Piesi muszą lewitować

Mieszkańcy ulicy Lwowskiej przy granicy Chełma mają żal do urzędników o to, że po stronie gminy chodnik wygląda tak, jak trzeba, a po stronie miasta – w ogóle nie wygląda. – Wstyd i hańba, że jedna z najbardziej ruchliwych ulic pozostała zapomniana – grzmią poirytowani.

Temat fatalnego stanu chodnika przy ul. Lwowskiej na granicy z gminą Chełm przewija się od lat. Rada os. Słoneczne wnioskowała nawet o uwzględnienie remontu w projekcie tegorocznego budżetu, ale – jak widać – bezskutecznie. Czas mija, a gołym okiem widać, gdzie kończy się miasto, a zaczyna powiat. Po chełmskiej stronie są dziury i zapadnięte płyty chodnikowe, na których można złamać nogę, a od strony Pokrówki ciągnie się piękna, dwukolorowa kostka.
– Za sprawą przeniesienia zabudowy mieszkaniowej miasta na jego obrzeża i lokalizacji obiektów PWSZ oraz lotniska ulica stała się jedną z najbardziej ruchliwych w Chełmie. Nie dość, że jest wąska (jeszcze od czasów przedwojennych), to całkowicie zapomniano o jej poboczach, chodniku. Najbardziej tragiczny jest odcinek od składów materiałów do granicy z gminą Chełm. Szczególnie w czasie roztopów ludzie grzęzną w błocie. W wielu miejscach brakuje płyt, a na chodnikach stoją słupy energetyczne. Dziwi nas, że przez tyle lat władze miasta nie widzą tego problemu – mówi zbulwersowany Czytelnik.
Miasto tłumaczy apatię brakiem środków – budżet nie jest z gumy, a potrzeb w Chełmie jest dużo.
– Zdajemy sobie sprawę, że konieczny jest remont chodnika w tym miejscu ulicy i będziemy się starać go wykonać, gdy tylko pojawią się pieniądze. Możliwe, że uda się to zrobić dzięki środkom z rezerwy czy oszczędności powykonawczych – mówi Józef Kendzierawski, dyrektor wydziału infrastruktury Urzędu Miasta Chełm. (pc)