Tylko pięć lat dla pedofila

Zaledwie pięć lat bezwzględnego więzienia i psychoterapia – na tyle Sąd Okręgowy w Lublinie skazał Bartłomieja B. 24-letni dewiant spod Chełma latami gwałcił siostrzyczkę. Molestował, gdy skończyła zaledwie 7 lat. Prokuratura złożyła wniosek o uzasadnienie wyroku i szykuje się do apelacji.

Z uwagi na wyłączoną jawność tej bulwersującej sprawy biuro prasowe sądu nie informuje, czy oskarżony o gwałty na małoletniej sam zaproponował dla siebie karę. Wiadomo, że już na etapie przedstawiania zarzutów przyznał się do wszystkiego. Proces odbył się w ekspresowym tempie – wyrok zapadł już po drugiej rozprawie. Choć w świetle prawa oskarżonemu groziło od trzech do kilkunastu lat więzienia, sąd zdecydował się na umieszczenie go na 5 lat w zakładzie zamkniętym, psychoterapię oraz 3-letni zakaz kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 200 m. Zgodnie z przytoczonym przez biuro prasowe SO w Lublinie artykułem odnośnie środków zabezpieczających, oznacza to, że po wyjściu z celi „sprawca, wobec którego orzeczono terapię, ma obowiązek stawiennictwa we wskazanej przez sąd placówce w terminach wyznaczonych przez lekarza psychiatrę, seksuologa lub terapeutę i poddania się terapii farmakologicznej zmierzającej do osłabienia popędu seksualnego, psychoterapii lub psychoedukacji w celu poprawy jego funkcjonowania w społeczeństwie”.
To zaskakująco niski wyrok dla kogoś, kto latami molestował i gwałcił siostrę. Prokuratura Rejonowa w Chełmie wystąpiła z wnioskiem o uzasadnienie wyroku w części orzeczenia o karze. Już teraz śledczy przyznają, że apelacja będzie, najpierw jednak muszą się zapoznać z motywami sądu.

Psychopata, jakich mało

U Bartłomieja B. biegli stwierdzili tzw. czystą pedofilię. Osób z tak poważnymi i niebezpiecznymi zaburzeniami w Polsce jest niewiele, a jedna z nich – jak się okazuje – urodziła się i wychowała pod Chełmem.
Od 2007 roku dotykał kilkuletnią wówczas siostrzyczkę, jak kobietę. Dobierał się do niej, ściągał majteczki i wkładał w nią swoje obrzydliwe palce, aż wreszcie – gdy dziewczynka skończyła 10 lat – w kwietniu 2010 roku zgwałcił ją po raz pierwszy. Potem robił to już regularnie. Zwyrodnialec zadawał dziecku potworny ból, zarówno fizyczny, jak i psychiczny. Zatykał usta, żeby nie krzyczała, szarpał i przytrzymywał – w ten sposób molestował, gwałcił i zmuszał dziewczynkę do tzw. innych czynności seksualnych. Krzywdził ją, gdy nikt nie patrzył. Matka była za granicą – wyjechała za chlebem, a dziećmi opiekowała się babcia. Dziewczynka bała się brata i tłumiła w sobie wszystko do czasu, aż skończyła 13 lat. W 2013 roku powiedziała o wszystkim matce, a ta zamiast zgłosić się na policję – wygoniła syna z domu do mieszkania babci. Zaraz potem pełnoletni już dewiant wyjechał do Niemiec.
Sprawa wyszła na jaw dopiero w 2016 roku, gdy nastoletnia już ofiara gwałtów próbowała popełnić samobójstwo. Gdy oprawca wrócił z zagranicy do domu na święta Bożego Narodzenia, został zatrzymany i doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Chełmie. (pc, fot. lk)