Jak odrobić stratę 107 milionów?

Na dole pracują robotnicy, na górze walczą o władzę nad zakładem

Choć w ocenie zarządu sanacyjnego największym zagrożeniem dla będącego w restrukturyzacji chełmskiego „Sco-Paku” są jego dotychczasowi właściciele, to prezes Grzegorz Pleskot jest przekonany, że tylko on potrafi uzdrowić firmę. Nie wierzą w to ani wierzyciele, którym spółka zalega 107 mln zł, ani pracownicy zakładu. – Gdyby spółka znów trafiła w jego ręce, doprowadziłby do jej likwidacji, a my nie odzyskalibyśmy ani grosza – mówią. Koniec postępowania i głosowanie nad układem zbliżają się wielkimi krokami. Kto wygra grę o władzę nad jedną z największych chełmskich firm „Sco-Pak”?

W lipcu ubiegłego roku zarząd Sco-Paku został odsunięty od zarządzania firmą. Pieczę nad spółką otrzymał zarządca, wyznaczony, a następnie rozliczany z działalności przez sąd restrukturyzacyjny. To efekt rozpoczętego wówczas postępowania sanacyjnego, mającego wyprowadzić firmę z olbrzymich tarapatów finansowych i uratować zakład przed upadłością (zaległości wobec wierzycieli to aż 107 mln zł). Dotychczasowi właściciele (M. i G. Pleskotowie) przestali być decyzyjni, a z końcem grudnia 2016 r. prezes (G. Pleskot) otrzymał wypowiedzenie umowy o pracę. Zarządca zabronił mu też wejścia na teren zakładu. Nieoficjalnie wiadomo, że z powodu wykrycia przez zarząd sanacyjny, że szefostwo spółki zaciągało niekorzystne dla niej zobowiązania, a pieniądze wydawano w nieprzemyślany sposób. Jak mówią wtajemniczeni, od tamtej pory Pleskot notorycznie wysyła do sądu kolejne skargi i zażalenia.
– Gdyby restrukturyzacja nie doszła do skutku, Sco-Paku już by nie było – mówi jeden z wierzycieli. – Ponad sto milionów złotych długu nie pojawiło się z dnia na dzień. Mamy olbrzymi żal do Pleskotów. Wiedzieli, że ich firma chyli się ku upadkowi, a mimo to kupowali produkty i usługi bez pokrycia finansowego. Przez to wiele firm, z którymi współpracowali, doprowadzili na skraj bankructwa.
Powoli zbliża się końcowy etap postępowania sanacyjnego. Po zatwierdzeniu przez sąd planu restrukturyzacyjnego zwołane zostanie zgromadzenie wierzycieli. Ci będą głosować nad układem. Albo wierzyciele przystaną na propozycję dotychczasowego prezesa „Sco-Paku”, albo znajdzie się nowy inwestor. Choć termin jeszcze nie jest wyznaczony, nieoficjalnie mówi się, że zgromadzenie ma się odbyć w listopadzie. Gra o władzę nad Sco-Pakiem już się zaczęła. Na początku października do wierzycieli spółki trafiły „Zawiadomienia o nieprawidłowościach zarządcy oraz członków rady wierzycieli” wraz z wnioskiem o zmianę składu Rady Wierzycieli. Kilkustronicowe pismo, którym Pleskot miał zjednać sobie przychylność ludzi, dało odwrotny skutek. Rozjuszeni wierzyciele zapowiadają, że złożą pozew do sądu – ich zdaniem prezes działa jedynie na szkodę firmy.
– Nie damy się na to nabrać. Pleskot próbuje pogrzebać postępowanie sanacyjne. Pismo jest pełne oszczerstw i pomówień. Gdyby spółka znów trafiła w jego ręce, doprowadziłby do jej likwidacji, a my nie odzyskalibyśmy ani grosza. Postępowanie sanacyjne pozwoli spłacić nawet 70 proc. wierzytelności – mówią wierzyciele.
Prezes „Sco-Paku”, Grzegorz Pleskot, kategorycznie temu zaprzecza. Jak mówi, gdyby chciał ogłosić upadłość firmy, zrobiłby to już dawno, a to przecież on złożył wniosek o wszczęcie postępowania sanacyjnego, by ratować spółkę i spłacić wszystkie długi.
– Wybudowałem tę firmę od podstaw i wiem, co należy zrobić, aby ją uratować. Postępowanie sanacyjne miało w swym założeniu doprowadzić do spłaty wszystkich wierzycieli w 100 proc. Jednak celem, jaki został obrany przez Radę Wierzycieli w tymże postępowaniu, nie jest realna poprawa bieżącej sytuacji przedsiębiorstwa, a doprowadzenie do przejęcia spółki po zaniżonej wartości przez, prawdopodobnie, zagranicznego inwestora – mówi G. Pleskot. – Przedłożyliśmy sądowi kilka programów spłat zobowiązań, ale Rada Wierzycieli zdominowana przez Bank Zachodni WBK i Agencję Rozwoju Przemysłu nie zgadza się na żaden z nich. Obecny przebieg postępowania zmierza ku zaspokojeniu zobowiązań jedynie niektórych wierzycieli z pokrzywdzeniem pozostałych. Stoi to w sprzeczności ze zgłoszoną przez nas intencją sanacji.

Panu już podziękujemy

Równie oburzeni jak wierzyciele spółki są pracownicy Sco-Paku. Mówią wprost: – Nie chcemy powrotu Pleskotów. Od kiedy nie ma prezesów, pensje są na czas, nie mamy przestojów, a w ciągu pięciu ostatnich miesięcy odnotowaliśmy największą w historii spółki produkcję i sprzedaż – mówią pracownicy Sco-Paku. – Za czasów prezesów wszelkie opłaty, w tym do urzędu skarbowego, były wnoszone tylko wtedy, gdy potrzebne było zaświadczenie o niezaleganiu lub firma była w sytuacji podbramkowej. Dawny zarząd wychodził z założenia, że „w tym miesiącu zapłacimy temu, a tamtemu już nie, bo i tak ma dużo pieniędzy, więc może poczekać”. Od kiedy decyzje podejmuje wyznaczony przez sąd zarządca, w firmie zachowana jest płynność regulowania zobowiązań. Dotyczy to nie tylko kwestii finansowych, ale też całej produkcji. Przy zakupach powyżej tysiąca złotych ogłaszane są zapytania ofertowe, by wybrać najtańszą i najlepszą propozycję. Dotychczasowi właściciele mieli mnóstwo czasu, aby zadbać o firmę. Tymczasem sprowadzili Sco-Pak na dno, z którego teraz zakład próbuje się odbić. Zarządzany przez nich ESCOTT, ESCO i Prescott również są na skraju bankructwa – dodają bez ogródek.
Prezes zapiera się, że takie – opisywane przez pracowników – sposoby regulowania należności i hierarchia płatności nigdy nie miały miejsca. W jego opinii winę za tak olbrzymie problemy finansowe spółki ponosi bank. – Przy ratach osiągających wysokość około miliona złotych oraz 630 tysiącach złotych kosztów finansowych miesięcznie, firma nie była w stanie zapewnić środków na bieżące pokrycie wszystkich zobowiązań. Bank Zachodni WBK nie zgodził się na rozłożenie rat. Natomiast w trakcie postępowania sanacyjnego firma jest zwolniona z tych kosztów i posiada środki na spłacanie zobowiązań w terminie. Z tego powodu do sądu został złożony wniosek o sanację, a nie o upadłość – tłumaczy prezes. (pc)

Komentarze