Pamiętają o Zaporze

7 marca minął kolejny rok od śmierci najsłynniejszego dowódcy powojennej partyzantki na Lubelszczyźnie. Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Lublinie upamiętnił ją emisją filmu „Zapora”, wyprodukowanego przez Biuro Edukacji Publicznej IPN, i spotkaniem z jego podkomendnym – Marianem Pawełczakiem, ps. „Morwa”.

Zgromadzeni w sali konferencyjnej przy Wodopojnej w trakcie ponad godzinnego filmu mogli poznać historię „Zapory”, rówieśnika odrodzonej Polski (urodził się w 1918 r.), który po klęsce kampanii wrześniowej przez Węgry, Jugosławię, Włochy, Francję przedostał się do Anglii, gdzie w 1942 r. zgłosił się na szkolenie dla cichociemnych.

Po zrzucie w nocy z 16 na 17 września 1943 roku na teren Polski został przydzielony do Kedywu AK Lublin i najpierw walczył w oddziale Tadeusza Kuncewicza „Podkowy”. Tam szybko poznano się na jego talentach dowódczych i organizatorskich, więc objął samodzielne dowództwo. Na film składały się wypowiedzi osób, które się z nim zetknęły, głównie żołnierzy, którzy relacjonowali wydarzenie, których byli uczestnikami.

„Zapora” miał na koncie szereg błyskotliwych akcji przeciwko niemieckim okupantom. Sytuacja zmieniła się w momencie wkroczenia Armii Czerwonej, kiedy partyzantka zaczęła być zwalczana przez milicję i organy bezpieczeństwa, często wspierane przez formacje sowieckie. Jak wspominali zaporczycy, walka z polskimi formacjami to była ostatnia rzecz, jakiej by sobie życzyli, bo musieli strzelać do Polaków.

W razie wzięcia ich do niewoli rozstrzeliwali jedynie funkcjonariuszy UB, a żołnierzy puszczali wolno. Choć komuniści ogłosili kolejno dwie amnestie, to ujawniający się byli więzieni, torturowani, niekiedy zsyłani na Sybir czy mordowani. Bardzo często jedyną szansą na przeżycie był powrót do lasu. Uciekali tam też inni zagrożeni aresztowaniami czy zbiegowie z armii Berlinga – często byli partyzanci, którzy zostali wcieleni do niej przemocą.

W szczytowym momencie oddział „Zapory” liczył ponad 300 osób. Widząc beznadziejną sytuację, Dekutowski, zamierzał przedostać się z najbardziej zagrożonymi aresztowaniem podkomendnymi na Zachód. Akcja przerzutowa okazała się ubecką prowokacją, a jej uczestnicy zostali aresztowani w Nysie. Podczas procesu zostali skazani na karę śmierci.

Po filmie głos oddano ppłk. Marianowi Pawełczakowi, który okazał się znakomitym gawędziarzem. Ze swadą i z humorem, ale nie bez gorzkich refleksji, opowiadał na pytania z sali. Młodsi uczestnicy – uczniowie lubelskich szkół: m.in. Szkoły Podstawowej nr 1, w tym uczniowie mieszczącego się w jej murach gimnazjum oraz XXIX LO im. cc. mjra Hieronima Dekutowskiego „Zapory” – sprawiali wrażenie onieśmielonych, więc inicjatywę przejęli nieco starsi.

Dzięki temu mogliśmy usłyszeć opowieści o codziennym życiu oddziału i sporo barwnych anegdot. „Morwa” z wdzięcznością wspominał mieszkańców wsi, którzy podczas niemieckiej okupacji wielokrotnie ostrzegali ich przed obecnymi we wsi Niemcami, co zmieniło się po zainstalowaniu komunistycznej władzy. Niektórzy stali się jej zwolennikami – zaczęły się donosy do władz, nie chcieli ostrzegać partyzantów.

Dochodziło do sytuacji, kiedy stykali się oni w jakiejś wsi z przeciwnikami – wtedy obie strony trzymały się na muszce. Zdarzały się ataki na zaporczyków, jak np. w przypadku ORMO-wców ze wsi Moniaki. Pytany o motywy swojej konspiracyjnej działalności ppłk Pawełczak wskazał na miłość do ojczyzny.

Zainteresowani filmem „Zapora” znajdą go w Internecie. Ciekawostką dla lublinian będą w nim ujęcia przedstawiające Lublin z czasów niemieckiej okupacji i tuż po wyzwoleniu, w tym prezentujące skalę zniszczeń w centrum. JD

70. rocznicę śmierci „Zapory” Narodowy Bank Polski upamiętnił wyemitowaniem srebrnej monety o nominale 10 zł. Na jej awersie znajduje się jego popiersie, wizerunek Orderu Virtuti Militari oraz biało-czerwonej flagi z symbolem Polski Walczącej oraz napis: „Zachowali się jak trzeba”. Na rewersie wyobrażono rozerwane więzienne kraty, a na ich tle orła. Wyemitowano jej 15 tys. sztuk.

Płk. (na stopień ten awansował go pośmiertnie emigracyjny rząd londyński w 1988 r.) Hieronima Dekutowskiego i jego sześciu podkomendnych zamordowano 7 marca 1949 r. w piwnicy mokotowskiego więzienia. Według protokołu wykonania wyroku o 19.00 jako pierwszy zginął „Zapora”. Po nim w 5-minutowych odstępach śmierć ponieśli: Stanisław Łukasik „Ryś” (dowódca oddziału w zgrupowaniu „Zapory”) , Roman Groński „Żbik” (dowódca oddziału żandarmerii zgrupowania), Edmund Tudruj „Mundek” (żołnierz oddziału „Rysia”, w 1944 r. wywieziony do ZSRR, od 1946 r. ponownie w jego oddziale), Tadeusz Pelak „Junak” (żołnierz „Zapory”, członek siatki terenowej WiN), Arkadiusz Wasilewski „Biały” (żołnierz zgrupowania) i Jerzy Miatkowski „Zawada” (powstaniec warszawski, żołnierz zgrupowania, a następnie adiutant „Zapory”). Ich dowódca, według relacji zastępcy prezesa IPN, prof. Krzysztofa Szwagrzyka, został zamordowany strzałem w skroń.