Niby spece, a nieudolni

Ponad dwa tygodnie to dla biura prasowego prezydenta Banaszka zbyt krótki czas, by zadzwonić do kompetentnego urzędnika i ustalić przyczynę niedziałającego wieczorami oświetlenia nad przejściami dla pieszych na ul. Wojsławickiej i Rejowieckiej, co zasygnalizował jeden z mieszkańców Chełma. Zapytalibyśmy o to sami, ale wszystkim dyrektorom kierownictwo urzędu pozamykało usta. Problem dla urzędników z biura prasowego, jak widać, okazał się o wiele poważniejszy, niż chyba sama awaria ulicznych latarni…

Jeden z naszych czytelników zasygnalizował nam, że wieczorami są nieoświetlone przejścia dla pieszych na ul. Wojsławickiej i Rejowieckiej. – Latarnie nie świeciły, co utrudniało widoczność. Pamiętam wypadek sprzed kilku miesięcy na alei Żołnierzy I AWP, kiedy to o zmroku auto potrąciło dziecko. Tam też zawiodło oświetlenie na przejściu dla pieszych. Ludzie chodzą w ciemnych ubraniach i wieczorami, gdy latarnie się nie świecą, naprawdę niewiele widać. Trzeba jak najszybciej usunąć usterkę, zanim dojdzie do tragedii. Pieszy na przejściu musi czuć się bezpiecznie – mówił nasz czytelnik.

A że wszystkie sygnały czytelników traktujemy poważnie, pytanie, z jakiego powodu nie były oświetlone przejścia dla pieszych na ul. Wojsławickiej i Rejowieckiej, 22 stycznia skierowaliśmy do biura prasowego prezydenta Chełma. I choć minęły ponad dwa tygodnie, pozostało ono bez odpowiedzi, mimo że ustawa Prawo Prasowe nakazuje udzielić jej niezwłocznie. Wydawałoby się, że problem spokojnie załatwiłyby dwa, może trzy telefony do właściwych urzędników, jednak prosta sprawa najwyraźniej przerosła utrzymywanych z podatków mieszkańców Chełma „speców” z zespołu prasowego prezydenta Jakuba Banaszka.

W trakcie sesji rady miasta, która odbyła się w piątek 31 stycznia, a więc dziewięć dni po wysłaniu przez nas pytania, Dominik Gil z zespołu prasowego przelotnie rzucił, że wciąż ustala odpowiedź, po czym ujrzał przybyłą na obrady ekipę z TVP 3 Lublin i w mgnieniu oka pośpieszył w jej kierunku.

Odpowiedź za zadane pytanie ustalilibyśmy sami, bo z wieloletniego doświadczenia dziennikarskiego wiemy, do kogo należałoby zadzwonić i porozmawiać o problemie. Problem jednak w tym, że prezydent Jakub Banaszek na początku swojej kadencji „pozamykał” usta wszystkim urzędnikom, a za kontakty z mediami odpowiada jedynie biuro prasowe.

Na marginesie, w ubiegłych latach żadnego zespołu prasowego w urzędzie nie było, z mediami kontaktowała się tylko jedna osoba i robiła to na tyle sprawnie, że nie trzeba było czekać na informacje tygodniami, zaś dyrektorzy poszczególnych wydziałów – bez żadnych konsekwencji – mogli swobodnie rozmawiać z dziennikarzami. Szkoda, że dobre praktyki służące mieszkańcom, którzy chcieliby mieć informacje o działaniach urzędników, zostały zaniechane… (s)