Odchodami w sąsiadów

Ekskrementy, zgniłe rybie głowy i flaki czy spleśniałe pomidory – takie niespodzianki na pace swojego dostawczaka znajdowała mieszkanka bloku nr 19 przy ul. 1000-lecia Państwa Polskiego. – Wiem, od kogo pochodzą te „niespodzianki”, ale dopóki za rękę nie złapię, powstrzymam się od kroków prawnych – mówi kobieta.
O sąsiedzkim sporze pomiędzy mieszkańcami bloku nr 19 pisaliśmy w jednym z poprzednich numerów. Poszło o to, że mieszkanka bloku parkuje swoje auto dostawcze na przyblokowym parkingu. To nie spodobało się jej sąsiadom. Postanowili maksymalnie utrudnić jej życie.
Wszystko zaczęło się jakiś rok temu, gdy na wniosek mieszkańców bloku na parkingu pojawiła się tablica z napisem zakazującym postoju m.in. autom dostawczym i ciężarowym. – Taka tablica nie jest znakiem drogowym i ludzie nie mają obowiązku się do niej stosować – mówi nasza rozmówczyni. Potwierdziła to Straż Miejska, której funkcjonariusze byli wzywani przez „zatroskanych” obywateli do interwencji jeszcze przed ukazaniem się artykułu. – Mój samochód parkuje przed tablicą. To jest teren miasta, a nie Spółdzielni Mieszkaniowej. Poza tym zajmuje tylko nieznacznie więcej miejsca i nie ma mowy o blokowaniu dwóch czy więcej miejsc postojowych. Zresztą, niektórzy lokatorzy mają po dwa samochody i nikt im nie robi problemów. Wbrew temu, co twierdzą sąsiedzi, nigdy nie parkuję z przyczepą, bo samochód nie ma haka holowniczego. Nikomu nie przeszkadzam, nikomu nie wadzę, a to, do czego posuwają się niektórzy sąsiedzi, woła o pomstę do nieba. Co ciekawe, chyba żadnemu z mieszkańców nie uprzykrza się życia tak, jak nam. Doszło do tego, że na pace samochodu znajdowałam odchody zapakowane w foliową torebkę, zgniłe, śmierdzące łby ryb czy spleśniałe pomidory – wylicza kobieta. – I to nie są żarty jakichś dzieci, tylko chamstwo dorosłych, uważających się za kulturalnych, ludzi. Ciężko żyć w takiej sytuacji – dodaje nasza rozmówczyni. Zarówno prawo, jak i prezes spółdzielni stoją po jej stronie, jeśli jednak konflikt wciąż będzie się rozwijał, rozwiązanie wydaje się być tylko jedno – zamknięcie parkingu, co odbije się nie tylko na bohaterach tej opowieści, ale na wszystkich mieszkańcach bloku. (bm)