Pacjent szpitala zagroził bombą

Dla żartu pacjent chełmskiego szpitala zadzwonił pod 112 z informacją o ładunku wybuchowym podłożonym na dworcu PKS w Zamościu. Do neutralizacji rzekomej bomby zamojscy policjanci wysłali specjalny oddział, podczas gdy chełmscy próbowali ustalić nazwisko dowcipnisia. Personel szpitala odmówił wskazania winnego, zasłaniając się RODO.

Incydent miał miejsce w środę przed południem (11 listopada). Dyspozytor wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Lublinie odebrał zgłoszenie z numeru komórkowego z informacją, że na dworcu PKS przy ul. Hrubieszowskiej w Zamościu znajduje się pakunek z ładunkiem wybuchowym.

Mężczyzna powiedział, że dzwoni z Chełma, więc dyspozytor przekazał namiary dyżurnemu chełmskiej policji. Ten z kolei nawiązał kontakt z komendą w Zamościu oraz zadzwonił pod numer, z którego dokonano zgłoszenia o bombie. Odebrał ten sam mężczyzna, który telefonował pod 112 i oświadczył, że to był jedynie żart oraz że nie ma potrzeby interwencji policji. Ale na takie tłumaczenia było już za późno.

– W zagrożony rejon zostali skierowani policjanci wraz z funkcjonariuszem Grupy Rozpoznania Minersko-Pirotechnicznego, którzy dokładnie sprawdzili cały teren. W trakcie działań nie ujawnili żadnych materiałów wybuchowych i innych niebezpiecznych przedmiotów, które stwarzałyby realne zagrożenie dla życia i zdrowia osób, a także mienia. Zgłoszenie o podłożonym ładunku okazało się nieprawdziwe – informuje aspirant Katarzyna Szewczuk z Komendy Miejskiej Policji w Zamościu.

Okazało się, że „bombiarz” dzwonił z telefonu dla pacjentów jednego z oddziałów chełmskiego szpitala. Aparat jest ogólnodostępny i znajduje się na korytarzu (nieoficjalnie ustaliliśmy, że chodzi o psychiatrię oraz że pacjenci tegoż oddziału notorycznie z niego korzystają, dzwoniąc bez żadnego nadzoru nie wiadomo gdzie i do kogo, bo mają do tego prawo).

Policjanci z Chełma próbowali ustalić dane pacjenta-dowcipnisia, który korzystał wówczas z aparatu. Jak się dowiedzieliśmy, lekarz odmówił im jednak wskazania nazwiska z uwagi na RODO. Skończyło się na tym, że zamojscy funkcjonariusze wszczęli czynności wyjaśniające w sprawie z art. 66 Kodeksu wykroczeń (bezprawne wywołanie alarmu). Grozi za to kara aresztu i nawiązka do 1 tys. zł. Mundurowi oficjalnie więc zwrócą się do szpitala o pomoc w ustaleniach. (pc)