Nie ma chodnika, jest tragedia

Był kilkadziesiąt metrów od swojego domu. 54-letni mieszkaniec Zażółkwi zginął, bo – jak twierdzą mieszkańcy wsi – nie ma chodnika. O jego budowę zabiegają od lat. – Czy władze będą czekać na kolejne tragedie?! – pytają oburzeni mieszkańcy Zażółkwi.

Jest wąska, pełno w niej dziur, nie ma chodnika, rowów odwadniających, poboczy i przepustów pod szosą. Droga wojewódzka na odcinku Krasnystaw – Zażółkiew jest w fatalnym stanie. I to właśnie na niej w nocy z soboty na niedzielę (19/20 sierpnia) zginął 54-letni mężczyzna. Wracał z „Chmielaków”. Do jego domu w Zażółkwi zostało mu zaledwie kilkadziesiąt metrów. Niestety, nie dotarł do niego. Na prostym odcinku drogi został potrącony przez dostawczego mercedesa, który wymijał inny pojazd. Na miejsce szybko wezwano pomoc. Niestety, życia mężczyzny nie udało się uratować. Policjanci ustalili, że pieszy szedł prawidłowo, a kierowca mercedesa był trzeźwy.
Właśnie przed takimi zdarzeniami od lat przestrzegali mieszkańcy Zażółkwi. – Zgroza. Aby pokonać pieszo szosę, trzeba uciekać od ulicy do ulicy wjazdowej na czyjąś posesję lub na łąkę, by nie wpaść pod samochód – skarżyli się, ale ciągle bez rezultatu.
Wreszcie wzięli sprawę w swoje ręce, postanowili zaprotestować. Inicjatorką akcji została Wanda Domańska, emerytowana nauczycielka z Zażółkwi. To właśnie od jej internetowego wpisu, adresowanego – co sama podkreśliła – „chyba już tylko do Pana Boga”, rozpoczął się bój o drogę. Kobieta pytała: – Czy my jesteśmy gorszym sortem mieszkańców gminy Krasnystaw? Czy samorządy gminy, powiatu i województwa mówią innymi językami, że nie mogą się przez tyle lat dogadać? Czy znajdzie się ktoś, kto zawalczy o nasze bezpieczeństwo? Co musi się jeszcze wydarzyć, by nasza wieś wyglądała jak Małochwiej Duży, Łopiennik, Siennica Różana, Jaślików, w którym mieszka wójt gminy Krasnystaw, Gorzków i inne?
Za nią szybko opowiedzieli się inni mieszkańcy wsi. Zdecydowali, że protest zaczną od wywieszenia biało-czerwonych flag i transparentów z hasłami typu: „Żądamy bezpieczeństwa dla naszych dzieci!”, „Jaka droga każdy widzi, Zażółkiew się jej wstydzi”, „Chcemy żyć bez potopu, błota, kurzu, huku!” czy „Droga przez wieś – Średniowiecze”. I zagrozili, że jak nikt nie usiądzie z nimi do rozmów, to przejdą do ostrzejszych form protestu i zablokują ulicę. To wszystko działo się zaledwie kilka tygodni przed tragedią, w której zginął 54-latek. Ponoć na jego domu także wywieszony był transparent.
– Jedno jest pewne. On już chodnika nie doczeka. Pytanie czy władze będą czekać na kolejne tragedie, czy wreszcie zrobią porządek i wybudują chodnik – komentuje jeden z mieszkańców Zażółkwi.
Wszystko wskazuje na to, że w końcu do tego dojdzie. Jeszcze zanim doszło do wypadku, ze strony władz padły wstępne deklaracje. Gmina Krasnystaw zapewniła, że wspomoże mieszkańców i skieruje w ich sprawie pisma do Zarządu Dróg Wojewódzkich w Lublinie, Urzędu Wojewódzkiego i do Sejmiku Województwa Lubelskiego. Zagwarantowała także, że w razie potrzeby będzie partycypować w kosztach budowy chodnika i pomoże w oczyszczeniu przepustów. W sprawę zaangażował się też Paweł Nakonieczny, członek zarządu województwa lubelskiego.
– Wicemarszałek wprost przyznał, że pieniędzy na generalną przebudowę drogi nie ma. Ale można ją rozłożyć na etapy – mówi W. Domańska. – Najpierw mieliby rozprawić się z odwodnieniem tego terenu, oczyszczeniem rowów, mostków i przepustów. To ma być zrobione jeszcze w tym roku. A w kolejnym roku miałaby się rozpocząć budowa chodnika, a potem by położono nową nakładkę na drogę.
Mieszkańcy Zażółkwi spotkali się na zebraniu w ubiegłą środę. Zgodzili się co do tego, że propozycja wicemarszałka nie satysfakcjonuje ich w pełni. – Ale jest formą kompromisu i mieszkańcy w jawnym głosowaniu na niego przystali. Za głosowały 64 osoby, dwie były przeciw – mówi W. Domańska. – Teraz „piłeczka” jest po stronie Urzędu Marszałkowskiego. Czekamy na pisemne potwierdzenie obietnic. Protestować nie przestajemy, ale będzie to nadal protest pokojowy – dodaje mieszkanka Zażółkwi.
Mieszkańcy wsi apelują też do policji o częstsze patrole. – Bywało kiedyś, że policja ustawiała się z radarem i kierowcy zwalniali. Było bezpiecznie. Teraz drogówki prawie nie widać, dlatego samochody jeżdżą bardzo szybko – podkreśla jeden z nich. (mg)