Nie ma chorych, bo nie ma testów?

Jeżeli kogoś jeszcze dziwi mała liczba chorych na korona wirusa, to już spieszymy z wyjaśnieniem. Dzieje się tak dlatego, ponieważ szpitale i sanepidy rękami i nogami bronią się przed wykonywaniem testów, ale też wprowadzają potencjalnych chorych w błąd a lokalne szpitale narażają na zamknięcie.

Stan przebadanych na Piątek 27.03.2020 – 11 testów – 0 z wynikiem pozytywnym

Do piątku (20 marca) na obecność koronawirusa w organizmie przebadano zaledwie troje mieszkańców powiatu włodawskiego, które miały potwierdzony kontakt z osobami mogącymi mieć styczność z chorobą. U całej reszty „podejrzanych” stosuje się tylko i wyłącznie środki zapobiegawcze w postaci kwarantanny.

Ale i ta nie dotyczy wszystkich, czego dowodzi przykład pana Macieja z Hańska. W czwartek (19 marca) mężczyzna wraz z dwoma znajomymi wracał busem z pracy na budowie w Łodzi, które to miasto jest jednym z największych epicentrów wirusa w Polsce.

W trasie poczuł się źle: dostał gorączki, miał duszności, ból głowy i mięśni, czyli wszystkie objawy koronawirusa. Z trasy mężczyzna zadzwonił do szpitala zakaźnego w Puławach z prośbą o dalsze instrukcje. Tam dowiedział się, że oni nic do tego nie mają i żeby zadzwonił do chełmskiego Sanepidu. Tutaj znowu spotkał się ze ścianą. – Poradzono mi, bym udał się do domu, a swoich pasażerów wysadził po drodze – mówi mężczyzna.

– Nie było mowy o żadnych badaniach, czy robieniu testów. Dowiedziałem się jedynie, by myć ręce i szerokim łukiem omijać domowników w drodze do łazienki. Zaś mój rozmówca ze szpitala w Puławach poradził, żebym obserwował swoje objawy, a gdyby mi się pogorszyło, miałem zgłosić się do szpitala. Przecież gdybym był faktycznie zarażony, moja wizyta na SOR mogłaby spowodować całkowity paraliż szpitala – denerwuje się pan Maciej. I trudno mu się dziwić.

Na szczęście mężczyzna wykazał się zimną krwią i dużą odpowiedzialnością, bo zamiast wracać do domu, gdzie mieszka razem z żoną, dzieckiem i rodzicami, udał się do swojego budowanego dopiero domu. – Spędziłem noc na budowie, bo nie chciałem narażać moich bliskich. Dzisiaj gorączka ustąpiła, ale duszności ciągle mi dokuczają, więc spędzę w odosobnieniu więcej czasu – dodaje.

Inny przykład niekompetencji i komunikacyjnego chaosu naszych służb. Ratownik medyczny z Włodawy w poniedziałek (16 marca) zgłosił do dyspozytora Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Lublinie, że ma informacje o miejscu pobytu czterech osób, które wróciły z Niemiec i nie zgłosiły tego faktu Sanepidowi, tym samym nie poddając się kwarantannie.

Dyspozytor skierował go do włodawskiego Sanepidu, a stamtąd ratownik został odesłany do służb porządkowych. Ponowny telefon do CPR i tym razem dyspozycja, by kontaktować się ze Strażą Miejską. Dopiero ta instytucja wykazała zainteresowania i zareagowała na zgłoszenie. (bm)