Pograniczem rządzą lublinianki

Nowy zarząd POGRANICZA: prezes Kinga Witkowska – Mirosław (pierwsza z lewej), skarbnik Joanna Palak (w środku), sekretarz Barbara Klepacka (z prawej)

Lubelskie Stowarzyszenie Pilotów i Przewodników POGRANICZE, które zrzesza dużą grupę czynnych zawodowo pilotów wycieczek oraz przewodników z Lublina i Lubelszczyzny, niedawno zmieniło zarząd. Teraz rządzą panie: prezesem została Kinga Witkowska-Mirosław, skarbnikiem Joanna Palak, a sekretarzem Barbara Klepacka. „Nowy Tydzień w Lublinie” poprosił prezes Kingę Witkowską-Mirosław o krótkie zaprezentowanie planów Stowarzyszenia.


– Czy zarządzanie taką organizacją jak Pogranicze to poważne wyzwanie?
– Samo zarządzanie organizacją może nie jest takie trudne. Na początku założeniem Stowarzyszenia miała być integracja i doszkalanie przewodników i pilotów turystycznych. Mieliśmy jednak to szczęście, że zebrała się tu grupa ludzi z ciekawymi pomysłami i chęcią robienia czegoś naprawdę fajnego. Niestety, im więcej ciekawych pomysłów, tym więcej papierkowej roboty. Każdy projekt to nie tylko burza mózgów, ale też godziny rozmów telefonicznych, maili, spotkań, tworzenie setek dokumentów.

Jakie są główne obszary waszej działalności?

Naszym pierwszym sukcesem było zorganizowanie szkolenia „Wielokulturowość Lubelszczyzny”. Od kilku lat jesteśmy partnerem Sezonu Lublin organizowanego przez Wydział Sportu i Turystyki UM. Przygotowaliśmy tam takie hity jak: „Wehikuł czasu”, „Spacery z komisarzem Maciejewskim”, „Lubelska Migawka” itp. Do 2016 r. można nas było zobaczyć, jak oprowadzamy w strojach historycznych na Jarmarku Jagiellońskim. Było to pomysł śp. Marka Kasprzyka i był tak trafny, że zaowocował kilkuletnią współpracą z Warsztatami Kultury. W każdą wakacyjną niedzielę można nas spotkać w historycznych pojazdach komunikacji miejskiej – autobusie Gutku i trolejbusie Ziutku na Linii „T”. Ich pasażerom zapewniamy niestandardową obsługę przewodnicką, opowiadając o życiu lublinian w latach 70-tych ubiegłego wieku. Trzy lata temu byliśmy organizatorem, z ramienia UM, pierwszej edycji Festiwalu Legend Lubelskich. W ramach akcji Lata w mieście we współpracy UM w 2016 r. organizowaliśmy specjalnie przygotowane spacery dla dzieciaków niewidomych oraz niesłyszących. Ostatni rok był niezwykle pracowity ze względu na dwa wielkie projekty: „Szkoła w mieście, miasto w szkole” – impreza organizowana dla lubelskich szkół, finansowana przez Fundację PZU oraz jak dotąd nasz największy sukces „Lublin nieodkryty” – seria wycieczek dla mieszkańców miasta, dofinansowana przez Wydział Kultury UM w ramach obchodów 700-lecia miasta. W tej ostatniej imprezie wzięło udział prawie 1000 uczestników. Projekt ten był na tyle atrakcyjny, że Nationale Geographic umieściło go w swoim artykule pt. „9 rzeczy, które musisz zrobić w Lublinie”. Jako zwieńczenie naszych działań Stowarzyszenie otrzymało w zeszłym roku Medal 700-lecia Miasta Lublina.

Czym na co dzień zajmuje się Pogranicze?

To zależy od pory roku. Okres od wiosny do jesieni to dla nas, przewodników i pilotów, czas żniw. Zawieszamy oficjalne spotkania, zamieniając je na mniej oficjalne na kawie po skończonej pracy, najczęściej w pięknej scenerii Starego Miasta. Za to zima to przede wszystkim szkolenia. Członkowie naszego stowarzyszenia spotykają się przynajmniej raz w miesiącu. Staramy się, żeby na każdym zebraniu odbywały się jakieś spotkania z ciekawymi osobami lub prelekcje. W lutym np. gościliśmy pana Dariusza Prażmo, który opowiedział nam o lubelskich cegielniach. Te spotkania zawsze mają otwarty charakter i są skierowane do wszystkich zainteresowanych. Zapraszam do śledzenia naszego profilu na Facebooku lub na stronę www.pogranicze.net.
Jednym z atutów Stowarzyszenia jest kolejna już edycja kursu przewodników miejskich. To świadczy że zainteresowanie przewodnictwem nie słabnie.
– Rzeczywiście, tak jest. Kiedy w 2016 r. zorganizowaliśmy pierwszy kurs na przewodnika miejskiego po Lublinie, zdecydowaliśmy, że nie będziemy go organizować co roku. Nie jesteśmy dużą organizacją, a takie przedsięwzięcie jest niezwykle pracochłonne i absorbujące. Jednak od sierpnia zaczęło napływać do nas tyle zapytań o zapisy na nową edycję, że nie było wyjścia. Śmiejemy się, że grupa kandydatów sama się zebrała bez naszego najmniejszego udziału i to dużo większa niż poprzednio. Ale to dobrze, bo oznacza to, że Pogranicze jest już rozpoznawalną marką, a co za tym idzie, mamy pewność, że dobrze wykonujemy swoja pracę.
– Dziękuję za rozmowę
Jan Achremowicz