Parlamentarzyści wcale, albo mało zainteresowani…

Dr n. med. Ryszard Siwek, jako lekarz i wyborca, chciał spotkać się i porozmawiać z lubelskimi parlamentarzystami o problemach służby zdrowia. Zainteresowanych było niewielu.

Przed kilkoma tygodniami doktor Ryszard Siwek, znany lubelskich chirurg dziecięcy, zdecydował się opublikować w Dzienniku Wschodnim swój list do prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, w którym skarży się, że wbrew zaleceniom swojego lidera, wielu parlamentarzystów Zjednoczonej Prawicy unika kontaktów z wyborcami, czego on sam jest doskonałym przykładem, bo bezskutecznie, przez kilka miesięcy, próbował spotkać się z nimi i porozmawiać o problemach służby zdrowia.

– Panie Premierze, stale przypomina Pan posłom i senatorom PiS oraz działaczom partii w terenie, że trzeba iść do ludzi i rozmawiać. Z przykrością stwierdzam, że dzisiaj takich rozmów z parlamentarzystami miasta Lublina prawie już nie ma – zaczął swój list do prezesa PiS, doktor Ryszard Siwek, wyznając Dziennikowi Wschodniemu, że jest tym bardziej zbulwersowany, bo parlamentarzyści PiS, są z „jego” opcji politycznej. – Przez 9 miesięcy bezskutecznie prosiłem o spotkanie z posłem Janem Kanthakiem. Nie udało mi się również przez blisko rok skontaktować z posłem Sylwestrem Tułajewem i senatorem Grzegorzem Czelejem – wyliczał dr Siwek. Dalej wspominał, że owszem doszło do spotkania z poseł Gabrielą Masłowską, ale trwało ono tylko kilka minut, posłanka poprosiła o dostarczenie materiałów na następne spotkanie, by przygotować się do dyskusji, po czym przez 8 miesięcy, mimo że materiały otrzymała, nie dostał żadnej odpowiedzi.

– Piątą próbę rozmowy podjąłem w sąsiednim, chełmskim okręgu z panią poseł Anną Dąbrowską-Banaszek, lekarzem medycyny, reprezentującą PiS w tym okręgu. Też bez efektu. W tej sytuacji pozostał jeszcze tylko pan poseł Przemysław Czarnek. Pracownik jego biura poinformował mnie o możliwości spotkania z Panem Ministrem pod koniec sierpnia. Jest nadzieja – pisał pod koniec lipca br. lubelski medyk. – Posłowie z Lublina nie tylko unikają rozmów ze swoimi wyborcami. Jako lekarz nie potrafię zrozumieć, dlaczego niektórzy posłowie i senatorowie, zwłaszcza lekarze, unikają rozmów o problemach zdrowia? Czyżby to było ważne tylko za pięć dwunasta przed wyborami, podczas których wszyscy kandydaci wszystkich ugrupowań jednym chórem zapewniają, że zdrowie jest najważniejsze? – pytał w liście prezesa Kaczyńskiego.

W dalszej części swojego wystąpienia przytaczał dobre zmiany w służbie zdrowia, jakie nastały za rządów PiS, ale też wskazywał istniejące problemy i zagrożenia i swoje propozycje rozwiązań.

– Panie Premierze, piszę o tym do Pana tylko dlatego, że parlamentarzystów lubelskich to nie interesuje. To tylko mała część problemów, które spotykam w mojej praktyce. W opinii moich pacjentów, mieszkających w Polsce i poza jej granicami, ocena naszej ochrony zdrowia jest wyższa, niż się o niej słyszy i mówi w powszechnych przekazach. Dlatego rozmowa o tym jest konieczna – zakończył swój list doktor Siwek.

W ubiegłym tygodniu lekarz skierował do Dziennika Wschodniego kolejny list w tej sprawie, ale podzielił się nim również z innymi mediami, w tym z „Nowy Tygodniem”. Doktor, nawiązując do swojego poprzedniego wystąpienia, pisze, że postanowił sprawdzić, jak to wygląda w innych ugrupowaniach politycznych. – Niestety, niechęć do takich kontaktów i takich dyskusji dotyczy wielu parlamentarzystów wszystkich partii. Z czego to wynika? Moja analiza oparta została na 7 bezowocnych próbach spotkania z nimi i 6 spotkaniach, nieraz wielokrotnie przekładanych. Wskazała ona, że dla wielu z nich jest to zwyczajnie nieopłacalne. Kontakt z jednym wyborcą to jeden głos poparcia, podczas, gdy udział w debatach medialnych i mediach społecznościowych to większa rozpoznawalność i większa możliwość poszerzenia kręgu potencjalnych wyborców. Większy spryt, większy efekt, a to z kolei większa szansa na mandat i „przeżycie” w kolejnej kadencji parlamentu.

Panie redaktorze – pisze do red. nacz. Dziennika Wschodniego, Krzysztofa Wiejaka – ciągłe podkreślanie przez wielu parlamentarzystów, że często rozmawiają z ludźmi w biurach i spotykają się z nimi w terenie to wielka ściema, posługując się językiem młodzieży. W 9-ciu biurach lubelskich parlamentarzystów na 10, które odwiedzałem kilkadziesiąt razy, nie spotkałem ani jednego człowieka. Nie słyszałem, ani nie widziałem również spotkań organizowanych przez nich samych. Owszem, spotykamy ich w czasie różnych uroczystości i wydarzeń, które wykorzystują zazwyczaj dla zwiększenia własnej popularności – podkreśla z rozgoryczeniem doktor Siwek, a na poparcie swojej opinii przytacza konkrety:

Sylwester Tułajew (PiS). Od 16 miesięcy brak możliwość spotkania z Panem posłem. Nie zauważyłem także jego aktywności poselskiej w przestrzeni medialnej i mediach społecznościowych; Grzegorz Czelej (PiS). Od 15 miesięcy bez kontaktu. Jedyna zauważalna aktywność Pana senatora w mediach to wspieranie badań nad nowym lekiem przeciwko Covid-19. Kiedy badania nie potwierdziły skuteczności tego specyfiku jego aktywność zgasła; Gabriela Masłowska (PiS). Jedyna parlamentarzystka z Lublina w Komisji Zdrowia w Sejmie. Nadzieja na merytoryczną dyskusję, po dostarczeniu do biura poselskiego materiałów, zgasła wraz z powołaniem jej na członka Rady Polityki Pieniężnej; Anna Dąbrowska-Banaszek (PiS). Brak kontaktu.

Szkoda, wszak Pani poseł jest lekarzem; Jan Kanthak (PiS). Pan minister Jan Kanthak przez 15 miesięcy nie miał czasu na spotkanie ze mną. Jak to możliwe, pytają znajomi, skoro widywany jest w lubelskich kawiarniach podczas różnych uroczystości ? Czy brak czasu dla jego wyborców wynika z nadmiaru pracy jako wiceministra? Chyba nie do końca, skoro często uczestniczy w debatach telewizyjnych?; Przemysław Czarnek (PiS). Pan poseł Przemysław Czarnek spotkał się ze mną po 3 dniach. Jego biuro poselskie było jedynym, w którym, poza moja osobą spotkałem innych interesantów.

Podczas rozmowy zwróciłem uwagę na największe zagrożenia w ochronie zdrowia, wykreowane przez kryzys kadrowy wśród lekarzy. Pan minister uznał pilną potrzebę tworzenia nowych wydziałów lekarskich poza uniwersytetami medycznymi. Przyznał, że dodatki finansowe dla lekarzy w okresie pandemii były przesadzone, wywołując szereg konfliktów. Wskazałem Panu ministrowi szereg zaniedbań w profilaktyce dzieci i młodzieży, które napotykam w swojej codziennej praktyce lekarskiej; Marta Wcisło (KO). Również biuro Pani poseł Marty Wcisło zorganizowało spotkanie po kilku dniach. Na wstępie Pani poseł zastrzegła, że nie jest przygotowana do wymiany poglądów, chociaż przekazałem jej wcześniej temat spotkania.

Rozmowę rozpoczęła zwierzeniami o rodzinnych kłopotach zdrowotnych w przeszłości i relacjach z zaprzyjaźnionymi lekarzami. Kiedy rozpoczęła się właściwa dyskusja, nagle przypomniała sobie o bardzo ważnym spotkaniu i pośpieszenie opuściła biuro, przepraszając mnie za zaistniałą sytuację. Ponownego spotkania już nie zaproponowała; Michał Krawczyk (KO). Do spotkania doszło za trzecim podejściem. Pomimo tego cieszyłem się na spotkanie z liderem mediów społecznościowych wśród lubelskich parlamentarzystów. Niemal codziennie jestem informowany z całą rzeszą internautów o wielu zdarzeniach z jego udziałem. Być może spotkanie z pojedynczym wyborcą było dla niego niecodziennym wydarzeniem, bo zaprosił na nie dwoje młodych działaczy partyjnych.

Na wstępie zaznaczył, że nie jest specjalistą z zakresu medycyny. Zgodził się, że największym problemem jest narastający brak lekarzy i pielęgniarek, ale jednocześnie zanegował powołanie wydziału lekarskiego na KUL. Na pytanie, co jest dla niego największym wyzwaniem w ochronie zdrowia , odpowiedział, że zwiększenie liczby specjalistów z zakresu psychiatrii dziecięcej. Nie wiedział, że aż 300 z 400 takich lekarzy pracuje tylko w Warszawie! Riad Haidar (Lewica). Postanowiłem zapytać kolegę lekarza-pediatrę o plany jego partii na przyszłość. Nie poznałem ich, bo nie wyraził na to zgody. Nie słyszałem również o jakichkolwiek jego kontaktach z samorządem lekarskim, podobnie jak w przypadku Pani poseł Anny Dąbrowskiej-Banaszek; Jan Łopata (PSL).

Do spotkania doszło po dwukrotnym przekładaniu terminu. Dla Pana posła największym zmartwieniem, w aspekcie niedoboru kadr lekarskich, jest jego szef – dr n. med. Władysław Kosiniak-Kamysz. Według niego, tak zdolny lekarz już dawno zostałby profesorem, gdyby nie polityka. Przyznał, że młody lekarz w polityce to strata dla społeczeństwa. Martwi się, jak dr Kosiniak utrzyma rodzinę za pensję zawodowego posła? Zastanawia się, czy przy niedoborach lekarskich jeszcze raz nie stawić czoła chirurgowi Markowi Kosowi w wyścigu do Sejmu? Tym samym zatrzymałby doświadczonego specjalistę w szpitalu dla dobra społeczeństwa; Jacek Czerniak (Lewica). Dwa poniedziałkowe terminy odwołane. Trzeci termin był na wyciągnięcie ręki, bowiem w poprzedzającą niedzielę oglądałem Pana posła w późnych godzinach wieczornych w jego kolejnej debacie telewizyjnej. Nagle i nieoczekiwanie szansa na spotkanie prysła na godzinę przed spotkaniem. Powód – nagła choroba posła! Szczęśliwie wyzdrowiał na kwestę listopadową!; Michał Kulesza (Konfederacja). W drugiej kadencji swoje biuro poselskie przeniósł ze śródmieścia do okazałego budynku „Batory House”.

Po co? Chyba po to, żeby mu wyborcy nie zawracali głowy. Trzykrotne próby kontaktu telefonicznego bez efektu. Zdenerwowany udaje się do biura. Drzwi zamknięte. Obok drzwi tabliczka z napisem: „Michał Kulesza Poseł na Sejm RP”, bez godzin urzędowania. Pytam panią w sąsiednim pokoju, odpowiada, że czasami ktoś bywa. Jadę drugi raz, jadę trzeci. Według zasady „do trzech razy sztuka” rezygnuję, jak w przypadku posła Czerniaka; Senator Jacek Bury (Polska 2050). Dwukrotnie zastałem zamknięte biuro senatora, bez podania przyczyny. Za trzecim razem sukces. Spotkanie po 6 dniach. Jest upalny dzień. Senator jest zmęczony. Podobnie do innych parlamentarzystów zastrzega, że nie zajmuje się problemami zdrowotnymi i przekazuje mi dane eksperta jego ugrupowania z Warszawy. Pytam o osobiste problemy zdrowotne. Pan senator pochwalił się, że kiedyś uciekł ze szpitala po zabiegu, wbrew zaleceniom lekarskim; Joanna Mucha (KO). Ze spotkania z Panią poseł rezygnuję, gdyż w rozmowie ze mną w poprzedniej kadencji uznała lekarzy za solidnych rzemieślników, winnych postępować według ustalonych standardów. To nie powinno dziwić, bo zajmowała się zdrowiem, ale tylko od strony ekonomicznej.

– Reasumując, na 13 parlamentarzystów udało mi się porozmawiać zaledwie z czterema. Z czego to wynika? Moim zdaniem godzinna rozmowa z jednym wyborcą to najwyżej jeden głos poparcia w przeciwieństwie do udziału w medialnych debatach, mediach społecznościowych, czy kwestach cmentarnych mogących dać znacznie większą liczbę głosów poparcia. Zamiast rozmawiać z wyborcami wolą „przytulać się” do swoich przywódców i podczepiać się do ich skrzydeł. Wielu parlamentarzystów traktuje narastający kryzys personalny w ochronie zdrowia mało poważnie, a czasami wręcz infantylnie. Natomiast za pięć 12.00 wszyscy będą zapewniać, że zdrowie jest najważniejsze, że skrócą kolejki do specjalistów i szpitali oraz wszystko zmienią na lepsze – podsumowuje rozgoryczony dr Siwek, zastanawiając się, co o tym sądzą czytelnicy Dziennika Wschodniego?

A my prosimy o opinie naszych Czytelników. Nasza redakcyjna skrzynka mailowa i telefon są do Państwa dyspozycji.

RD