Pójdą z dzikami do sądu

Urzędnicy nie zgodzili się na odstrzał dzików, które wchodzą na teren Rodzinnego Ogrodu Działkowego „Kalina”. Zwierzęta niszczą uprawy i niepokoją działkowców. Władze ogrodu nie kryją rozczarowania decyzją ratusza i rozważają wejście z miastem na drogę sądową.

Negatywnie do prośby działkowców o zgodę na odstrzał dzików odniosła się Blanka Rdest-Dudak, zastępca dyrektora Wydziału Ochrony Środowiska UM Lublin. – Wniosek nie może zostać rozpatrzony pozytywnie – czytamy w piśmie skierowanym do Haliny Gaj-Godyńskiej, prezes ROD „Kalina”. B. Rdest-Dudek powołała się na opinię Polskiego Związku Łowieckiego. – PZŁ sprzeciwia się odstrzałowi redukcyjnemu dzików. Uwarunkowane jest to dwoma elementami.

Po pierwsze wiąże się to z koniecznością wykorzystania broni o lufach gwintowanych, gdzie zasięg pocisków jest zróżnicowany i w zależności od kalibru, konstrukcji broni i pocisku może dochodzić nawet do kilku kilometrów. W przypadku chybienia lub zrykoszetowania pocisku możliwy jest postrzał osób znajdujących się w okolicy – przekonuje B. Rdest-Dudek. To nie jedyny argument. – Po drugie wątpliwości prawne budzi fakt wykorzystania myśliwskiej broni palnej do odstrzału zwierząt na terenie miast, które z mocy ustawy zostały wyłączone z obwodów łowieckich – dodaje.

H. Gaj-Godyńska nie kryje rozczarowania tą decyzją. – Nie wiadomo, czy ogród jest dla ludzi, czy dla tych zwierząt, groźnych i niszczących ciężką ludzką pracę. Wkrótce stado będzie liczyło kilkadziesiąt sztuk – denerwuje się.

– Szkoda, że pani wicedyrektor nie widzi płaczących starszych kobiet, które przez kilka miesięcy schylały schorzałe kręgosłupy, aby wyhodować sobie ziemniaki, paprykę, marchewkę i inne warzywa na własne potrzeby, ponieważ są to emeryci i ludzie niezamożni, którzy skrupulatnie przeliczają to, co „wkładają’ w działkę, tj. nasiona, sadzonki, nawozy – na to, co zbiorą. A w tym roku zbiorą nikłe szczątki warzyw i owoców z pieczołowicie pielęgnowanych grządek – dodaje pani prezes.

H. Gaj-Godyńska nie zamierza składać broni. – Ponowię pisma do prezydenta jesienią. Jeśli znowu nic z tego nie wyjdzie – nie pozostanie nam nic innego, jak wkroczyć na drogę sądową w imieniu działkowców, czego chciałabym uniknąć za wszelką cenę. Ale zdaje się, że innego wyjścia nie ma – zapowiada. Władze ogrodu planują też wymianę ogrodzenia ogrodu od strony ul. Turystycznej i północnych łąk.

– Niewiele to da, bo trzeba by zrobić ogrodzenie na podmurówce, co jest ponad nasze możliwości finansowe. Tak więc dziki będą sobie spokojnie podkopywały siatkę w ogrodzeniu lub robiły w niej dziury i przekształcą Rodzinny Ogród Działkowy w ogród zoologiczny, przy spokojnej i radosnej akceptacji urzędników. Biorąc pod uwagę, że od lat mamy stado saren, niezliczone bażanty, kilka lisów, wiele kotów i jeże – to może nawet byłoby sensowne – ironizuje pani prezes.

Przypomnijmy, że dziki niepokoją działkowców ROD „Kalina” od kilku miesięcy. Problem dzików miało rozwiązać ustawienie na terenie ogrodu specjalnej odłowni. Plany spaliły jednak na panewce z przyczyn technicznych. Właśnie dlatego w piśmie skierowanym do ratusza prezes ogrodu powołała się na jeden z zapisów ustawy o prawie łowieckim, który stanowi, że „w przypadku szczególnego zagrożenia w prawidłowym funkcjonowaniu obiektów produkcyjnych i użyteczności publicznej przez zwierzynę starosta (Krzysztof Żuk – jako prezydent miasta na prawach powiatu, jest de facto starostą), w porozumieniu z Polskim Związkiem Łowieckim, może wydać decyzję o odłowie, odłowie wraz z uśmierceniem lub odstrzale redukcyjnym zwierzyny”.

Grzegorz Rekiel