Niepodległość jest kobietą

fot. Mirosław Trembecki

Rocznica powstania Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej była w Lublinie okazją do okolicznościowej debaty. Tygodnik „Polityka”, Urząd Miasta Lublin i Wydział Politologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej zorganizowali ją 7 listopada w miejscu, gdzie dokładnie 98 lat wcześniej powstał lubelski rząd Daszyńskiego.

niepodleglosc-jest-kobieta-str-10-fot-miroslaw-trembecki-2
fot. Mirosław Trembecki

Historyczną aulę jego imienia wypełnili słuchacze dyskusji „Niepodległość jest kobietą. Rzeczpospolita jako projekt emancypacyjny”. Czy ten aspekt niepodległościowych dążeń polskich patriotów może inspirować do refleksji nad obecną Polską? Nas, współczesnych?
– Tak – mówią badacze, gdyż ówczesne państwo zaplanowano jako instrument budowy lepszego, sprawiedliwego i otwartego społeczeństwa, lecz ten projekt, podobnie jak dziś, musiał stale konfrontować się z wizją Polski tzw. narodowców. Siłę konfrontacji określiło zabójstwo Gabriela Narutowicza, pierwszego prezydenta II RP.
Czy o takim początku polskiej państwowości pamiętają organizatorzy i uczestnicy marszów, gdy idą pod hasłami i symbolami sprzecznymi z duchem listopada 1918 r.? – zastanawiali się animatorzy debaty.
Przed Świętem Niepodległości zawsze warto pamiętać, że już 7 listopada, nim Józef Piłsudski odzyskał wolność i powrócił z Niemiec, w Lublinie powstał Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej z Ignacym Daszyńskim na czele. Choć trwał zaledwie kilka dni, był pierwszą komórką odradzającego się organizmu Polski – zostawił po sobie „Manifest do Ludu Polskiego” definiując Rzeczpospolitą jako nowoczesny projekt państwa.
„Manifest” podnosił najważniejsze tezy przyjętego w 1892 r. programu Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS). Ta uznała, że jedynym sposobem realizacji zadań socjalnych jest niezawisłe, własne państwo – republika uznająca prawa obywatelskie i polityczne dla wszystkich, bez względu na płeć, wyznanie, narodowość. Właśnie to głosiła odezwa rządu Daszyńskiego, zapowiadając m.in. 8-godzinny dzień pracy i prawo wyborcze dla kobiet.
Przypominał o tym otwierający spotkanie red. Edwin Bendyk, publicysta tygodnika „Polityka”. W debacie, która zgromadziła publiczność w sali Pałacu Lubomirskich, towarzyszyły mu cztery kobiety.

Kobieta to walka, upór, siła…

fot. Mirosław Trembecki
fot. Mirosław Trembecki

Bo kobieta jest waleczna, zdeterminowana, a czasem nieobliczalnie silna. A kobieta upokarzana i zniewolona dąży w końcu do swej niepodległości – argumentowały uczestniczki dyskursu.
– Wolność formalna nic nam nie daje, ale już wolność realna to możność robienia czegoś, obudowana wsparciem państwa. Nasze postulaty socjalne są też polityczne. Dopiero polityka socjalna daje pole do pełnej emancypacji. Wzorce tego były już przed stu laty, w „Manifeście” rządu lubelskiego – twierdzi Agata Czarnacka, filozofka polityki z UW, inicjatorka kobiecych protestów.
– Dlaczego kobiety nie przebijają „szklanego sufitu”, nie wygrywają w wyborach, a później mają wszystkim za złe? – pytała retorycznie prof. dr hab. Ewa Maj, szefowa Zakładu Myśli Politycznej Wydziału Politologii UMCS. I apelowała do kobiet, by brały lekcje aktywności z kart historii, od 1907 r. – Znajdziemy tam i procesy społeczne, które do dziś są dla nas ważne, i wielkie postacie, które za nimi stały. Nie tylko kobiece, bo w Polsce to Witos wpadł na pomysł emancypacji.

Udział kobiet-intelektualistek zaangażowanych w ten ruch na długo przed „Manifestem” akcentowała Jolanta Prochowicz ze Stowarzyszenia Homo Faber: – Tak mało z ich dorobku korzystamy. Dlaczego znane działaczki Solidarności później pominięto, choćby w przełomie 1989 r. i wszystkie pomnikowe role okresu przemian należą do mężczyzn? – wypominała działaczka. Jako wyzwanie traktuje „otrzepanie” z pyłu historii kobiecych aktywistek, by móc czerpać z ich dorobku. Przypomina, jak dopominając się o prawa wyborcze, niewiasty stukały do okien willi Piłsudskiego parasolkami, bo akurat mokły wtedy w deszczu.
Ciekawa to paralela, gdy niedawno właśnie parasolkami kobiety dobijały się o respektowanie swoich praw podczas czarnych protestów, w całym kraju.
Szukanie współczesnych bohaterek
Swoje lekcje historii winniśmy uzupełnić, przywołując choćby dorobek takich bojowniczek o prawa kobiet, jak Skłodowska, Konopnicka, Kosmowska, Dulębianka – argumentowały uczestniczki debaty i apelowały, żeby nie pomijać ważnych postaci kobiet będących symbolami dzisiejszej emancypacji.

Dział społeczny „Polityki” żyje tą tematyką, twierdzi jego szefowa Martyna Bunda, : – Notujemy reporterski pęd szukania bohaterek o takich cechach, by potwierdzać aktualne dążenia kobiet. Mają one szczególną wrażliwość społeczną. To nie przypadek, że teraz panie tak dobitnie w sferze publicznej dopominają się o przysługujące im prawa – w końcu opierają się na dziejowych wzorcach – mówiła.
Zdaniem Martyny Bundy trzeba przywrócić rangę pojęcia „społeczeństwo”. Bo dziś i historię, i sprawy bieżące relacjonuje się dziwnie jakoś bez tła konkretnych społeczności. Polska pełna jest troski o honor, ojczyznę, flagę… Mało słyszy się debat na temat realnych problemów kobiet w aspekcie społeczeństwa, nie tylko ich samych.
– To prawda – uzupełniała Czarnacka. Są obecnie zalecenia, by Polaków nauczać głównie ich historii na zasadzie „pieśni o czynach zbrojnych”, o wielkich postaciach wojen. Wdraża się to, zamiast uczyć o ważnych procesach społecznych. Bowiem historia walki kobiet jest społeczna, nie militarna. Ważniejsze dla wszystkich, nie tylko kobiet, mogą być dzieje tkactwa i haftu, które decydowały o gospodarce całego regionu, jak na Kaszubach.
Uczestniczki stwierdziły, że na szczęście dziś znów notuje się dużą energię kobiet do wsparcia dziejowych przemian. Szczególnie widać to wśród tych wykształconych, w ośrodkach miejskich, takich jak Lublin.

Te społeczne dążenie pań są widoczny również w małych miejscowościach, gdzie swe projekty prowadzi Homo Faber, zwróciła uwagę Jolanta Prochowicz: – Bywa, że ktoś podkopuje nasz autorytet, mówiąc o nas: wariatki, a nawet gorzej. Jednak widać tam chęć i energię kobiet do zmian ich statusu życia.

Wyjść poza pułapkę feminizmu

Redaktor Edwin Bendyk przytoczył spostrzeżenie wybitnego socjologa francuskiego Alaina Touraine’a, który badając różne trendy społeczne, stwierdził, że kobiety mogą zostać nowym podmiotem i motorem procesów historii. Jednak zaobserwował, że francuskie panie nie sprostały temu, bo w (jego) oczekiwaniach co do postępowych projektów, działań dla szerszych grup społecznych nie wyszły jednak poza swoje interesy i emocje.
Nie zrażajmy się – żartował redaktor. – Fakt, że kobiety gdzieś tam nie stały się „podmiotem uniwersalnym” – jak oczekiwał badacz, a utkwiły w pułapce feminizmu, nie przekreśla nadziei w Polsce, że nasze panie to potrafią.
– Jak to będzie u nas? – pytał. – Czy ten październikowy ruch kobiet przekuje się na programy działań zmieniające politykę, czy pozostaną to tylko kobiece emocje?
Agata Czarnacka przypomniała konkret: Polski Strajk Kobiet wystosował petycję pt. „Dość pogardy i przemocy wobec kobiet”, obejmujący 11 punktów, która rozpaczliwie woła o bezpieczeństwo i szacunek dla tej płci licząc na milionowy odzew. Do 14 listopada można jeszcze podpisać ją, kierując się hasłem w Internecie. – Uznaję to działanie za uniwersalne, mogące służyć wszystkim Polakom, nie tylko kobietom. Mężczyźni też mogą być feministami – podkreślała.
A w trybie głosów z sali: m.in. Henryka Strojnowska (PO) podkreślił rolę Kongresu Kobiet: – Jeśli ktoś z nami obecnie walczy, znaczy już nas nie ignoruje, jesteśmy ważne – skwitowała. Później Danuta Kuroń długo wspominała żywiołową aktywność kobiet w inicjatywach wspólnotowych Warszawy. Z kolei Krzysztof Kamiński, lubelski adwokat, wskazał na czysty zysk z protestu kobiet w postaci pogłębionej debaty społecznej… i to wielu innych środowisk. – A uzyskujemy to dzięki nieugiętej postawie Polek, którym zabrano godność osobistą – oznajmił.

W ożywionej dyskusji łączono przeszłość z teraźniejszością, rozmawiając o lepszej przyszłości, nowych formach podmiotowości politycznej, o aktualności „Manifestu do ludu polskiego” z 1918 r. Taka otwarta postawa uczy ludzi najwięcej, jak stwierdził w podziękowaniach prodziekan Wydziału, prof. dr hab. Marek Pietraś.
Salon „Polityki” to cykl spotkań odbywających się od lat na Wydziale Politologii UMCS. Pieczę nad tym wydarzeniem ma dziekan Wydziału – prof. dr hab. Iwona Hofman. Gośćmi Salonu bywają wybitni dziennikarze i publicyści oraz ludzie związani ze światem mediów.
Marek Rybołowicz