Nie wiedział, że go gonią

– Nie zatrzymał się do kontroli i uciekał przed policją – twierdzą mundurowi. – Nie popełniłem żadnego przestępstwa, normalnie jechałem i nie miałem pojęcia, że jestem ścigany. Przecież nie miałem do tego żadnego powodu – mówi podejrzany. Oto przykład na to, jak różnie może wyglądać jedna sytuacja z perspektywy dwóch osób.

– W piątek (25 maja) policjanci z Woli Uhruskiej na drodze nr 816 w miejscowości Uhrusk zauważyli jadący bez wymaganych świateł Volkswagen Vento i podjęli próbę zatrzymania go do kontroli drogowej – mówi Bożena Szymańska z KPP we Włodawie. – Na wydane sygnały do zatrzymania kierujący najpierw zwolnił, włączył kierunkowskaz sugerując, że zjeżdża na pobocze, a następnie gwałtownie przyśpieszył, skręcił w drogę szutrową i rozpoczął ucieczkę. Policjanci ruszyli w pościg używając sygnałów błyskowych i dźwiękowych. Kierujący nie reagował na wydawane sygnały do zatrzymania i z dużą prędkością uciekał w kierunku miejscowości Siedliszcze, tracąc wielokrotnie panowanie nad pojazdem, zjeżdżał na pobocze, wpadał w poślizg, zajechał drogę kierującemu ciągnikiem i stworzył zagrożenie dla kierującego, który musiał zjechać z drogi, by nie doszło do zderzenia. Kierujący volkswagenem, mimo niebezpiecznych sytuacji, kontynuował ucieczkę drogą szutrową aż dojechał do swojego domu w Siedliszczu. Tam został zatrzymany. Okazał się nim 29-latek z gminy Wola Uhruska. Po dwukrotnym sprawdzeniu stanu trzeźwości policjanci potwierdzili, że jest trzeźwy. Na pytania, dlaczego uciekał, szczerze oświadczył, że nie chciał dostać mandatu za brak świateł i stan pojazdu. Z uwagi na stan techniczny pojazdu zatrzymany został dowód rejestracyjny, a w związku z ucieczką przed policyjną kontrolą zatrzymane zostało- także prawo jazdy. Mężczyzna odpowie za popełnione przestępstwo, za które grozi do 5 lat pozbawienia wolności oraz popełnione wykroczenia – wyjaśnia pani rzecznik.

A tak całe zdarzenie wyglądało z perspektywy 29-letniego mieszkańca Siedliszcza. – Wracałem do domu – mówi. – W Uhrusku, tuż za cmentarzem, chciałem skręcić w prawo w drogą gruntową. Kilkadziesiąt metrów dalej, za skrzyżowaniem i przystankiem autobusowym stał radiowóz. Nie miałem pojęcia, że policjanci chcieli mnie zatrzymać do kontroli, bo wcześniej włączyłem kierunkowskaz i zjechałem w drogę gruntową. Będąc już na niej wyłączyłem światła i jechałem w stronę domu.

Kawałek dalej jechał ciągnik, który zjechał na bok, bym mógł przejechać. Gdy byłem już na podwórku, na posesję wjechał radiowóz, policjant dzielnicowy wyciągnął mnie na zewnątrz, rzucił na maskę i skuł. Nie wiedziałem w ogóle, co się dzieje. Gdy zacząłem pytać, o co chodzi krzyczał: „Mało ci, ku… kłopotów” i tym podobne wyrażenia. Towarzyszący mu dwaj policjanci w cywilu zachowywali się bardzo spokojnie. Dwa razy przebadano mnie alkomatem, a gdy nic nie wyszło, sprawdzono mnie na obecność narkotyków. I tym razem byłem czysty. Okazało się, że moim przewinieniem było niezatrzymanie się do kontroli drogowej i ucieczka, a przecież ja tylko sobie spokojnie jechałem. Policjanci, którzy podobno gonili mnie przez dwa kilometry drogą gruntową nie używali żadnych sygnałów.

O tym, że za mną jadą dowiedziałem się dopiero na swoim podwórku, bo w lusterku, w chmurach kurzu nie miałem pojęcia, że są za mną. Mam świadków na to, że nie mieli włączonych kogutów ani sygnałów dźwiękowych, gdy podjeżdżali na moją posesję. Czy tak wygląda policyjny pościg? – pyta zbulwersowany pan Radosław. – Finalnie, gdy okazało się, że jestem trzeźwy, pan dzielnicowy przeszukał mój samochód. Nie mając do czego się przyczepić, wystawił mandat za łyse opony, za co zatrzymał też dowód rejestracyjny. Natomiast za rzekomą ucieczkę zatrzymał mi prawo jazdy. Jestem jedynym żywicielem rodziny, bez samochodu nie mogę dojechać do pracy, czy na pole. Tak działa nasza woleńska policja. Są nastawieni tylko na karanie. Nie ma tygodnia, by do Urzędu Gminy nie wpływała na nich jakaś skarga, a przecież jakieś granice muszą być – denerwuje się mężczyzna. Czyja będzie racja, rozstrzygnie zapewne sąd. (bm)