Nazwy ulic dopiero po dogrywce

Radny z Hanny, Kazimierz Czekiejda, nie chciał, by ulice w jego rodzinnej miejscowości otrzymały nazwy. Dlatego wystąpił z wnioskiem o usunięcie tego punktu z obrad, co – ku ogromnej konsternacji wójt – powiodło mu się. Wszystko dlatego, że dwaj pozostali radni z Hanny zaspali w czasie głosowania i nie zdążyli podnieść ręki w odpowiedniej chwili. Swój błąd naprawili dzień później, na sesji nadzwyczajnej.

Na początku wtorkowej (8 listopada) sesji Rady Gminy Hanna wiceprzewodniczący Kazimierz Czekiejda wystąpił z wnioskiem formalnym o wykreślenie z porządku obrad punktu dotyczącego nadania nazw ulicom w Hannie. Radny argumentował, że projekt pochłonie dużo pieniędzy, że nie wszystkie koszty są policzone, że ludzie będą musieli płacić za wymianę dokumentów itp. W takiej sytuacji przewodnicząca RG zarządziła głosowanie, którego wynik był jednym z najdziwniejszych nie tylko w dziejach Hanny, ale i ościennych gmin. Otóż za przyjęciem wniosku opowiedziała się tylko jedna osoba – sam wnioskodawca K. Czekiejda. Przeciw nie zagłosował nikt – cała reszta wstrzymała się od głosu, więc wniosek wiceprzewodniczącego przeszedł, czym on sam zapewne był zaskoczony. Wśród radnych zpanowała konsternacja, bo o ile radni spoza Hanny interesu w nadaniu nazw ulicom wielkiego nie mieli, to reprezentujący Hannę Mariusz Oleszczuk i Grzegorz Ostrowski już tak. – To było zwykłe gapiostwo z mojej strony – tłumaczy Oleszczuk. – Było duże zamieszanie i po prostu nie podniosłem ręki w odpowiednim momencie – dodaje radny.

„Co się odwlecze, to nie uciecze” – pomyślała wójt Grażyna Kowalik i już następnego dnia zwołała sesję nadzwyczajną. Jej jedynym punktem była ponownie sprawa nadania nazw ulicom. – To bardzo ważna dla mieszkańców Hanny uchwała, której podjęcie ciągnie się już od 2010 roku – mówi wójt. – Projekt przeszedł konsultacje społeczne, spełnia już wszelkie wymogi, gotowa jest mapa. Uchwała ma wielkie znaczenie. Nie tylko podniesie prestiż Hanny, ale także znacząco poprawi kwestie bezpieczeństwa. Karetki czy straż pożarna już nie będą błądzić po całej miejscowości, szybciej trafią do celu, co być może przyczyni się do uratowania czyjegoś życia. Dlatego nie rozumiem postawy trzech radnych z Hanny, którym najbardziej powinno zależeć na wprowadzeniu w życie tego projektu – dodaje Kowalik. Ich wstrzymanie się od głosu skutkowało tylko tym, że cała rada musiała się zebrać znowu w środowe popołudnie. Nie wiadomo, co się stało, ale tym razem projekt zyskał akceptację rady. (bm)