie to będę się starał udowodnić przed sądem – zapewnia pan Janusz. Bożena Szymańska z KPP we Włodawie sprawę komentuje krótko. – Materiał dowodowy zebrany w trakcie tego postępowania wystarczył na przedstawienie zarzutów oskarżonemu i teraz dalsze decyzje w tej sprawie rozstrzygał Sąd Rejonowy we Włodawie – wyjaśnia Szymańska. (bm)