Papier przyjmie wszystko…

Funkcjonariusze straży granicznej nie wykazują prawdy w oświadczeniach majątkowych, żony podrabiają podpisy mężów, a ksiądz-katecheta kłamie w sprawie dochodów i zatrudnienia. W ciągu roku Prokuratura Rejonowa w Chełmie prowadzi około 200 spraw związanych z fałszowaniem dokumentów.

Zarówno liczba prowadzonych rocznie spraw, jak i rodzaj podrabianych dokumentów, są od kilku lat niezmienne.
– Za fałszowanie dokumentów grozi do pięciu lat pozbawienia wolności, w wypadku mniejszej wagi do dwóch lat – mówi Andrzej Lebiedowicz, zastępca prokuratora rejonowego w Chełmie.
No, właśnie. Bo choć dla wielu podpisanie się za małżonka na zeznaniu podatkowym, kiedy ten zapomniał zrobić tego wcześniej, wydawać by się mogło rzeczą naturalną – tak nie jest. Takimi sprawami prokuratorzy też się zajmują. Sprawy, co prawda, kończą się zazwyczaj warunkowym umorzeniem postępowania, ale sam fakt bycia podejrzanym o fałszerstwo, konieczność złożenia wyjaśnień i odwiedzenia prokuratury nie należy do najprzyjemniejszych.
Tak samo jest w przypadku podrabiania podpisów na zaświadczeniach do przedszkoli, szkół, przychodni, a nawet na wywóz śmieci. – Ludzie nie zdają sobie sprawy z konsekwencji – dodaje prokurator Lebiedowicz.
Najwięcej spraw dotyczy podrabiania zaświadczeń o zatrudnieniu, które są niezbędne, by dostać kredyt lub pożyczkę (zazwyczaj w wysokości od kilku do kilkunastu tysięcy złotych). Gdy nikt nie spłaca rat, zachodzi podejrzenie, że mogło dojść do oszustwa – po sprawdzeniu podmiotu rzekomo wystawiającego zaświadczenie i przebadaniu podpisów sprawa staje się jasna. Banki zgłaszają oszustwo i wyłudzenie organom ścigania.
Jak się okazuje, o zarobkach – choć w dobrej wierze – kłamią nawet księża. Jeden z kleryków (katecheta) podał się za pracownika innej instytucji i dzięki temu dostał kredyt na remont dachu kościoła. Kredyt spłacił, ale sprawą i tak zajęła się chełmska prokuratura. Ksiądz przyznał się do winy i dobrowolnie poddał karze.
– Przy sprawach o fałszowanie dokumentów nie przeprowadza się „badania grafologicznego”, jak to jest mylnie nazywane, lecz ekspertyzę pisma ręcznego. Mowa tu o czystej fizyce – sprawdzeniu, czy dany człowiek podrobił podpis, czy nie. Dzięki badaniom grafologicznym odczytywany jest profil psychologiczny sprawcy na podstawie jego podpisu – to jak wróżenie z fusów – wyjaśnia A. Lebiedowicz.
Spośród wszystkich, którzy muszą wypełniać coroczne oświadczenia majątkowe, to funkcjonariusze straży granicznej mają notoryczne problemy z pamiętaniem o wpisaniu wszystkich dochodów i zobowiązań kredytowych. Ci, którzy mają łącznie ok. 300 tys. zł kredytu, tłumaczą się później śledczym: „Oj, mam tak dużo, że zapomniałem o jednym”…
Inna grupa najczęściej podrabionych dokumentów to zaświadczenie o tzw. transporcie specjalnym (ładunki cenne i niebezpieczne). Kierowcy z Ukrainy twierdzą, że dostali „papier” od pracodawcy i nie mają z tym nic wspólnego. A że z pomocą w uzyskaniu informacji od ukraińskich urzędników bywa różnie, to postępowania są umarzane.
Od pewnego czasu na „topie” jest też podrabianie umów sprzedaży samochodu. I tu pojawia się kolejna przeszkoda dla śledczych, bo po podrobieniu do urzędu trafia kopia dokumentu (ksera biegli nie badają), a oryginał jest niszczony. Sprawa jest umarzana z powodu niewykrycia sprawcy. (pc)