Niech tatuś się obudzi!

Emilka ma dopiero pięć lat, Sebastian niecałe dwa. Ciągle pytają, kiedy ich kochany tatuś się obudzi. Paweł Idźkowski, który półtora roku temu uległ wypadkowi podczas pracy w Belgii, nie mówi, nie chodzi. Ale dzięki intensywnej rehabilitacji w ośrodku pod Iławą, jest z nim kontakt. Rodzina musiała jednak przerwać przynoszące wielką poprawę leczenie z powodów finansowych. Wesprzyjmy zbiórkę! Pomóżmy Pawłowi wybudzić się na dobre i wrócić do stęsknionych bliskich.

O tragedii rodziny z Chełma pisaliśmy w „Nowym Tygodniu” we wrześniu 2018 r. Kilka tygodni wcześniej ich życie legło w gruzach. Rodzina mieszkała wtedy od paru lat w Belgii, gdzie Paweł pracował na budowie. 2 sierpnia 2018 r. mężczyzna spadł z rusztowania uderzając głową w beton. Upadek z kilku metrów. Wołał jeszcze podobno swoją żonę i brata, jakby wzywał ich pomocy.

Potem stracił przytomność. Karetka przewiozła go do szpitala, gdzie od razu trafił na stół operacyjny. Sześć godzin trwała rozpaczliwa walka o jego życie. Jego żona, Wioletta, wspomina, że to był czas wypełniony łzami, niepewnością i modlitwą o to, by Paweł przeżył. Miał przecież rodzinę, dwoje maleńkich dzieci, które jeszcze nie były świadome tego, co się stało.

Dobę po operacji lekarz zapytał się Wioletty, czy wyraża zgodę na pobranie organów Pawła. Nie zgodziła się. Paweł przecież nadal żył. Wkrótce zaczął samodzielnie oddychać, ale nie odzyskał przytomności. Wioletta wiedziała, że musi zrobić wszystko, aby pomóc wyjść mężowi ze śpiączki. Znalazła ratunek w Polsce, w ośrodku rehabilitacyjnym pod Iławą, gdzie pod okiem wybitnego specjalisty prof. Talara, Paweł został poddany rehabilitacji i zaczął robić ogromne postępy.

– Pojechaliśmy do ośrodka rehabilitacyjnego pod Iławą całą rodziną – mówi Wioletta. – Nawet nasze dzieciaki uczestniczyły w zajęciach stymulacji. Rehabilitacja trwała całymi dniami, a my już po pierwszym miesiącu widzieliśmy ogromne postępy. W Belgii lekarze powiedzieli, że nawet jeśli Pawełek przeżyje, będzie jak „roślinka” – nie ruszy nawet ręką.

Tymczasem mąż dzisiaj samodzielnie potrafi jeść i napić się z kubka, poprawnie wskazuje kolory na kartkach, uśmiecha się, gdy do niego mówię. Potrafi poprawnie pokazać odpowiedź na pytania zadane we wszystkich językach, jakie znał. Podnosi lekko ręce, a kiedy do niego mówimy, rozpoznaje nasze głosy. Umie liczyć pokazując cyfry na palcach. To znak, że jest z nami, chociaż uwięziony we własnym ciele. Wciąż jednak nie otwiera oczu, mimo że miał wykonany zabieg podciągający powieki. Przyklejamy mu je, by mógł cokolwiek widzieć. Paweł nadal jednak nie mówi, nie chodzi.

Rehabilitacja w ośrodku „Gołębi Dwór” koło Iławy była bardzo kosztowna. Pobyt kosztował ponad 20 tys. zł. Leczenie było możliwe dzięki pieniądzom ze zbiórek. Niestety, w listopadzie ub.r. Wioletta podjęła decyzję o wyjeździe do Belgii, gdzie rodzina ma swój dom, bo zabrakło pieniądzy na dalszy pobyt Pawła w ośrodku. Wioletta opiekuje się mężem i dziećmi.

W Belgii Paweł ma zapewnione tylko kilka godzin rehabilitacji tygodniowo, ale to za mało. Wioletta już zauważyła, że nastąpił u niego regres. Chce, aby mąż wrócił do Polski do ośrodka pod Iławą, gdzie zaczął odzyskiwał sprawność. Rodziny jednak na to nie stać. Niedawno Wioletta zorganizowała za pośrednictwem Fundacji „Siepomaga” zbiórkę pieniędzy na stronie internetowej https://www.siepomaga.pl/budzimy-pawla.

– Emilka ma dopiero pięć lat, Sebastian niecałe dwa. Bardzo tęsknią za swoim kochanym tatusiem – mówi Wioletta. – Pytają ciągle, kiedy się obudzi, kiedy do nich wróci. Sebuś nie pamięta już chyba taty sprzed wypadku. Widzę, jak Paweł walczy o każdy dzień, najmniejszy nawet postęp. Sam jednak, bez pomocy, nie da rady wrócić. Serce mi pęka, gdy patrzę, jak nasze dzieci cierpią. Widzą, że tatusiowie innych dzieci odprowadzają ich do przedszkola, bawią się z nimi, rozmawiają. Paweł nadal tkwi w więzieniu swojego ciała. Proszę, pomóżcie mu się uwolnić.

Siostra Wioletty, Dominika, na co dzień mieszka w Chełmie i stara się, jak może, aby pomóc najbliższym. Prowadzi m.in. zbiórkę nakrętek. Planuje też koncert charytatywny na rzecz swojego szwagra. Każde wsparcie organizacyjne będzie mile widziane.

– Nie możemy dopuścić do tego, aby ten wysiłek Pawła i polskich lekarzy poszedł na marne. Paweł już tak wiele osiągnął. On musi wrócić do życia, do swoich dzieci, do nas! – mówi Dominika. (mo)