Nie pójdą, jak chcieli…

11,3 tys. podpisów w formie papierowej pod apelem do prezydenta Krzysztofa Żuka o zakazanie organizacji marszu równości w Lublinie złożyła w ubiegłym tygodniu „grupa mieszkańców”. Towarzyszył im Tomasz Pitucha, miejski radny Prawa i Sprawiedliwości, który w nadchodzących wyborach parlamentarnych kandyduje do Sejmu. Tymczasem organizatorzy marszu po raz kolejny muszą zmienić jego trasę.


Jeszcze niedawno radny Pitucha mówił, że podpisów w formie papierowej zebrano ok. 7 tysięcy. Po podliczeniu okazało się, że jest ich znacznie więcej, bo ok. 11,3 tys. Czy to dobry wynik? – To każdy oceni różnie. Uważam, że w stosunku do naszego nakładu pracy jest to bardzo dobry wynik i za to dziękuję mieszkańcom, choć są tacy krytycy, co podkreślają, że to jest śmiesznie mały wynik – powiedział radny, zwracając na uwagę, że „wielki hejt panuje w związku z tym, że jakieś osoby krytykują tego typu parady”.

Organizatorzy marszu „chcą pokazać, że bycie gejem, lesbijką, to nic wstydliwego”. Wydarzenie krytykują jednak przedstawiciele środowisk konserwatywnych, którzy nie wierzą w szczerość intencji środowiska LGBT. – Pamiętamy, co działo się w ubiegłym roku i co dzieje się przy okazji marszów w innych miastach. Domagamy się, aby zakaz został wydany w oparciu o artykuł 72 konstytucji („Każdy obywatel ma prawo domagać się od władz publicznych ochrony dzieci i młodzieży przed demoralizacją) – wyjaśnia Tomasz Pitucha, który uważa, że „szacunek do osób LGBT nie stoi w sprzeczności z domaganiem się zakazu marszu, a prawo do wolności zgromadzeń nie jest absolutne”. – Trzeba go zestawić w kontekście szkód społecznych, jakie dane zgromadzenie może przynieść, dlatego z pełnym przekonaniem składamy te podpisy – dodał.

Zbiórka podpisów pod apelem do prezydenta jest kontynuowana w wersji elektronicznej.

– Podjęliśmy współpracę z portalem citizenGO, który zbiera podpisy pod różnymi petycjami. Zachęcam, aby wejść na mój profil facebookowy i tam są linki do strony citizenGO – mówi radny Pitucha. Zbieranie podpisów w formie cyfrowej ma się zakończyć kilka dni przed planowanym terminem marszu (28 września). – Prezydent ma na wydanie zakazu tak naprawdę 72 godziny przed marszem. Postaramy się zbierać podpisy do 4-5 dni przed marszem, aby prezydent mógł zobaczyć, ile tych podpisów jest i liczymy na to, że ten zakaz wyda – dodaje radny.

Tymczasem organizatorzy marszu równości po raz kolejny musieli zmienić trasę. Pierwotnie uczestnicy mieli wyruszyć z palcu Zamkowego, ale okazało się, że w tym miejscu i w tym samym czasie planowana jest przysięga lubelskich „terytorialsów”. Kolejna wersja zakładała, że marsz wyruszy z placu Teatralnego i zakończy się na al. Unii Lubelskiej. Następnie organizatorzy chcieli, aby marsz wyruszył z placu Teatralnego i wrócił niemal w to samo miejsce. Miałby przejść al. Racławickimi, skręcić w Lipową, następnie skręcić w Narutowicza, skręcić w Głęboką, skręcić w Sowińskiego, następnie skręcić w al. Racławickie i dotrzeć pod CSK. Okazuje się, że wyruszenie z placu Teatralnego również nie będzie możliwe, bo w tym czasie planowany jest tam piknik. Ostateczna decyzja co do przebiegu trasy jeszcze nie zapadła.

Przypomnijmy, że pierwszy marsz równości przeszedł ulicami Lublina 13 października ubiegłego roku. Zgromadził około półtora tysiąca osób. Równolegle z marszem odbyła się kontrmanifestacja. Doszło do zamieszek, a policja zatrzymała około 20 osób. Kilka dni przed planowanym terminem marszu prezydent Krzysztof Żuk zakazał jego organizacji, powołując się na względy bezpieczeństwa. Organizatorzy złożyli odwołanie do Sądu Okręgowego w Lublinie, który podtrzymał decyzję prezydenta. Organizatorzy złożyli jednak kolejne odwołanie, tym razem do Sądu Apelacyjnego, który uchylił wcześniejszą decyzję. W tym roku możliwy jest podobny scenariusz.

Grzegorz Rekiel