Ocaleni spotkali się z młodzieżą

O swoich przeżyciach opowiadali (od lewej): Zdzisław Badio, Janina Mielniczuk i Józef Psiuk

4 czerwca br. w Centrum Obsługi Zwiedzających Muzeum na Majdanku nieprzypadkowo spotkali się byli więźniowie KL Lublin oraz młodzież ze szkół w Krzesimowie i Jackowie z powiatu świdnickiego.


Tego dnia od 2006 r. na mocy uchwały sejmowej obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady. Zebrani najpierw obejrzeli film pt. „Wyszedłem z Majdanka… Majdanek nie wyszedł ze mnie”, złożonego z fragmentów relacji byłych więźniów na temat życia w obozie oraz poobozowych doświadczeń i traum.

Następnie głos zabrali ci, którzy przeżyli – członkowie Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych. Był wśród nich prezes lubelskiego oddziału wyżej wymienionego związku Zdzisław Badio, który trafił na Majdanek z łapanki jako 17-latek i po 4 miesiącach został zwolniony.

Na pytanie prowadzącego spotkanie, czy można ten okres wyprzeć z pamięci, odpowiedział, że po wojnie wszyscy byli więźniowie chcieli zapomnieć o Majdanku. „Dopiero jak odchodziłem na emeryturę, to dyrektor zajrzał w papiery i był bardzo zdziwiony, że się nie przyznałem. To się przyznałem. Tego się nie da zapomnieć. Ale jestem na emeryturze, mam wolny czas i jakoś to przetrawiłem” – podsumował.

Swoje przesłanie skierował do obecnej młodzieży – Wy już jesteście trzecie pokolenie po nas. Nie zmarnujcie tego okresu, swojej młodości – apelował.

Następnie głos zabrali wysiedleni jako dzieci z Zamojszczyzny: 6-letnia wówczas Janina Mielniczuk i 5-letni Józef Psiuk. Pani Mielniczuk podsumowała krótko: „Przeżyć nie da się wyprzeć zupełnie. Miałam 6 lat i 7 miesięcy. Często byłam świadkiem strasznych rzeczy. Często pytałam mamę: »Mamo, czy my będziemy żyły?« Mama odpowiadała: »Módl się, a na pewno wszyscy będziemy żyli«” Wspomniała też o znajomej 8-latce, która samodzielnie wynosiła ciało swojej zmarłej w nocy matki na apel. „Wtedy nie wiedziałam, dlaczego ludzie nie pomagali. Ludzie byli chorzy, wynędzniali”.

Wspomniała obozowe jedzenie – rano czarna kawa i kromka chleba, na obiad zupa z brukwi. „Tego nie mogłam jeść, z głodu zachorowałam”. Od pewnego momentu do obozu jedzenie zaczęło dostarczać PCK. „Dla małych dzieci było mleczko i bułeczka” – wspominała. A że była wówczas „wysuszona” – jak sama powiedziała, czyli wynędzniała i wyglądała na rękach siostry jak małe dziecko, ona też dostawała jedzenie dla maluchów. Po powrocie z Majdanka czuła lęk i strach, najwięcej w młodszych klasach podczas odpowiedzi. Dopiero jak wracała do ławki, przerażenie mijało.

Pan Józef Psiuk ze spacyfikowanej wioski Aleksandrówka stwierdził, że zazdrości swojej 6-letniej siostrze bliźniaczce, która wszystko zapomniała i usprawiedliwiał się: „Jako sześcioletnie dziecko zapamiętałem tylko najgorsze rzeczy”. Wspominał słowa matki: „Na apelu musisz stać w rządku. Jak nie będziesz stał w rządku, to pies na ciebie skoczy”. Chodziło o specjalnie szkolone psy załogi.

Szansą dla pana Józefa i jego rodziny na wyjście z Majdanka było wysłanie ich przez Niemców na roboty. Chłopiec był już wtedy chory. Mówiący po polsku członek załogi – może ze Śląska? – poradził matce, by wzięła go na ręce, bo inaczej „pójdzie do pieca”. Kiedy trafili do filii obozu na Krochmalnej, chłopca wysłano do szpitala Dzieciątka Jezus, gdzie leczony był przez 6 tygodni. Z oglądanej przez niego po latach karty szpitalnej wynikało, że cierpiał na m.in. na odrę i szkarlatynę. Potem rodzina tułała się po Lubelszczyźnie. Do powrotu do domu przekonały ich wieści, że do wsi wjechały sowieckie czołgi, na których widziano polskich żołnierzy.

Słuchaczami byłych więźniów była młodzież zamieszkująca okolice Krzesimowa – miejsca, gdzie po wojnie MBP zorganizowało obóz pracy, o którym mówiono, że był gorszy niż Majdanek. O godzinie 12.00 zgromadzeni udali się pod Pomnik-Bramę, gdzie nastąpiło uroczyste złożenie kwiatów oraz zapalenie zniczy w hołdzie ofiarom Majdanka. Plan spotkania, ze względu na tropikalny upał, trzeba było zmodyfikować – zamiast zwiedzać obóz, młodzi goście pozostali w sali konferencyjnej, by kontynuować spotkanie z prezesem Badio.

Joanna Dudziak

Dlaczego 14 czerwca?

Tego dnia w 1940 roku do obozu Auschwitz przywieziono z więzienia w Tarnowie pierwszy transport 728 Polaków, m.in. żołnierzy wojny obronnej 1939 roku próbujących przedostać się na Węgry, członków podziemnych organizacji niepodległościowych, gimnazjalistów, studentów i harcerzy, wśród nich także niewielką grupę polskich Żydów. Z tego transportu wojnę przeżyło 298 osób, zginęło 272, a losy 158 pozostają nieznane. Do dziś żyje tylko jeden więzień z tamtego transportu: 97-letni Kazimierz Albin.

KL Auschwitz był pierwszym niemieckim obozem koncentracyjnym w okupowanej Polsce. Wraz z założonym w 1941 r. obozem na Majdanku i obozem Stutthof stanowił jedno z głównych miejsc deportacji i wyniszczania Polaków – według szacunków trafiło ich tam ok. 150 tys. Blisko połowa z nich zginęła. W późniejszym okresie okupacji obóz stał się największym miejscem zagłady Żydów – zginęło ich tam ok. 1 mln. Jego ofiarami byli też m.in. Cyganie (21 tys.) i jeńcy sowieccy (15 tys.).