Piękny wiek dziewiętnasty

– Można wyrazić przekonanie, że był to – mimo trudnego obcego panowania – piękny wiek XIX – mówił o Lublinie od zakończenia powstania styczniowego do I wojny światowej wybitny uczony, ks. prof. dr hab. Edward Walewander z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Na łamach tygodnika prezentujemy obszerne fragmenty wykładu z cyklu „700 lat miasta Lublina – spotkania z historią”, organizowanego przez Wojewódzką Bibliotekę Publiczną im. Hieronima Łopacińskiego w ramach obchodów przypadającego na przyszły rok lubelskiego jubileuszu, który wygłosił w czwartek ks. prof. dr hab. Edward Walewander.

 

Przeobrażenia demograficzne W okresie popowstaniowym nastąpiły w Lublinie duże przeobrażenia demograficzne. W 1870 r. mieszkały w mieście 21 364 osoby. Do 1914 r. liczba ta wzrosła czterokrotnie i wynosiła 80 060 mieszkańców, nie uwzględniając przedmieść, których liczbę mieszkańców szacowano w 1912 r. na 11 744 osoby, zatem przed wybuchem I wojny światowej populacja Lublina liczyła ponad 90 tys. osób.
Wpływ na rozwój demograficzny miasta miało doniosłe wydarzenie w jego dziejach, jakim było wybudowanie i otwarcie 30 sierpnia 1877 r. linii kolejowej, zwanej Koleją Nadwiślańską, która połączyła Lublin z Warszawą i Kowlem. Miała przede wszystkim istotny wpływ na rozwój urbanistyczny i gospodarczy miasta i regionu. Budowa w kolejnych latach wewnętrznej sieci połączeń otwierała lubelskim przedsiębiorcom drogę do odległych terenów cesarstwa rosyjskiego. O przebieg lubelskiego odcinka drogi żelaznej toczyły się długie spory. Ostatecznie zwyciężyła koncepcja inż. Feliksa Bieczyńskiego, by poprowadzić tory od strony Wrotkowa, a dworzec wybudować we wsi Bronowice, na najbardziej rozwijających się terenach.
Ludność z zewnątrz przyciągał szybko postępujący w Lublinie rozwój przemysłu i handlu. Ściągało ją również zapotrzebowanie miasta w dziedzinie administracyjnej i kulturalnej. U schyłku XIX stulecia pod względem liczby mieszkańców Lublin ustępował w byłym Królestwie Polskim jedynie Warszawie i Łodzi. Na początku XX w. stał się największym ośrodkiem miejskim na prawym brzegu Wisły.
Ciekawa jest struktura wyznaniowa tego okresu. Wśród mieszkańców Lublina większość stanowili Polacy i Żydzi. Od 1880 do 1895 r. nastąpił wzrost ludności katolickiej. W 1880 r. było 40,1 a piętnaście lat później 43,0 proc. katolików. Było to spowodowane napływem do miasta ludności wiejskiej. Później liczba katolików spadła do 40,3 proc. w 1914 r. Wiązało się to ze zwiększającym się odsetkiem różnych rosyjskich prawosławnych urzędników i ich rodzin.
Duszpasterstwo katolickie koncentrowało się wówczas w czterech parafiach: katedralnej, Nawrócenia św. Pawła Apostoła (kościół pobernardyński), św. Mikołaja na Czwartku i św. Agnieszki na Kalinowszczyźnie oraz w kilku kościołach rektoralnych (Świętego Ducha, św. Jana Bożego, św. Józefa, św. Piotra Apostoła (pojezuicki), św. Piotra i Pawła (kapucynów), Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (Zwycięskiej, pobrygidkowski), Niepokalanego Poczęcia NMP (ul. Staszica) i Świętej Trójcy na Zamku Lubelskim.
Spośród czterech biskupów lubelskich tego okresu na przypomnienie zasługuje szczególnie świątobliwy sybirak, Kazimierz Wnorowski (1883-1885). Kiedy 20 kwietnia 1885 r. nieoczekiwanie zmarł, „Gazeta Lubelska” skrzętnie odnotowała: „Nie ma chyba człowieka w Lublinie, który by na wieść o Jego zgonie nie westchnął lub nie zapłakał”. Żałowali biskupa wszyscy: katolicy, innowiercy, Żydzi. Ci ostatni złożyli do kasy swego kahału 800 rubli w srebrze na koszty pogrzebu, chrześcijanie zaś przeszło 300. Mówiono powszechnie, że był to „idealny kapłan, wzorowy obywatel, Anioł Stróż wątpiących i cierpiących”. Powtarzano tysiące przykładów dobroczynności zmarłego biskupa. W tym kontekście nie dziwi taki kronikarski zapis w „Gazecie Lubelskiej”: „Na wieść, że Biskup umarł, dał się słyszeć jęk tłumu zebranego przed pałacem. Bliżsi pchnęli drzwi siłą, rozwarli je na rozcież i masą wtłoczyli się do pokoju. Zanosząc się od płaczu, całowali ręce, nogi, ubranie, oblewając się łzami. W całym mieście odezwały się dzwony, zwiastując bolesną nowinę. Wszyscy mieszkańcy bez różnicy wyznania […] z ciężkim smutkiem w sercu rozmawiali tylko o zgonie Biskupa”.
Wszystko to tłumaczy, dlaczego bp Kazimierz Wnorowski cieszy się ciągle żywą pamięcią lublinian, chociaż od jego śmierci minęło już ponad 130 lat. Jego grób na cmentarzu przy ul. Lipowej jest zawsze zadbany. Niemal stale na płycie nagrobnej leżą świeże kwiaty, palą się znicze. Kolejne pokolenie przekazuje następnemu, że był to szlachetny człowiek, świątobliwy kapłan i prawdziwy patriota. Niektórzy uważają go za świętego. Twierdzą, że za jego pośrednictwem otrzymali łaski od Boga.
Warto w tym miejscu dodać, że zaraz na początku swej posługi biskupiej anulował wyrok władz carskich i po 40 latach przerwy przywrócił ks. Piotra Ściegiennego do pracy kapłańskiej: mianował go kapelanem Szpitala św. Jana Bożego w Lublinie.
Następcą Wnorowskiego został w 1889 r. inny wielki patriota – Franciszek Jaczewski. Zmarł 23 lipca 1914 r., w przeddzień wybuchu I wojny światowej. Na prośbę śmiertelnie chorego biskupa jego kapelan, ks. Józef Pruszkowski, nucił mu trzy dni przed śmiercią zakazaną pieśń „Jeszcze Polska nie zginęła”. O wolność ojczyzny bp Jaczewski walczył całe życie.
Z Lublinem mocno był związany ks. Ignacy Kłopotowski (1866-1931), rektor kościoła św. Stanisława (dominikanów), działacz charytatywno-społeczny, pedagog.
W Lublinie urodziła się Kazimiera Wołowska (1879-1942), siostra ze Zgromadzenia Niepokalanego Poczęcia NMP, zamordowana przez Niemców w Nowogródku. Oboje zostali beatyfikowani.
Liczba prawosławnych miała tendencje wzrastające. W 1914 r. żyło w Lublinie 8,9 proc. ludności prawosławnej. Opieka duszpasterska nad nią sprawowana była w pięciu świątyniach: św. Jozafata (od końca XIX w. do 1922 r.), w kościele garnizonowym (Al. Racławickie 20), przy soborach Podwyższenia Krzyża św. (Plac Litewski) i Przemienienia Pańskiego (ul. Ruska) oraz w obiektach powizytkowskich (ul. Peowiaków 12). Od 1897 do 1900 r. biskupem prawosławnym lubelskim był Tychon – Wasilij Iwanowicz Biełławin (1865-1925), później patriarcha moskiewski, wyniesiony na ołtarze przez Rosyjski Kościół Prawosławny jako święty wyznawca.
Ludność żydowska w 1880 r. stanowiła ponad połowę mieszkańców miasta. W latach następnych jej udział spadł. W 1895 r. wynosił 48,9 proc. Stan ten utrzymał się do wybuchu Wielkiej Wojny. Lubelska społeczność żydowska posiadała liczne domy modlitwy (np. przy ul. Cyruliczej) i synagogi (np. przy ul. Podzamcze czy przy nie istniejących obecnie ulicach Jatecznej i Szerokiej).
Ewangelicy w 1880 r. stanowili 2,3 proc. ogółu mieszkańców. Stan ten utrzymywał się dosyć długo. Jednak w roku wybuchu I wojny światowej spadł do 1,9 proc. Ludność ewangelicka, przeważnie pochodzenia niemieckiego, w chwili wybuchu wojny była już prawie całkowicie spolonizowana. Gromadziła się przy kościele ewangelicko-augsburskim.
Od 1888 r. aż do śmierci znanym duszpasterzem wspólnoty ewangelickiej w Lublinie był zasłużony dla polskości Aleksander Edward Schoeneich (1861-1939), pedagog i publicysta.

Rozwój przemysłu i handlu Szczególnie zaznaczył się w tym czasie rozwój przemysłu i handlu. W okresie od 1865 do 1885 r. nastąpił proces przekształcania się lubelskich manufaktur w fabryki, czego przykładem jest browar Karola Rudolfa Vettera. Powstało wtedy także 17 nowych zakładów, m.in. młyn wodno-parowy braci Henryka i Edwarda Krausse, fabryka maszyn rolniczych Marcin Wolski i S-ka, garbarnia braci Emiliana i Władysława Domańskich.
W następnym okresie (1886-1900) umocnił się właściwy dla kapitalizmu sposób produkcji. Powstało dalszych 39 nowych zakładów pracy. Największe z nich to młyn parowy Piaski, cementownia „Firley” i cukrownia „Lublin” (ulokowane w zasięgu linii kolejowej) oraz fabryka wag przy ul. Lubartowskiej przybyłego do Lublina z Czech Wilhelma Hessa oraz fabryka pomp i imadeł Antoniego Kuczyńskiego na Wieniawie. W przemyśle metalowym wzrosło znaczenie fabryki maszyn rolniczych, zarządzanej przez Wacława Moritza. W 1901 r. zatrudniała 101 robotników. Przed wybuchem wojny ich liczba wzrosła prawie dwukrotnie.
W trzecim okresie (1901-1914) tempo rozwoju przemysłu w Lublinie było niezwykle silne, chociaż zahamowane na krótko wydarzeniami rewolucyjnymi lat 1905-1907. Lublin zyskał w tym czasie aż 70 nowych zakładów pracy. Oprócz rozwijającego się szybko przemysłu metalowego, który miał rynki zbytu nie tylko w Królestwie Polskim, ale i w całej Rosji, pojawiły się zakłady drożdżownicze, krochmalnicze, a także suszarnie chmielu i cykorii. W 1901 r. uruchomiono na Bronowicach zakład wyrobów betonowych. Dwanaście lat później powstała w Lublinie wytwórnia płyt azbestowo-cementowych „Eternit”.
Dwa lata przed wybuchem wojny w Lublinie było 137 zakładów przemysłowych. Najliczniej reprezentowany był przemysł metalowy (33 zakłady), spożywczy (21) i mineralny (17). W dwóch dziedzinach przemysłu metalowego: produkcji maszyn rolniczych i wag, wytwórczość przemysłowa przyniosła Lublinowi czołowe miejsce w globalnej produkcji całego Królestwa.
Bystry obserwator dnia codziennego omawianego tu miasta, nie kto inny, tylko pozytywistycznie myślący Bolesław Prus, bardzo pozytywnie podsumował jego rozkwit w sporządzonych w 1911 r. „Notatkach z Lublina”. Stwierdził, że „jest to gród okazały, żywy, rozwijający się […]. Za moich młodych lat [chodzi tu o koniec lat 50. i początek 60. XIX stulecia – E.W.] Lublin był miastem cichym, osiadłym tylko na pagórkach. Gdzie obecnie jest dworzec kolejowy, przewracało się nędznych kilka domów; miedzy miastem i rzeką rozciągała się łąka i szosa. Dziś po obu stronach szosy stoją kamienice, a tam, gdzie była pustka, gdzie chodziliśmy grać w palanta albo łapać raki, stoi dziś niby całe miasto powiatowe i w dodatku: młyn parowy, gazownia, fabryka narzędzi rolniczych, cementownia, składy syndykatu rolnego, gmach monopolu”.
Niemal połowa przedsiębiorstw była w rękach Polaków (48,2 proc.), a 37,2 proc. należało do Żydów. Pozostała część fabryk była własnością spolonizowanych fabrykantów pochodzenia niemieckiego. Byli to m.in.: Wacław Moritz, Emil Plage, bracia Krausse. Chyba najtrwalej zapisali się w dziejach miasta August i Juliusz Vetterowie. Byli oni fundatorami istniejącej do dziś szkoły średniej ich imienia oraz Szpitala Dziecięcego pw. Dzieciątka Jezus przy ul. Staszica, który po II wojnie światowej został przekształcony w Instytut Pediatrii Akademii Medycznej. (…)