Nienarodzony, lecz już chory śmiertelnie

W lutym 2020 r. na świat ma przyjść nowy mieszkaniec Krasnegostawu – Tymoteusz Skrajnowski. Niestety, szczegółowe badanie wykazało, że cierpi na poważną wadę serca HLHS i jego życie jest śmiertelnie zagrożone. Rodzice nienarodzonego jeszcze Tymka zbierają pieniądze na jego operację.


Kiedy inne mamy w 7 miesiącu ciąży szykują wyprawkę, wybierają wózek albo łóżeczko, Joanna Skrajnowska z Krasnegostawu drży ze strachu. – Widzę małe ubranka i boję się nawet myśleć, co będzie, jeśli się nie uda. Cały czas powtarzam Tymusiowi, żeby wytrzymał, a mama zrobi wszystko, by żył – mówi kobieta.

Szczęśliwa i kochająca się rodzina – tacy byli Joanna, jej mąż Przemysław oraz 17-miesięszczny Olek, pierwsze dziecko państwa Skrajnowskich. – Zawsze marzyliśmy o dwójce dzieci z niedużą różnicą wieku, dlatego przed pierwszymi urodzinami naszego synka zdecydowaliśmy się na drugie dziecko. Dwie kreski na teście ciążowym sprawiły, że byliśmy przeszczęśliwi. Niestety, tylko do dnia diagnozy… – opowiada Joanna. W 22. tygodniu ciąży Skrajnowscy pojechali na USG.

– W końcu mieliśmy poznać płeć dziecka, po raz kolejny usłyszeć bicie jego serduszka. Mąż po raz pierwszy towarzyszył mi podczas tego badania. Trwało długo – na tyle długo, że zaczęliśmy się bać. W trakcie mąż zadał pytanie: „Czy już wiadomo, czy będzie chłopczyk, czy dziewczynka?”. Mina lekarza była poważna. Po chwili odpowiedział, że to chłopczyk, ale nie to jest teraz najważniejsze. Zaraz potem dodał, że widzi nieprawidłowy obraz serca. Nie takiej informacji spodziewa się przyszła mama. Do domu wracałam zalana łzami…

Po kolejnych badaniach zapadła diagnoza: krytyczna wada serca – HLHS. Zespół niedorozwoju lewego serca (HLHS) – ze skrajnie restrykcyjnym, praktycznie zamkniętym otworem owalnym. U Tymusia nie wykształciła się lewa komora serduszka i wszystkie jej struktury – zastawki, aorta. Było jeszcze gorzej niż państwo Skrajnowscy przypuszczali. – Pani profesor poinformowała nas, że życie naszego dziecka jest bardzo zagrożone, zdecydowanie bardziej niż innych dzieci z tą wadą, a rokowania są bardzo złe ze względu na praktycznie zamknięty otwór owalny. Jego całkowite zamknięcie będzie oznaczać najgorsze, śmierć. Nasze dziecko nie jest nawet bezpieczne w moim brzuchu… – mówi Joanna.

Jeszcze całkiem niedawno Skrajnowscy wspierali zbiórkę na Marcinka – chłopca z tą samą wadą. Nie wyobrażali sobie nawet, przez jaki koszmar muszą przechodzić jego rodzice. Teraz sami czują to samo. – Nie mogliśmy w to wszystko uwierzyć. Rozpacz, bezradność – nasze emocje sięgnęły zenitu. Czy może być coś gorszego niż strach o życie własnego dziecka? Wracaliśmy do domu przybici i zapłakani. Na szczęście w domu czekał na nas nasz ukochany niespełna półtoraroczny synek.

Tylko dzięki niemu jeszcze się trzymamy. Obiecaliśmy sobie, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by nasz Tymuś żył. Zaczęliśmy działać. Wiedzieliśmy o Marcinku, ale szybko znaleźliśmy też inne, podobne historie do naszych. Wielu dzieciom udało się wygrać walkę ze śmiercią – żyją i mają się dobrze. Otrzymaliśmy informację, że jak najszybciej mamy umówić się na wizytę u prof. Edwarda Malca. To wybitny kardiochirurg, który jako pierwszy przeprowadził w Polsce operację dziecka z wadą serca HLHS i ma największą wiedzę i doświadczenie w tego rodzaju operacjach. Aktualnie prof. Malec operuje wyłącznie w Niemczech.

Aby Tymek mógł przyjść na świat w klinice w Munster i przejść pierwszą, najbardziej ryzykowną, operację ratującą jego życie, potrzebne są ogromne pieniądze. Czasu zostało niewiele. Termin porodu wypada na koniec lutego, ale pani Joanna musi stawić się w klinice już 3-4 tygodnie przed narodzinami Tymoteusza. Zostały zatem niecałe dwa miesiące. – Prosimy, pomóż nam ratować najważniejsze, co mamy – życie naszego dziecka! – apelują Skrajnowscy.

Zbiórka na leczenie Tymka odbywa się pod adresem: www.siepomaga.pl/tymek. (kg)