Niewierność i niestałość

Był wielki sukces, długo oczekiwana, prawdziwie lubelska premiera i zapowiedź odnowienia wizerunku lubelskiego Teatru Muzycznego, a skończyło się awanturą, przerzucaniem zarzutami, zdjęciem przedstawienia i ogólnopolskim wstydem. Nie zobaczymy już ani nie posłuchamy „Fidelitas – Suity Lubelskiej”.

Bierny, mierny, ale związkowy!

„Fidelitas…” był muzycznym wydarzeniem ostatniej jesieni, opowieścią o mieście, jego mieszkańcach, dziedzictwie i tradycji przedstawioną w siedemnastu odsłonach – multimedialnych, wytańczonych i wyśpiewanych ku zachwytowi lubelskiej widowni, poczynając od Julii – siostry Juliusza Cezara, przez Leszka Czarnego, freski w kaplicy zamkowej, Widzącego z Lublina, aż po mroczne czasy ostatniej okupacji. Sam tytuł pochodzi wprost z łacińskiej dewizy naszego miasta: „Fidelitatem et Constantinam”, czyli „Wierność i Stałość”. Niestety, w tym przypadku obu zabrakło…
Szerszenie bywają bardziej pełne chęci do współpracy niż muzycy, stąd nagłe zdjęcie zaplanowanych na kwiecień przedstawień „Suity…” nie powinno dziwić, ale już tryb, w jakim dokonano takiego wykastrowania repertuaru teatr, do typowych nie należy. Oto sztukę, z wielką pompą prezentowaną od listopada 2017 r. utrącono w drodze… głosowania na zwołanym nagle przez dyrekcję zebraniu związków zawodowych i przedstawicieli załogi. Poszło o artystów doangażowanych do spektaklu z zewnątrz, a mających tę zasadniczą wadę, że grających nieco lepiej od niektórych zasłużonych działaczy związkowych z teatru. I tak do twórców „Fildelitas…” wysłano z miejsca zawieszenie (a faktycznie – zerwanie) współpracy. „I tak was bardzo lubię” – odpisał spokojnie twórca muzycznej strony przedsięwzięcia Michał Jurkiewicz.

Skazani na prowincjonalność?

Bardziej rozmowny – i rozgoryczony okazał się autor sztuki, Jerzy Łysiński: – Innego komunikatu niż anons w zakładce „kup bilety” – „spektakl odwołany” – nie ma. Powiem tylko tyle: tworząc „Fidelitas…” myślałem o tym konkretnym teatrze. We wszystkich dokumentach strategicznych instytucji kultury pisze się zawsze o tym, że ważnym zadaniem jest budowanie lokalnej tożsamości. Historia Lublina jest niezwykle fascynująca i znakomicie nadaje się do stworzenia teatralnej epopei. Zainspirowała mnie historia teatru miejskiego w Legnicy, który wypłynął na szerokie teatralne wody spektaklem „Ballada o Zakaczawiu”, osnutym na powojennej historii tego miasta. Spektakl dotyczący partykularnych dziejów stał się głośny w całej Polsce a teatr pozyskał dodatkowe finansowanie i został uznany za jedną z ciekawszych scen w Polsce. Z całym szacunkiem dla innych produkcji w TM w Lublinie teatr ten nie uzyska rozgłosu przez eksploatacje hiszpańskiej operetki… Wizyta ministra kultury pokazywała, że można było znakomicie wykorzystać ten spektakl choćby po to, by ubiegać się o współfinansowanie. Razem z Michałem dążyliśmy do nagrania płyty, która promowałaby zarówno miasto jak i teatr i to jest blokowane. Nie wiem dlaczego skazano ten spektakl na powolną śmierć… szkoda… – zakończył smutno autor.
I to jest kolejny, bodaj poważniejszy aspekt całej tej aferki. Premiera „Fidelitas…” odbyła się w ramach projektu finansowanego przez ministerstwo kultury i dziedzictwa narodowego, a zerwanie współpracy może dla ubożuchnego lubelskiego Teatru oznaczać konieczność zwrotu całości dotacji. Mamy więc ogólnopolski wstyd, bo zaangażowani w spektakl artyści po całej Polsce roznieśli już wiadomość, że z lubelską operetką trudno współpracować. W perspektywie ewentualny problem finansowy no i strata dla melomanów. Niestety, tego by nawet Widzący z Lublina nie przewidział… TAK