Pokazówka zamiast współpracy

Strzegący bezpieczeństwa kąpiących się w Jeziorze Białym ratownicy są oburzeni. Gdy dwoje z nich przegoniło z plaży awanturującą się kobietę, ta w odwecie zadzwoniła na policję twierdząc, że WOPR-owcy są pijani. Interweniujący patrol policji, zamiast dyskretnie sprawdzić stan trzeźwości ratowników, strzelił klasyczną pokazówkę i kazał im dmuchać w alkomat na oczach tłumu. Wynik – 0,0 promila.

Wszystko działo się we wtorek (12 lipca) na plaży głównej w Okunince. – Gdzieś po godzinie 17 podeszła do nas kobieta z około 8-letnim synem – mówi Leszek, jeden z ratowników. – Pani wyraźnie znajdowała się pod wpływem alkoholu i zaczęła krzyczeć, że nie reagujemy, gdy jej syn tonie, choć nic takiego nie miało miejsca, co mogą potwierdzić wszyscy świadkowie. Potem „uczepiła się” mojej koleżanki ratowniczki, że roznegliżowana leży na plaży i w niebo patrzy, zamiast ludzi ratować. Próbowaliśmy grzecznie wyprosić ją z kąpieliska, ale ona nie dawała za wygraną. W końcu stwierdziła, że widziała jak pijemy piwo. Miarka się przebrała, więc poinformowaliśmy ją, że jak natychmiast nie przestanie się awanturować, to wezwiemy policję. Dopiero to przyniosło efekt i kobieta wyszła z wody. Za kilkanaście minut podjechali do nas policjanci z Lublina skierowani na czas wakacji do pilnowania porządku nad Białym. Była godzina 17.45. Funkcjonariusze kazali mi iść do radiowozu. Oczywiście nie mogłem opuścić mojego miejsca pracy bez zastępstwa, więc poprosiłem policjantów, by poczekali 15 minut do końca mojej zmiany. Panowie nie chcieli o tym słyszeć. Wyjęli alkomat i na oczach wszystkich plażowiczów kazali mi i koleżance dmuchać w balonik. Wynik badania był oczywiście negatywny, ale tak ostentacyjnym okazaniem władzy funkcjonariusze podważyli nasz autorytet. Powinniśmy współpracować, a nie udowadniać jedni drugim, kto jest ważniejszy i ma większą władzę – uważa ratownik i jako przykład podaje załogę policyjnej motorówki. – Szkoda, że tego dnia nie było ich na jeziorze, bo gdyby to oni interweniowali, takich cyrków na pewno by nie było. Niestety, stermotorzyści z komendy w Okunince są tylko dwa, trzy dni w tygodniu – dodaje Leszek.
A tak przybyły na miejsce patrol oczywiście nie zadał sobie trudu znalezienia zgłaszającej, która cały czas przebywała w pobliżu. Policjantów broni rzecznik komendanta włodawskiej policji – Elwira Tadyniewicz, która wyjaśnia, że obowiązkiem funkcjonariuszy jest reagowanie na każdy, nawet anonimowy sygnał. – Rzeczywiście, we wtorek (12 lipca) około godziny 17.40 dyżurny naszej komendy otrzymał telefoniczne zgłoszenie, z którego wynikało, że pracujący na głównej plaży w Okunince ratownicy mogą znajdować się pod wpływem alkoholu – mówi pani rzecznik. – Wysłani na miejsce policjanci przeprowadzili na miejscu badanie alkomatem, które nie potwierdziło zgłoszenia, bo ratownicy byli trzeźwi. Czynności, które wykonywali policjanci były przeprowadzane na plaży, ponieważ to było miejsce interwencji, a ponadto ratownicy nie mogli opuścić swoich stanowisk. Niestety, podczas wypoczynku nad wodą dochodzi do wielu tragicznych w skutkach zdarzeń, dlatego reagujemy na każdy sygnał informujący o jakichkolwiek zagrożeniach. Ponieważ zgłoszenie nie zostało potwierdzone prowadzimy czynności wyjaśniające w sprawie o wykroczenie dotyczące wywołania niepotrzebnej interwencji. Jeżeli okaże się, że rzeczywiście było ono bezpodstawne to osoba zgłaszająca poniesie konsekwencje. Za ten czyn grozi kara aresztu, ograniczenia wolności lub grzywny nawet do 1 500 zł – wyjaśnia pani rzecznik. Jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy, policjanci namierzyli już autorkę fałszywego zawiadomienia. (bm)