Pamięć o rzezi w Chłaniowie i Władysławinie

W niedzielę w Chłaniowie (gmina Żółkiewka) zorganizowano uroczystość upamiętniającą pacyfikację mieszkańców tej wsi sprzed 72 lat. Najpierw odprawiono mszę św. w intencji pomordowanych, a następnie przemieszczono się na miejscowy cmentarz, gdzie złożono wiązanki i kwiaty pod tablicą upamiętniającą to tragiczne wydarzenie.

Organizatorem uroczystości był wójt gminy Żółkiewka Jacek Lis. W spotkaniu starostę krasnostawskiego Janusza Szpaka reprezentowali: Marcin Zając – członek zarządu powiatu i Sławomir Kamiński – rzecznik powiatu. Obecni byli także przedstawiciele senatora Józefa Zająca i wojewody lubelskiego Przemysława Czarnka. Organizacje kombatanckie przybyły na uroczystość ze sztandarami, podobnie jak młodzież szkolna z Żółkiewki.
Podczas niemieckiej okupacji Chłaniów i okoliczne wsie były rejonem działań partyzantki, w tym partyzantki radzieckiej. Wielu mieszkańców było zaangażowanych w działalność konspiracyjną. We wsi mieściło się powiatowe dowództwo Armii Ludowej oraz od 1944 r. szpital partyzancki. Wzrastająca wciąż rola miejscowości, jako ważnego ośrodka ruchu oporu, nie uszła uwadze okupanta. Pierwsza pacyfikacja wsi miała miejsce 17 października 1942 r. Niemcy spędzili wszystkich mieszkańców na środek miejscowości, następnie ze zgromadzonych wybrano 25 osób, które aresztowano.

Szesnaście z nich zostało straconych w obozie na Majdanku. Następna tragedia rozegrała się w lipcu 1944 r. 22 lipca podczas odwrotu Niemców pod naporem Armii Czerwonej, Chłaniów znalazł się na drodze przejazdu Ukraińskiego Legionu Samoobrony. W tym czasie we wsi znajdowali się partyzanci radzieccy i żołnierze Armii Ludowej. Prawdopodobnie kolumna Legionu poruszała się bez należytego rozpoznania i zabezpieczenia. Na jej czele jechał samochód osobowy z dwoma oficerami niemieckimi, dowódcą ukraińskim o ps. „Kotio” oraz niemieckim kierowcą. – Na głównej drodze doszło do spotkania samochodu z furmankami, na których znajdowali się ranni partyzanci. Wywiązała się wymiana ognia, w wyniku, której zginął niemiecki dowódca legionu SS Hauptsturmführer Siegfried Assmuss, a szofer został niegroźnie ranny. Drugi oficer niemiecki oraz „Kotio” zdołali zbiec i dołączyć do pododdziałów Ukraińskiego Legionu Samoobrony, które zatrzymały się przed wsią i pozostawały w pogotowiu. Ranny kierowca ukrył się w zbożu i następnego dnia rano dołączył do legionistów – opowiada Sławomir Kamiński. W nocy siły ULS dokonały rozpoznania terenu i otoczyły Chłaniów. Zanim to nastąpiło, wieś zdołali opuścić partyzanci i większość ludności cywilnej. Nad ranem ukraiński dowódca Legionu płk. Wołodymyr Herasymenko wydał rozkaz spacyfikowania Chłaniowa w odwecie za zabicie Assmussa. 23 lipca 1944 r. około 6 rano do wsi i kolonii wkroczyli żołnierze Ukraińskiego Legionu Samoobrony strzelając do napotkanych osób oraz podpalając część zabudowań. Mieszkańcy miejscowości, którzy w nich jeszcze pozostali, ukrywali się w stodołach i rowach. Zdarzały się też przypadki rabunku mienia, np. Pawłowi Kurdyce zabrano brzytwę i srebrny zegarek, jemu samemu darowano życie.
Podczas pacyfikacji, która trwała ponad godzinę, zabito 44 lub 45 cywili, w tym pięcioro dzieci oraz spalono od 35 do 41 gospodarstw. – Większość ofiar została z zimną krwią zastrzelona, niektóre miały także rany cięte. Katarzynę Król, matkę miejscowego dowódcy AL Gustawa Króla „Cygana”, przed śmiercią torturowano łamiąc jej ręce. Po zbrodni Legion odjechał w stronę Kraśnika. Na miejsce zabitego Assmussa Niemcy wyznaczyli nowego dowódcę, SS-Sturmbannführera Ewalda Biegelmayera – mówi Kamiński.
W 1946 r. prezydium Krajowej Rady Narodowej za pomoc udzielaną oddziałom partyzanckim w czasie okupacji odznaczyło Chłaniów Krzyżem Grunwaldu III klas. Natomiast 14 września 1969 r. na miejscu zbrodni odsłonięto pomnik. Dziś na cmentarzu w Chłaniowie, w środkowej części kwatery wojennej, znajduje się zbiorowa mogiła, a na niej płyta z nazwiskami ofiar pacyfikacji. (kg)